Daniel Mason: jednym z efektów pandemii było to, że poczuliśmy się mali i śmiertelni

Tym, razem gościem Michała Nogasia w audycji "Wszystkie Książki Świata" jest amerykański pisarz Daniel Mason. Jego najnowsza powieść, "W północnym lesie", ukazała się w Polsce jeszcze w roku 2025, jednak wobec nawału zajęć amerykańskiego gościa, wcześniejsza rozmowa nie była możliwa.

Daniel Mason: jednym z efektów pandemii było to, że poczuliśmy się mali i śmiertelni

Daniel Mason

Foto: mat. prasowe

Daniel Mason: rocznik 1976, Kalifornijczyk zakochany w Nowej Anglii, czynny lekarz psychiatra, biolog, pisarz. Ma na koncie w sumie sześć książek: powieści i opowiadań. W Polsce jak dotąd ukazały się trzy: "Stroiciel", "Zimowy Żołnierz" i "W północnym lesie". Ta ostatnia powieść, przełożona przez Macieja Studenckiego. Była bezpośrednim powodem rozmowy Michała Nogasia z amerykańskim pisarzem.


"W północnym lesie", czyli ludzie, natura i czas

"W północnym lesie" to, jak stwierdza Michał Nogaś, książka, której nie da się streścić, ale jednak próbuje. Nowa Anglia, Massachusetts, piękny krajobraz, wielkie lasy, a w ich środku, pomiędzy ogromnymi drzewami, stoi żółty dom. Przez ponad 300 lat, bo tyle mniej więcej trwa akcja powieści, zmienia właścicieli, mieszkańców, przeznaczenie. I wokół którego zmienia się wszystko, tylko natura niezmiennie jest sobą i walczy o swoje. "W północnym lesie" zaczyna się od opowieści o dwójce zbiegów: ona i on zakochani porzucają kolonię założoną przez Anglików na nowym, mało znanym lądzie, a kończy się w czasach właściwie przyszłych, ale czy na pewno? W zasadzie poza naturą nic nie jest tu "na pewno", bo czy jest możliwe by ktoś żył i nie żył jednocześnie? A tacy bohaterowie także się u Masona pojawiają…


Agata Romaniuk "Dina, Dina" Agata Romaniuk "Dina, Dina"

Pandemiczne spacery po lesie, podróże w czasie

Wydana trzy lata temu "W północnym lesie" jest książką, która powstała w czasie pandemii. - Mieszkaliśmy z rodziną w Kalifornii i wyjechaliśmy częściowo z powodu pandemii, ale także z uwagi na wyjątkowo groźne pożary tamtego lata: nie dało się nawet wyjść na zewnątrz. Spakowaliśmy rzeczy do samochodu i przyjechaliśmy przez cały kraj, aby zatrzymać się u rodziny mieszkającej w Massachusetts w Nowej Anglii. Wtedy wszystko robiło się na zoomie, a ja mogłem być sam i wędrować po lasach Nowej Anglii. Można się tam natknąć na pozostałości wielu starych gospodarstw, tysięcy kamiennych murów, było tam też pełno starych piwnic i maszyn. To zupełnie odmienny widok dla kogoś z Zachodniego Wybrzeża. Kalifornia to względnie młody stan, jest bardziej nowoczesna - tam jest zwyczaj burzenia starych budowli i stawiania nowych, podczas gdy w Nowej Anglii można znaleźć wiele pozostałości przeszłości - mówi Daniel Mason w rozmowie z Michałem Nogasiem. - Zacząłem się więc zastanawiać, kto tam był przedtem. Dla pisarza dostrzeżenie tego, jawiło się jako rodzaj opowieści podzielonej na rozdziały, okresy, w czasie których ludzie tu byli i prowadzili życie. Rodzili się, zakochiwali i umierali wśród miłości i przemocy, a potem na ich miejsce przychodzili nowi. Wędrując po lesie zacząłem się zastanawiać nad napisaniem powieści w takim kontekście - opowiada o genezie "W północnym lesie".

Asimov i Bradbury w lasach Nowej Anglii

Pisarz przyznaje, że zainspirowały go również klasyczne amerykańskie powieści "złotej ery" science fiction: "Fundacja" Isaaka Asimova i "Kroniki marsjańskie" Raya Bradbury’ego. - Czytałem wtedy dużo science fiction, gatunku o wspaniałej właściwości przeskakiwania w czasie bez odnoszenia się do tego co wydarzyło się w poprzednich rozdziałach. U Asimova i Bradbury’ego, gdy kończy się rozdział, następuje skok w przyszłość. W niektórych przypadkach o setki lat, przy czym autor zostawia tylko kilka śladów wydarzeń, które miały miejsce wcześniej. Bardzo mi się podobała swoboda, z jaką ci autorzy to robili. I zastanawiałem się, co by się stało, gdybym napisał książkę w której to samo przydarza się ludzki bohaterom - wspomina Trójkowy gość.

Obojętność, czyli pandemia i kalifornijskie pożary

Daniel Mason wskazuje, jak duży wpływ, bezpośrednio i pośrednio, miała pandemia na jego książkę. Ale również pożary w Kalifornii, które okazały się traumatycznym przeżyciem.

- Jednym ze skutków pandemii było to, że poczuliśmy się mali. I dotarło do nas, że jesteśmy śmiertelni, zaczęliśmy myśleć o śmierci. Kiedy myślę o pandemii, myślę też o pożarach: doprowadziły do niesamowitej zmiany krajobrazu. I wydało mi się to czymś zupełnie nowym, tak jak pandemia Gdy pomyślimy o tym w szerszej perspektywie czasowej, to dzieje się to cały czas: lasy płoną i pojawia się w ich miejsce coś nowego. Choroby pojawiają się i wyniszczają populacje z pewnego rodzaju obojętnością - tłumaczy amerykański pisarz. - To słowo - obojętność - cały czas wracało. Obojętność przyrody wobec stworzeń żyjących pod jej wielkim parasolem podobny do obojętności wirusa wobec nas. To jest motyw główny tej książki: ludzie próbują nadać sens swojemu życiu, które jest bardzo krótkie wobec wielkiego porządku rzeczy. Akcja rozgrywa się na przestrzeni około 300 lat, co wydaje się być bardzo długim okresem wobec długości życia człowieka, a jednocześnie niczym w skali historii ludzkości - porównuje.

- Co zadziwiające, nigdy wcześniej nie myślałem w takich kategoriach. To pandemia skłoniła mnie do poważniejszego zastanowienia się nad tym - przyznaje.



Piotr Radecki