"Historie równoległe" - kino Kieślowskiego żyje i wciąż inspiruje
Już od kilku dni w polskich kinach można obejrzeć "Historie równoległe" Asghara Farhadiego inspirowane "Dekalogiem VI" i "Krótkim filmem o miłości" Krzysztofa Kieślowskiego. Ale polskich śladów w filmie irańskiego reżysera jest więcej.
Isabelle Huppert w "Historiach równoległych", reż. Ashgar Farhadi
Foto: mat. prasowe
Pogrążona w kryzysie twórczym pisarka (Isabelle Huppert), aby znaleźć inspirację do nowej książki, podgląda sąsiadów: dwóch braci i ich tajemniczą, piękną przyjaciółkę. Z czasem zaczyna fantazjować i przetwarzać swoje obserwacje w fikcję literacką. Jednak z czasem w tę grę wciąga się także jej młody pomocnik, Adam (Adam Bessa), i zaczyna przekraczać granicę między fikcją, a rzeczywistością…
Ostatni film Krzysztofa Piesiewicza
Już za niewiele ponad tydzień, w czwartek, 27 sierpnia, w Sokołowsku rozpocznie się jubileuszowa, 15., edycja festiwalu Hommage à Kieślowski, poświęconego twórczości polskiego reżysera i spuściźnie po nim. Zaś "Historie równoległe" to wyraźny dowód, że twórczość Krzysztofa Kieślowskiego wciąż żyje, inspiruje innych twórców i podlega kolejnym, nowym reinterpretacjom.
Zresztą polskich wątków jest w filmie znacznie więcej: ponownie usłyszymy w kinie muzykę Zbigniewa Preisnera, a jednym z koproducentów filmu był Krzysztof Piesiewicz przez lata stały i chyba najbliższy współpracownik Krzysztofa Kieślowskiego. Scenarzysta wielu jego filmów, nie doczekał galowej prezentacji: zmarł w maju tego roku, tuż przed światową premierą "Historii równoległych" na festiwalu w Cannes.
Siedem lat Macieja Musiała
Drugim koproducentem filmu był aktor Maciej Musiał, który jeszcze podczas studiów w Krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych napisał pracę właśnie poświęconą twórczości Krzysztofa Kieślowskiego. A "Historie równoległe" były dla niego bardzo ważne: - Ten film wypełnił ostatnich siedem lat mojego życia. Jest bardzo ważny dla mnie, osobisty. To była jedna z trudniejszych, a jednocześnie najpiękniejszych dróg, które przeszedłem. Głównie dlatego, że szedłem nią obok pana Krzysztofa Piesiewicza, z którym wspólnie pracowaliśmy nad tym filmem. Moje zadanie polegało na tym, żeby rozpocząć pewien proces, jeżeli chodzi o prawa, znalezienie właściwych partnerów i zaproszenie pewnych ludzi do współpracy - tłumaczy rozmówca Ryszarda Jaźwińskiego. - Myślę, że ten film mogą zobaczyć fani Krzysztofa Kieślowskiego, fani kina francuskiego. Fani spokojnych historii z jakąś głębią, poetyką też będą zadowoleni. Jest tam odrobina thrillera, jest też historia miłosna… - zachęca.
Całej audycji można wysłuchać »TUTAJ«.
Piotr Radecki