Asghar Farhadi kolejny film chce nakręcić w ojczystym języku farsi
Asghar Farhadi, dwukrotny zdobywca Oscara, ogłosił, że jego kolejny film będzie nakręcony, pierwszy raz od lat, w języku farsi. Reżyser chce wrócić do irańskiej kultury i języka - ale nie do Iranu.
Asghar Farhadi
Foto: JP Pariente/SIPA/SIPA/East News
Najnowszy film Farhadiego, "Historie równoległe", to historia pogrążonej w kryzysie twórczym pisarki (Isabelle Huppert), która, aby znaleźć inspirację do nowej książki, podgląda sąsiadów: dwóch braci i ich tajemniczą, piękną przyjaciółkę. Z czasem zaczyna fantazjować i przetwarzać swoje obserwacje w fikcję literacką. Jednak w tę grę wciąga się także jej młody pomocnik, Adam (Adam Bessa), zaczynając przekraczać granicę między fikcją, a rzeczywistością…
Powrót do Sarajewa i powrót do farsi
Farhadi jest gościem honorowym 32. Sarajevo Film Festival, gdzie odebrał najwyższe wyróżnienie festiwalu, Honorary Heart of Sarajevo, i gdzie odbywa się retrospektywa jego filmów. Już kolejny raz jest gościem na tej imprezie: w 2018 roku przewodniczył jury konkursu głównego. Przy okazji udzielił kilku wywiadów i w jednym z nich, dla brytyjskiego pisma Screen, potwierdził, że pracuje nad nowym scenariuszem. Szczegółów fabuły nie ujawnił, zdradził za to, że ma nadzieję ukończyć go w ciągu roku.
I, co bardzo ważne, film będzie w języku farsi: - Moim marzeniem jest praca w moim języku, mojej kulturze - powiedział. Dodał jednak natychmiast, że nie powstanie w Iranie. Wykluczył również powrót do Stanów Zjednoczonych, gdzie przez trzy lata badał materiał do jednego z projektów. - Po trzech latach poczułem, że nie jestem w stanie nawiązać kontaktu ze środowiskiem - wyznał, tłumacząc decyzję o wyprowadzce do Francji. Ale nowy film chce kręcić w Wielkiej Brytanii.
Twórca wielu kultur i języków
Farhadi to jeden z niewielu twórców, który z powodzeniem pracował w różnych językach i kulturach. I za każdym razem, gdy wracał do farsi, robił swoje najlepsze filmy. Debiutował "Tańcem w pyle" w 2002 roku, przebił się "Co wiesz o Elly?" (2009), zdobył pierwszego Oscara za "Rozstanie" (2011) - film uhonorowany ponad 70. nagrodami, w tym Cezarem. Nakręcił potem "Przeszłość" (2013) w Paryżu, a potem wrócił do Iranu, by nakręcić "Klienta" (2016), swój drugi film nagrodzony Oscarem, oraz "Bohatera" (2021), który przyniósł mu Grand Prix w Cannes.
Jego ostatni film, nakręcone we Francji "Opowieści równoległe" z gwiazdorską obsadą (Isabelle Huppert, Virginia Efira, Vincent Cassel, Catherine Deneuve), okazał się jednak porażką. Po premierze w Cannes, francuscy krytycy dosłownie go rozjechali, a film, luźno inspirowany "Dekalogiem VI" i "Krótkim filmem o miłości" Krzysztofa Kieślowskiego, wciąż nie ma dystrybutora w Stanach Zjednoczonych. Warto przy okazji zauważyć, że krytycy z innych krajów, szczegółnie europejskich, nie są aż tak surowi wobec tej produkcji.
Ojczysty język pomoże w powrocie na szczyt?
W Sarajewie Farhadi z optymizmem mówił o nowym pokoleniu filmowców: - Jestem pełen nadziei: nie wierzę, że kino umiera. Niektórzy tak mówią, ale tak nie jest. Kino wciąż żyje, wciąż się rozwija. Po prostu stopniowo zmienia język - stwierdził wskazując na twórców z Ameryki Południowej, Iranu i innych krajów Azji, ale też Afryki.
Irański reżyser sygnalizuje przy okazji, że powrót do farsi to powrót do korzeni - nie ze względu na nostalgię, lecz ze względu na jakość połączenia z rzeczywistością, o której opowiada. Farhadi zawsze był najlepszy, kiedy pisał o świecie, który zna od środka: o irańskiej klasie średniej, o rodzinnych sekretach, o moralnych pułapkach, w które wpadają przyzwoici ludzie. Język angielski czy francuski dały mu inne środowisko, ale pozbawiły precyzji narracyjnej. Pytanie, czy Wielka Brytania w której chciałby zrealizować swój kolejny film, dostarczy mu materiału równie bogatego, co Iran.
Piotr Radecki