Marta Hryniak: "Historie równoległe" są bardziej złożone, niż film Kieślowskiego
"Historie równoległe" Asghara Farhadiego są inspirowane "Krótkim filmem o miłości" Krzysztofa Kieślowskiego. I właśnie o filmie irańskiego reżysera rozmawiał w swojej audycji Ryszard Jaźwiński.
Marta Hryniak gościnią Ryszarda Jaźwińskiego w audycji "Trójkowo, Filmowo"
Foto: Michal Wozniak/Dzien Dobry TVN/East News
"Krótki film o miłości" jest dłuższą, kinową wersją telewizyjnego "Dekalogu VI". "Historie równoległe" Asghara Farhadiego nawiązują do tych filmów Krzysztofa Kieślowskiego. Film irańskiego reżysera opowiada historię pogrążonej w kryzysie twórczym pisarki (Isabelle Huppert), która, by znaleźć inspirację do nowej książki, podgląda sąsiadów: dwóch braci i ich tajemniczą, piękną przyjaciółkę. Z czasem zaczyna fantazjować i przetwarzać swoje obserwacje na literacką fikcję. Jednak z czasem w tę grę wciąga się także jej młody pomocnik, Adam (Adam Bessa) i zaczyna przekraczać granicę między fikcją, a rzeczywistością…
Inna, bardziej rozbudowana opowieść
"Krótki film o miłości" irańskiego reżysera Asghara Farhadiego został nakręcony we Francji, gdzie filmowiec od dawna mieszka, a w obsadzie znalazły się największe gwiazdy kina znad Sekwany. Film miał premierę na tegorocznym MFF w Cannes, gdzie jednak nie spotkał się z dobrym przyjęciem.
- Farhadi to wspaniały reżyser i byłam bardzo ciekawa, jakim głosem będzie mówił, w jaki sposób podejdzie do tego tematu dekalogu. To reżyser z Iranu, który mieszka i pracuje w Paryżu, a jego kino jest bardzo europejskie, jednak też, mam wrażenie, zabarwione irańską kulturą: w podejściu do ludzi w innym rytmie opowiadania. Jego bohaterowie zawsze w jakiś sposób byli stamtąd i bardzo byłam ciekawa, jak to się potoczy - mówi scenarzystka Marta Hryniak, prywatnie córka Krzysztofa Kieślowskiego.
Zwraca uwagę, że inspiracje Kieślowskim w "Historiach równoległych" są bardzo luźne. - Poza główną osią, czyli podglądaniem i miłością, jest to jednak zupełnie inaczej opowiedziane i to jest inne spojrzenie. Jest w tym filmie znacznie więcej wątków, zresztą bardzo ciekawych: jest pisarka i jej wyobraźnia, której to podglądanie ma służyć i to wszystko, co z tego później wynika - opowiada.
Świetnie wyreżyserowany, świetnie opowiedziany, wybitnie zagrany
Zarówno prowadzący, jak i jego gościni zwracają uwagę, że film Farhadiego jest znacznie bardziej złożony niż "Krótki film o miłości". Z kolei dzieło Krzysztofa Kieślowskiego było prostsze, w zasadzie skoncentrowane na dwóch osobach.
- Tutaj tych wątków jest bardzo dużo, są one o wiele szersze i mam wrażenie, że jest ich nawet za dużo. Film trwa 2h 20 minut - to trochę za długo - i może lepiej byłoby, gdyby go skrócić (…) Zastanawiałam się, w którym miejscu te wątki należałoby wyciąć, gdzie zrobić tę kondensację. I najpierw wydawało mi się, że mam jakiś pomysł, ale później uświadamiałam sobie, że jeśli pozbawić ten film jednej z historii, to byłby uboższy - przyznaje Marta Hryniak. - Jeśli chodzi o formę i sposób prowadzenia aktorów, jest to bardzo współczesny francuski film. Może trudno nazwać go w pełni thrillerem, ale reżyser zwodzi, nas, myli i robi to w sposób bardzo skuteczny. Nigdy nie wiemy, co jest prawdą: w którym momencie włącza się realistyczna opowieść, a w którym momencie dzieje się to tylko w głowie pisarki, czy kogoś, kto potem przyjmuje jej twórczość. I nawet w bardzo specyficzny sposób został użyty cytat z "Krótkiego filmu o zabijaniu" - wskazuje.
- Farhadi nie przynosi w dosłownym sensie twórczości Krzysztofa Kieślowskiego na duży ekran - tylko do niej nawiązuje. Jak każdy film, można oceniać "Historie równoległe" lepiej lub gorzej. Oczywiście ma on swoje wady - uważam, że po prostu jest za długi i w pewnym momencie napięcie siada. Natomiast jest to film świetnie wyreżyserowany, świetnie opowiedziany i wybitnie zagrany - dodaje.
Całej rozmowy można wysłuchać »TUTAJ«.
Piotr Radecki