ADHD, dysleksja, autyzm. W polskich szkołach jest pół miliona dzieci neuroatypowych
W polskich szkołach uczy się około pół miliona dzieci neuroatypowych (m.in. w spektrum autyzmu, z ADHD, dysleksją czy zespołem Tourette'a). Jak wygląda ich codzienność, i co możemy dla nich zrobić?
Marsz dla autyzmu w Warszawie pod hasłem "Chcemy być widzialni"/ Foto: East News/Andrzej Kulpita
Punktem wyjścia do dyskusji w tym wydaniu "Porozmawiajmy: 22 i siedem Trójek" była wydana niedawno piosenka Vito Bambino zatytułowana "Mimo najlepszych chęci". Powstała ona w ramach ogólnopolskiej kampanii społecznej "Inny rytm to nie błąd" i zwraca uwagę na tą sprawę. To ważne, ale krytycy rozwiązań szkolnych mówią też o wykorzystywaniu w wydawaniu orzeczeń dzieciom. Nauczyciele i często nie mają narzędzi, czasu ani wsparcia ze strony specjalistów (psychologów, pedagogów specjalnych) by móc w pełni zindywidualizować pracę w 30-osobowej klasie, przez co edukacja włączająca niekiedy istnieje tylko na papierze.
Jak jest w praktyce? O to słuchaczy i słuchaczki zapytał Krzysztof Łoniewski; na ten temat porozmawiał też z dr Magdaleną Markowską - psycholożką, pedagożką i koordynatorką studiów podyplomowych "Neuroróżnorodność w przestrzeni społecznej".
Polecane audycje
System edukacji wobec dzieci neuroatypowych
Zgodnie z przepisami dzieci neuroatypowe, które posiadają formalną diagnozę medyczną i orzeczenie o kształceniu specjalnym, objęte zostać powinny dużym wsparciem na terenie placówki, do której uczęszczają. - Między innymi mają nauczyciela współorganizującego proces kształcenia. I tu jest ważne, by podawać pełną nazwę tego nauczyciela. W skrócie mówimy, że to nauczyciel wspomagający, a to niestety rodzi potem dużo niedomówień co do jego roli - przestrzega dr Magdalena Markowska. - Jest to nauczyciel współorganizujący proces kształcenia specjalnego, który tak naprawdę ten proces współorganizuje z drugim nauczycielem. Czyli nie jest wsparciem tylko dla dziecka, ale też dla nauczyciela przedmiotu - dodaje ekspertka.
Jednocześnie rozmówczyni Krzysztofa Łoniewskiego zwraca uwagę, że liczba orzeczeń rośnie z wielu powodów. - Na Portalu Oświatowym jest zapis, że to w ciągu roku ok. 37 proc. więcej orzeczeń o kształceniu specjalnym. Ogólnie szacuje się, że mamy ok. 500-600 proc. więcej w ogóle diagnoz. Tych przyczyn jest dużo - zaznacza ekspertka. - Chyba taka najważniejsza jest taka, że nasza świadomość po prostu rośnie. Mamy też coraz lepsze testy, techniki diagnostyczne; rodzice są coraz bardziej wyczuleni i chętniej sięgają po poradę psychologów - wyjaśnia gościni Trójki.
- Drugą przyczyną są faktycznie pewne nadużycia. Często spotykam się z tym, że autyzm jest na przykład dopisywany do innych zaburzeń. Albo dziecko ma bardzo dużo innych trudności, wyzwań rozwojowych, ale nie dostanie takiego wsparcia jak gdyby miało autyzm. Często mamy wtedy sprzężenia: do niepełnosprawności intelektualnej lub ADHD dodaje się spektrum, by otrzymać wsparcie - kontynuuje specjalistka. Jednocześnie podkreśla, że trwają już prace nad ograniczeniem nadużyć. - Są próby rozwiązania tego. Padła taka propozycja, by wprowadzić psychiatrów wojewódzkich, którzy mieliby rozpoznawać spektrum i w ogóle zaburzenia. Ich dokumenty byłyby respektowane w poradniach psychologiczno-pedagogicznych.
Polecane artykuły
Źródło: Porozmawiajmy: 22 i siedem Trójek
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Autor
Redaktor
Redaktor serwisu internetowego radiowej Trójki. Z Polskim Radiem związany od 2020 roku, pracę w mediach rozpoczynał jako redaktor i reporter w "Dzienniku Bałtyckim" dla Żuław i Mierzei Wiślanej. Na portalu odpowiada za wydawanie strony internetowej oraz przygotowanie artykułów, przede wszystkim o tematyce muzycznej.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Aby być na bieżąco z informacjami Trójki, obserwuj nas na Facebooku oraz w Wiadomościach Google.