Katarzyna Miller: w miłości wszystkie kolory są ciekawe - także szarości

Walentynki - dzień zakochanych. Dla jednych radosna okazja do świętowania, dla innych źródło presji, a jeszcze dla innych tandetne święto niemające związku z dojrzałym uczuciem. To także dobry punkt odniesienia do rozważań, czym są prawdziwie bliskie relacje i jak je wzmacniać. O tym, jaki jest przepis na dobrą miłość, rozmawiamy z Katarzyną Miller, psycholożką, psychoterapeutką, filozofką.

Katarzyna Miller: w miłości wszystkie kolory są ciekawe - także szarości

Katarzyna Miller.

Foto: fot. K. Opaliński

Kwiaty, czekoladki, romantyczne niespodzianki, uroczysta kolacja - niektórzy chcieliby mieć tak na co dzień. - To niemożliwe i niezdrowe - nie ma wątpliwości Katarzyna Miller. - W życiu nic nie dzieje się bez przerwy. Ono jest jak rzeka. Oczywiście ludzie starają się uregulować rzeki i czasem im się to udaje, ale w uczuciach - niekoniecznie się to sprawdzi - przyznaje.

- Fajnie, że są święta dla zakochanych, że jest dzień pocałunku, chłopaka itd. To wszystko jest bardzo sympatyczne. Natomiast zakochanie to nie miłość. To czas, w którym człowiek jest w stanie zmienionej świadomości. Uroczy, gdy zakochanie jest odwzajemnione. Ale jeśli nie jest - można się strasznie umęczyć - śmieje się psycholożka.

Posłuchaj audycji Trójki:

- To co o sobie myślimy jest bardzo ważne - mówi Katarzyna Miller

Zdaniem specjalistki przeżywanie życia dobrze polega na tym, że w ogólnym rozrachunku mamy przewagę "tak" nad "nie". - Moje ulubione pojęcie to pakiet kontrolny - czyli 51 proc. Więcej niż mniej. Najlepiej mieć 70, 80 proc., chociaż bywają dni, że czujemy, że jest 40 - mówi i podkreśla, że 100 proc. nie ma nikt. Jej zdaniem podstawą jest pozytywne nastawienie. Podobnie jak dobra relacja z samym sobą. - To fundament nie tylko dobrego życia, ale także dobrego związku - dodaje.

- Najlepiej dla nas byłoby urodzić się w rodzinie, w której jesteśmy kochani, możemy liczyć na wsparcie, zaufanie, rozwijamy naszą inteligencję emocjonalną, uczymy się wyciągać wnioski - opowiada Katarzyna Miller. - To sprawia, że stajemy się "oparci o siebie". A to jest bardzo ważna rzecz - przyznaje terapeutka i dodaje, że na szczęście tę umiejętność możemy wykształcić. Lekcje, które odebraliśmy w rodzinie, stają się naszą bazą i decydują o tym, czy będziemy mieli w życiu łatwiej, czy pod górkę. Ostateczny efekt - zależy jednak od nas samych.

- Ludzie mają deficyty i to jest normalne. Zdarza się, że staramy się je kompensować poprzez partnera, a to nie buduje związku. - Nie doceniamy, nie cieszymy się, że mamy obok siebie kogoś fajnego. Nie skupiamy się na tym, co istotne - dodaje psycholożka.

- Wiele razy słyszałam: wiedziałam, że on mnie zostawi. No to, skoro wiedziałam, to z czym weszłam w tę relację? Przecież ta myśl działa i staje się samospełniającą się przepowiednią – zaznacza ekspertka. - To co o sobie myślimy jest bardzo ważne - podkreśla i dodaje, że warto nad swoimi deficytami pracować.

Przepis na udaną relację? Katarzyna Miller: akceptacja

Zdaniem Katarzyny Miller, kluczem do sukcesu w relacji jest akceptacja drugiej osoby. - Takie poczucie, że samemu jest się w porządku i ten drugi człowiek też jest w porządku - mówi psycholożka. - Nie możemy zmienić drugiego człowieka. Możemy zmienić tylko siebie - podkreśla ekspertka. - Jeśli więc coś nam nie odpowiada, dobrze jest zastanowić się, czy ja mogę to znieść i czy opłaca mi się to znosić. Bo zawsze znajdzie się w tej drugiej osobie coś, co będzie nas drażnić, przeszkadzać, nie pasować, będzie nie takie, jak byśmy chcieli - dodaje.

