Ołów i arsen w powietrzu? - Polskie huty nadal szkodzą - mówi Kamil Laskowski
Od epidemii ołowicy na Śląsku minęło kilkadziesiąt lat. Problem zanieczyszczenia środowiska przez huty pozostaje jednak aktualny. Nadal zatruwają powietrze, wodę, glebę i mają wpływ na zdrowie okolicznych mieszkańców. Czy jest na to metoda? Czy polskie huty mogą stać się bezpieczne i zielone? - rozmawiamy z Kamilem Laskowskim, ekspertem ds. dekarbonizacji przemysłu stalowego Fundacji Instrat.
Wielki piec nr 2 w hucie ArcelorMittal Poland, oddział Dąbrowa Górnicza (dawniej - Huta Katowice).
Foto: Andrzej Grygiel/PAP
Pyły zawieszone, metale ciężkie jak ołów, kadm, rtęć, związki siarki, arsen - podczas produkcji z kominów hutniczych wydobywa się wiele szkodliwych substancji. Polska wypuszcza do atmosfery najwięcej ton ołowiu w Unii Europejskiej. W skali kraju zakłady przemysłowe nie są głównym podmiotem odpowiedzialnym za zanieczyszczanie środowiska. - Ich działalność ma jednak znaczące oddziaływanie lokalne - mówi nam Kamil Laskowski, ekspert ds. dekarbonizacji przemysłu stalowego Fundacji Instrat. - Zakłady przemysłowe niewątpliwie przyczyniają się do pogorszenia jakości powietrza w miejscowościach, w których się znajdują - podkreśla specjalista.
Posłuchaj audycji Trójki:
- Ołowiane dzieci. Prawdziwa historia - podcast.
- "Trucicielka, żywicielka" - opowieść o skomplikowanych losach Górnego Śląska. Audycja Anny Dudzińskiej
Wielki przemysł karmi i szkodzi
- Zakłady muszą spełniać kryteria zanieczyszczeń w ramach prowadzenia działalności przemysłowej na danym obszarze geograficznym. Niemniej jest to dosyć absurdalne założenie. Jeżeli emisje są wyrzucane w powietrze wiadomo, że nie da się ich zatrzymać na płocie zakładu, tylko te zanieczyszczenia zmierzają dalej. Wskaźniki monitorujące jakość powietrza nie zawsze je wychwytują. Często są za rzadko rozmieszczone albo niekoniecznie są wyczulone np. na wychwytywanie metali ciężkich - tłumaczy Kamil Laskowski.
- W Dąbrowie Górniczej zlokalizowana jest huta stali, koksownia, fabryka hamulców. Osiedla sąsiadujące z tymi zakładami przemysłowymi borykają się ze skutkami zanieczyszczeń. Takim przykładem jest osiedle Strzemieszyce - wymienia ekspert. Mieszkańcy Strzemieszyc od lat walczą o poprawę stanu środowiska. Zwracają uwagę, że w powietrzu unoszą się m.in. metalowe drobinki i niezidentyfikowane pyły.
- Zapowiadano dokładne badania mające wskazać, jak zanieczyszczenia przemysłowe wpływają na zdrowie ludzi na tym obszarze. Mieszkańcy zauważyli zwiększoną częstotliwość występowania różnych chorób, także zgonów. Badania przeprowadzono jednak wyłącznie w formie pilotażowej, ale nawet ta okrojona forma pozwoliła stwierdzić obecność metali ciężkich, takich jak ołów, kadm czy arsen w powietrzu - mówi specjalista.
- Dlatego tak ważne jest, abyśmy - jako społeczeństwo - domagali się, aby ten wpływ zmierzyć. Fundacje, które walczą z korporacjami przemysłowymi często borykają się z przeszkodami natury prawnej. Mieszkańcy - chociaż są stroną - nie zawsze mają dostęp do postępowań. Brakuje dowodów czarno na białym - podkreśla ekspert. - Organy ochrony środowiska w Polsce są niedofinansowane i niedoposażone. Mierzą się z brakami kadrowymi. Często nie mają ludzi, którzy mogliby wejść na zakład i sprawdzić, w jaki sposób te emisje są mierzone. O ile na papierze spółki mogą deklarować, że spełniają określone progi, nie ma pewności, że tak jest w rzeczywistości - dodaje.
Huta w Dąbrowie Górniczej należy do indyjskiego koncernu ArcelorMittal, który posiada zakłady działające w podobnej technologii na terenie Europy, m.in. we Francji. W marcu 2025 roku koncern został oskarżony o narażenie życia ludzi oraz spowodowanie szkód w środowisku w przemysłowym rejonie Fos-sur-Mer. W 2021 roku francuski sąd nałożył na firmę grzywnę za zanieczyszczenie rzeki w pobliżu jej zakładów. - Badania prowadzone na tamtych terenach wykazały negatywny wpływ huty na środowisko i okolicznych mieszkańców - podkreśla specjalista.
