Alan Hollinghurst o nowej książce: żaden brytyjski pisarz nie podjął się tego, co ja

Alan Hollinghurst, wykładowca, krytyk i pisarz, laureat Nagrody Bookera 2004 za "Linię piękna" był gościem Michała Nogasia w audycji "Wszystkie Książki Świata". W Polsce właśnie ukazała się jego nowa książka "Nasze wieczory".

Alan Hollinghurst o nowej książce: żaden brytyjski pisarz nie podjął się tego, co ja

Alan Hollinghurst

Foto: PAP/EPA

Nazywany współczesnym Henry Jamesem, Hollinghurst  poza wspomnianą "Linią piękna", jest także autorem m.in. "Klubu Korynckiego" czy "Spadającej gwiazdy". Jest uznawany za jednego z najważniejszych kronikarzy życia osób nieheteronormatywnych w Wielkiej Brytanii.


60 lat przemian w Wielkiej Brytanii

Alan Hollinghurst powrócił po siedmiu latach wydaną oryginalnie w 2024 roku niemal 500 stronicową powieścią "Nasze wieczory". Bohaterem książki jest David, aktor, syn Brytyjki i Birmańczyka. Chłopiec z niebogatej rodziny, który dzięki poparciu lokalnej, choć w tym wypadku niekonserwatywnej (co nieczęste) arystokracji i dzięki otrzymanemu stypendium, trafia do dobrych szkół i ma zapewnione świetne wejście w dorosłe życie. Z jego perspektywy przyglądamy się zmianom, które zaszły w Wielkiej Brytanii od lat 60. wieku ubiegłego, do czasów nam współczesnych. Dość powiedzieć, że syn tych, którzy go wsparli i umożliwili spełnienie marzeń, stał się w powieści Hollinghursta głównym architektem Brexitu… "Nasze wieczory" to powieść o dojrzewaniu, odnajdywaniu i rozumieniu własnej tożsamości nie tylko seksualnej, o kwestiach rasowych i klasowych, o tym jak i czy Wielka Brytania poradziła sobie z kolonialnym dziedzictwem. o sytuacji i prawach różnych mniejszości i, to być może najważniejsze, ludzkiej przyzwoitości.

Sir Alan Hollinghurst

W ubiegłym roku Karol III uhonorował Alana Hollinghursta tytułem szlacheckim w podziękowaniu za służbę dla i w dziedzinie literatury. - Otrzymanie tytułu szlacheckiego to coś niezwykłego. Początkowo nie zamierzałem go przyjmować, ale przyjaciele mnie do tego namawiali. Pomyślałem, że to miły akcent zarówno dla powieści, jak i dla kogoś, kto przez całe życie pisał o życiu gejów. Pomyślałem, że gdyby w jakiś sposób udało się to oddzielić od osoby, to byłaby nagroda za coś większego, a wtedy byłaby tym przyjemniejsza - komentuje przyznanie mu prawa do używania określenie "sir" przed nazwiskiem. - Natomiast w ogóle nie korzystam ze swojego tytułu - dodaje z uśmiechem.

Powolny proces powstawania książki

- Moje książki powstają przez dość długi czas, co zapewne da się zauważyć: piszę jedną książkę na mniej więcej siedem lat. To jest proces powolny (…) nigdy nie ma jednego dokładnie określonego momentu powstania pomysł na powieść. Pojawiają się nowe różne pomysły, zakładam nowe pamiętniki i zapisuję w nich wszystko, co może być potencjalnie istotne dla nowego projektu, o którym na tamtym etapie wciąż mam bardzo mgliste pojęcie. Stopniowo świat książki zaczyna się wyłaniać z tych fragmentów… - odpowiada gość Michała Nogasia na pytanie o moment, kiedy powstaje pomysł nowej książki. - Myślę, że jedną z głównych idei od samego początku było to, że chciałem opisać życie w Wielkiej Brytanii w okresie który mniej więcej przeżyłem, ale z innej perspektywy rasowej. Wydaje mi się, że żaden brytyjski pisarz nie podjął się wcześniej takiego zadania. Wymagało to wielu przemyśleń nad tym, jak można to zrobić w sposób taktowny, akceptowalny i interesujący. Była więc to z pewnością jedna z pierwszych idei - opowiada o samych początkach "Naszych wieczorów".

Kwestie rasowe, obyczajowe, rodzinne

Jednak Hollinghurst miał również inny pomysł. – Chciałem napisać książkę o najdłuższym związku w życiu narratora, czyli o jego relacji z matką. A także opisać relacje między synem homoseksualistą a jego matką. Stało się to częścią tej mieszanki i zasugerowało interesujący sposób podejścia do kwestii rasowej: bohater jest potomkiem białej angielskiej matki i nieznanego birmańskiego ojca… Te pomysły wzajemnie się uzupełniają i wtedy odkryłem, że mamy już zaczątek fabuły - zdradza pisarz. - Zawsze pojawia się pytanie, jak to opowiedzieć? Podobało mi się pisanie moich ostatnich czterech książek w trzeciej osobie, ale z różnych powodów czułem, że ta powieść powinna zostać napisana w pierwszej osobie. A skoro był to mężczyzna w moim wieku, po sześćdziesiątce, spoglądający wstecz na swoje życie, forma pamiętnika wydaje się oczywista - tłumaczy.

- Potem pozostała już tylko dość trudna i czasochłonna kwestia tego, co powinno znaleźć się w tych wspomnieniach, a co należałoby pominąć - dodaje.

Całej rozmowy można posłuchać TUTAJ.


Piotr Radecki