- Warto być dla siebie ważną, nie godzić się na wszystko, nie być uległą, nie przytakiwać, ale jednocześnie być akceptującą dla partnera. Znaleźć złoty środek - zaznacza i dodaje, że w zasadzie są tylko trzy opcje. - Albo się męczymy i dalej się męczymy, albo kończymy związek, albo robimy z tym coś pozytywnego - wymienia. - Ludzie często przyzwyczajeni są do załatwiania spraw poprzez kłótnie, złość, własne niezadowolenie. Zamiast po prostu się temu przyjrzeć. Zadać sobie pytanie: o co tu chodzi? Co tu się dzieje? Dlaczego to na mnie tak działa? – przyznaje specjalistka i dodaje, że partnerzy mogą kłócić się o różne rzeczy, ale jeśli nie schodzą głębiej, nie badają, co jest źródłem nieporozumienia - nie idą do przodu.

Po co ci to?

Zdarza się, że godzimy się na rzeczy, które nam nie odpowiadają, przyjmujemy rolę ofiary, zamiast postawić na siebie. W takich momentach dobrze jest zadać sobie pytanie, co mi to daje? Co ja wybieram? Po co mi to? - Jeśli ja mam poczucie niezadowolenia z życia, to mam siebie zapytać: czego ja sobie żałuję? Czego sobie nie daję? Czego chcę od innych, co jest niemożliwe - wyjaśnia psycholożka.

- Mamy przyzwyczajenie czuć się niedobrze, cierpieć - tłumaczy mechanizm specjalistka. - No bo mamusia i tatuś się czepiali i mówili, że nie jesteśmy takie jak trzeba - dodaje. Nauczyłyśmy się spełniać cudze oczekiwania, zamiast realizować swoje potrzeby. Jeśli dla przykładu czujemy się niewidzialne, gdy męża odwiedza jego najbliższa rodzina, nikt nie każe nam siedzieć w domu. Możemy z niego wyjść i zrobić coś ciekawego dla siebie, zamiast frustrować się, że w tym momencie nie dostajemy tyle uwagi, ile byśmy chciały. - Coś jest nie tak? Możesz to obejść, możesz przeskoczyć, możesz spróbować coś z tym zrobić, a jak się nie da - to niech dalej leży - śmieje się Katarzyna Miller.

Zdarza się, że nie analizujemy naszych reakcji i działamy odruchowo, tak jak się nauczyliśmy w naszych domach rodzinnych. - Wtedy, gdy coś na nas spada, nie wiemy, dlaczego nas to spotkało. I myślimy, że życie jest niefajne. Bywa niefajne, ale bywa też cudne. I takie zwykłe szare też. Wszystkie kolory są ciekawe. I w miłości jest tak samo - przyznaje ekspertka.

Czym jest miłość? - Związek i miłość to nie to samo - mówi Katarzyna Miller

- Wydaje nam się, że jak ludzie są w związku, to się kochają - mówi Katarzyna Miller. - Związek i miłość to nie to samo. Ludzie się związują, bo nie chcą być sami. Ale niekoniecznie się kochają. Żeby kogoś kochać, trzeba przede wszystkim kochać siebie - podkreśla psycholożka.

- Co to w ogóle znaczy kogoś kochać? Moim zdaniem to mieć na niego zgodę. Przyjmować go. I jednocześnie nie zgadzać się na to, co mi nie pasuje. Ja uważam, że jak ktoś robi coś, co jest dla mnie nie do przyjęcia, to nie jest miłość - zaznacza ekspertka.

- Boimy się, że partner będzie na nas zły. To niech będzie. A to pierwszy raz? A stanie się coś, jak będzie? - zastanawia się. - No bo on miał mnie tak kochać - myślimy. Kto miał nas kochać? My sami - podkreśla. 

- Jeżeli rodzice nie dali nam tego, co było naprawdę potrzebne, możemy to sobie zbierać od różnych ludzi i od siebie samego. Ale zbierać świadomie. Jest dużo ludzi, którzy nas lubią, akceptują, którym się podobamy - wyjaśnia psycholożka. - W mojej książce "Chcę być kochana tak jak chcę" piszę o koszyczku bez dna. Jak zbierasz różne rzeczy i one przelatują, to nigdy ich nie masz, prawda? Zrób sobie więc dno dziewczynko. A potem jak się ten twój koszyczek napełni, to wsadź to, co zebrałaś do kuferka. A ten kuferek do świątyni miłości wewnętrznej - tłumaczy. - Oczywiście trzeba mieć swoją świątynię miłości i tam zbierać swoje dobre przeżycia, dobre rzeczy, uczucia, związki, wspomnienia, radości, marzenia - wymienia. - Wszystko tam może być - podkreśla i dodaje, że w każdej chwili można podnieść wieko tego kuferka i zajrzeć do środka i zobaczyć: ten mnie kochał, ten pragnął, tu miałam fajną przyjaciółkę.

Warto więc na co dzień dawać sobie radość, podkreślać swoje zasoby, sukcesy, sprawiać drobne przyjemności. Być na siebie uważnym i dla siebie życzliwym. Dobrze o sobie myśleć. Wspierać siebie. To ułatwi nam życie i pomoże budować satysfakcjonujące związki nie tylko z innymi, ale przede wszystkim ze sobą.