Efekt cieplarniany
Wielki przemysł to także olbrzymie emisje dwutlenku węgla. - Sam w sobie nie jest bezpośrednim zagrożeniem dla zdrowia, ale w długiej perspektywie przyczynia się do efektu cieplarnianego, który generuje zmiany klimatu i napędza ekstremalne zjawiska pogodowe - przypomina Kamil Laskowski. - Dwutlenek węgla, ołów, czy inne metale ciężkie w powietrzu mają swoje wspólne źródło - jest nim spalanie węgla. Węgiel z kopalni zawiera w sobie pierwiastki, które podczas spalania wydzielają się do atmosfery. W hutach dochodzi ponadto do dodatkowych emisji metali ciężkich, związanych z przetwarzaniem metali. Np. do stali dodaje się ołów, żeby otrzymać produkt o określonych właściwościach, przeznaczony do konkretnych zastosowań - wyjaśnia ekspert.
Huty zanieczyszczają nie tylko powietrze, także glebę i wodę. - Jeśli spojrzymy na dane dla huty w Dąbrowie Górniczej, czy dla huty miedzi w Głogowie, to zobaczymy, że emisje ołowiu do wody bywają jeszcze większe niż do powietrza - tłumaczy specjalista.
Co się dalej z tą wodą dzieje - nie do końca wiadomo. - O ile widzimy, że zakłady emitują relatywnie dużo zanieczyszczeń, nie wiemy jak to się przekłada na ich stężenie w powietrzu czy w wodzie. Nie jesteśmy w stanie tego policzyć na podstawie danych o wielkości emisji, bo nie wiemy na jakim obszarze te zanieczyszczenia się rozprzestrzeniają - podkreśla i dodaje, że warto byłoby to dokładnie zbadać.
Polska a UE
Jak polskie hutnictwo wygląda na tle hutnictwa w innych krajach Unii Europejskiej? - Polska jest krajem uprzemysłowionym. W Niemczech takich hut jak w Dąbrowie Górniczej jest jednak kilka, więcej niż w Polsce. Jeśli weźmiemy pod uwagę emisję ołowiu nie tylko z przemysłu, ale z całej gospodarki, to okazuje się, że w Niemczech są one o połowę mniejsze niż w Polsce. Można więc sformułować wniosek, że polski przemysł jest bardziej emisyjny i szkodliwy dla środowiska i ludzi niż przemysł w kraju bardziej uprzemysłowionym, gdzie tych zakładów jest dużo więcej, jak w Niemczech - twierdzi Kamil Laskowski.
Aby uzyskać odpowiednią temperaturę huty stali i miedzi spalają koks. - Jest to obecny standard technologiczny, od którego niemieckie czy szwedzkie huty powoli odchodzą. Alternatywą są technologie wodorowe, które pozwalają na wyeliminowanie węgla z całego procesu przemysłowego a tym samym redukcję emisji dwutlenku węgla i metali ciężkich do atmosfery - tłumaczy ekspert. - Zielone i bezpieczne huty dopiero się budują. Do czasu oddania ich do użytkowania funkcjonować mają huty w standardzie technologicznym, jaki mamy dzisiaj w Dąbrowie Górniczej - mówi. - To, co jest problemem w przypadku huty w Dąbrowie Górniczej, to jej wiek. Pięćdziesiąt lat temu mogła być najnowocześniejszą hutą w Europie, ale mam wątpliwości czy dziś jest szczelna i dostosowana do współczesnych standardów i czy jej właściciel rzeczywiście dba, aby wszystkie kryteria były spełnione - mówi specjalista. Jak podkreśla dane nie pozostawiają wątpliwości. - Emisje z hutnictwa niemieckiego są mniejsze. Być może tamte zakłady są nowocześniejsze, bardziej szczelne - dodaje.
Ranking emitentów ołowiu w UE. Węgiel to przestarzała technologia
Przejście na zasilanie wodorowe oznacza rezygnację z węgla koksowego. W Polsce to temat polityczny budzący wiele emocji. - Niemiecki przemysł stalowy importuje większość surowców potrzebnych do wyrobu stali. To zdecydowanie odróżnia go od polskiego przemysłu stalowego, który ma węgiel koksowy na miejscu. Niemcy po prostu przestaną go kupować. Nie muszą się martwić społecznymi konsekwencjami, które wiążą się z rezygnacją z tej technologii. Jeśli hutnictwo w Polsce wycofa się z węgla koksującego, to od razu mamy 30 tys. górników z Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW), z którymi coś trzeba będzie zrobić – przyznaje Kamil Laskowski i dodaje, że to zamiatany pod dywan problem. - Cały czas JSW wierzy, że koks to strategiczny surowiec. I że zawsze tak będzie - mówi ekspert podkreślając, że wcześniej czy później przyjdzie się z tym problemem zmierzyć. - JSW znaczącą część wydobywanego węgla eksportuje, głównie do Niemiec. Jeśli huty niemieckie się zdekarbonizują, spółka straci odbiorcę - dodaje.
- Jestem przeciwny wygaszeniu kopalni węgla koksowego z dnia na dzień. Nie jest też tak, że musimy tę szkodliwą hutę od razu wyłączyć - mówi ekspert. - Fakty są jednak takie, że huta w Dąbrowie Górniczej jest dosyć stara. Wymaga poważnych remontów. Pojawia się pytanie na ile są one opłacalne. Piece hutnicze mają ograniczoną żywotność. Jeden z nich był ostatnio remontowany, drugi dogorywa - wymienia. - Może więc pozwólmy jej powoli wygaszać swoją produkcję? Niech to będzie stopniowy, zaplanowany proces - sugeruje specjalista i dodaje, że także kadry hutnicze są wiekowo zaawansowane. - Wielu hutników zbliża się do wieku emerytalnego. W miarę ich przechodzenia na emeryturę, można uruchamiać bezpieczną dla ludzi i środowiska, zieloną produkcję stali - mówi.
Zielone huty
Zasilanie wodorowe wymaga dużej ilości prądu. Prąd w Polsce produkuje się głównie z węgla. Aby nie wpaść z deszczu pod rynnę Fundacja Intrat proponuje umieszczenie huty w miejscu, gdzie będzie dostęp do zielonej energii - na północy kraju. - Tam znajdziemy prąd, który pozwoli w sposób bezemisyjny, nieszkodliwy dla klimatu i ludzi zasilić taki zakład - mówi Kamil Laskowski. Dodaje jednak, że nie oznacza to przeniesienia całego przemysłu z południa na północ.
- W Szwecji np. najtańszy prąd jest na północy. Dlatego Szwedzi chcą tam przenieść produkcję nie tyle samej stali, co surówki, którą będą transportować na południe, gdzie mają huty przetwórcze. W Polsce może być podobnie. Nie musimy wygaszać całkowicie huty w Dąbrowie Górniczej, tylko możemy przenieść jej najbardziej emisyjny odcinek na północ - podkreśla ekspert.
W Polsce brakuje stali
Polskie huty nie są w stanie pokryć krajowego zapotrzebowania na stal - produkujemy jej mniej niż w latach 60-tych. Musimy ją importować, co czyni nas zależnymi od dostaw z zewnątrz. - W czasach PRL-u funkcjonowało u nas wiele hut, które produkowały więcej stali niż Polska wówczas potrzebowała. W lata 90-te Polska wkraczała z tym brzemieniem, rozbudowanych ponad potrzeby mocy produkcyjnych, które najczęściej nie spełniały najnowszych wymagań technicznych. Polskie produkty nie były dobrej jakości, przez co nie miały jak konkurować na rynkach zachodnich. Sektor stalowy wymagał restrukturyzacji także z powodu akcesji do UE. Wiele hut zamknięto - tłumaczy Kamil Laskowski.
- Dodatkowo nasza krajowa produkcja zdominowana jest przez zagranicznych producentów, którzy optymalizują swoją międzynarodową produkcję. To sprawia, że stal produkowana w Polsce niekoniecznie trafia na polski rynek - wyjaśnia ekspert i podkreśla, że nie mamy zabezpieczonych mocy produkcyjnych na wypadek kryzysu. - Jeśli się okaże, że nie możemy stali importować, to nie będziemy w stanie zaspokoić popytu - zaznacza i dodaje, że jest to skutek dotychczasowej polityki przemysłowej, której retorykę narzucały korporacje, a nie państwo.
Kamil Laskowski, ekspert ds. dekarbonizacji przemysłu stalowego Fundacji Instrat.To nie wizja, to realizm
Dekarbonizacja przemysłu hutniczego i produkcja zielonej stali wydają się pieśnią przyszłości. Czy możliwą do realizacji w polskich warunkach? - Dziś to się rzeczywiście może wydawać wizją. Niemniej zdarzało się, że wizje stawały się rzeczywistością, a ci którzy je proponowali - realistami, którzy świadomie patrzyli w przyszłość - mówi Kamil Laskowski.
- Czy tego chcemy, czy nie, rewolucja się dokona. Najbardziej obawiamy się scenariusza, w którym produkcja stali najwyższej jakości ucieknie z Polski - przyznaje specjalista. - Jeżeli żadne działania nie zostaną podjęte, staniemy się przetwórcą złomu - stali gorszej jakości o mniej strategicznym znaczeniu - zaznacza i dodaje, że byłoby to z wielką szkoda dla polskiej gospodarki. - Chcielibyśmy, aby Polska stała się pionierem zmian i z czasem sprzedawała swój know how, a nie została na łasce mechanizmów zewnętrznych - przyznaje i podkreśla, że będzie to wymagało wsparcia państwa. Pytanie, czy klasa polityczna jest na te zmiany gotowa?
Rozmawiała Magdalena Hejna