Gdy brakuje iskry

Utrzymanie odpowiedniego poziomu magnetyzmu w relacji to nie lada wyzwanie. Co zrobić, gdy w nasz związek wkrada się rutyna? - Nasze życie rozpięte jest pomiędzy potrzebą bezpieczeństwa a ryzyka. Jak jest zbyt bezpiecznie, to robi się nudno. Jak jest za dużo ryzyka, to robi się strasznie, bo to jest niebezpieczne - przyznaje Katarzyna Miller i dodaje, że dobrze, aby było trochę tego i trochę tamtego.

- Cudownie, jeśli ludziom chce się coś robić razem. To jest ważne. Oczywiście nieustająco pojawia się pytania, czy przyciąga nas to, co nas upodabnia do siebie, czy to, co nas różni? - śmieje się. - Bo jak się nam podoba na początku to, co nas różni, potem najczęściej staje się to źródłem kłopotu. A to, co nas upodabnia, z czasem może być źródłem znużenia.

Zdarza się też, że coś działa bardzo długo, a potem przestaje. I nagle chcemy od życia czegoś innego, a nasz partner niekoniecznie do tej wizji pasuje. - Był taki mem. Śmietnik, na śmietniku leży facet. Obok przechodzi baba i mówi: o rany, całkiem porządnego faceta ktoś wyrzucił - żartuje psycholożka.

- Myślę, że nie jesteśmy uczeni takiego stosunku do życia, że ono płynie i płynie różnie. Często brakuje nam takiej wewnętrznej akceptacji, zgody na to co jest w danym momencie. Tego, że istniejemy przede wszystkim tu i teraz - podkreśla ekspertka i dodaje, że podoba jej się metafora rzeki. - Tutaj płynie wartko, później się rozlewa. Dalej są kamyki, jakieś łachy piachu. A później znów zaczyna zawijać. Tak samo jest ze związkiem. Jeżeli jest przestrzeń, powietrze, jeżeli jest radość, satysfakcja - to jest cudownie - zaznacza. Przyznaje jednocześnie, że nie wiadomo co nam się zdarzy, dlatego warto brać z codzienności to, co najlepsze. Bawić się życiem. - Całe życie się baw. To nie znaczy, że będziesz niepoważnym człowiekiem - mówi. - Zabawa to radość, odkrywanie, ciekawość, uczenie się. Zachwyt - dodaje

Nieosiągalne ideały

Bywa, że narzucamy sobie i innym nierealne oczekiwania. Chcemy mieć idealne rodziny, dzieci, związki, karierę zawodową i frustrujemy się, gdy to się nie udaje. Po co?

- My się po prostu chcemy bardzo dobrze czuć - w każdej chwili. A to się nie udaje, bo nasze ciało nas zawodzi, bo ono się zmienia. Bo pogoda się zmienia - tłumaczy Katarzyna Miller. - Zaplanujemy sobie wycieczkę z ukochanym. Po czym okazuje się, że jest np. burza. I można sobie wtedy powiedzieć: to włazimy pod kocyk i robimy sobie grzańca. I cieszyć się, że mamy gdzie się schować. A można powiedzieć: znowu nie wyszło. Do niczego to wszystko. Miało być inaczej. Wszystko wybieramy, wybieramy nawet to, że się męczymy - podkreśla. - Durni jesteśmy. A moglibyśmy być mądrzy. Ale to, to nie - żartuje.

Uważność jest nieustannie podkreślana jako fundament dobrostanu i zdrowych relacji. Równie ważna jest uczciwość wobec siebie. - Mamy dużą zdolność okłamywania siebie, dlatego że wolimy się widzieć w lepszej wersji niż gorszej. Chcemy się sobie bardziej podobać. Ale ponieważ i tak się częściowo nie podobamy, robi się niezły galimatias - przyznaje Katarzyna Miller.

- Jeśli chcemy mieć Walentynki, to zobaczmy, jak traktujemy życie. I siebie przede wszystkim, bo to leży u podstaw - mówi ekspertka i podkreśla, że często w naszym myśleniu miłość ma być tym zwieńczeniem. - A moim zdaniem jest nim samorealizacja. To jest najwyższa potrzeba ludzka: stanie się człowiekiem posiadającym siebie, wiarę, pewność, spokój. Nie człowiekiem niezłomnym, bo nie jesteśmy z żelaza. I nie chodzi też o to, żeby nie czuć zwątpienia - bo wątpliwości to cecha ludzi inteligentnych - tłumaczy psycholożka, ale człowiekiem w miarę wewnętrznie spójnym, spełnionym.

- Nie sztuka kochać siebie w celofanie z kokardką, tylko właśnie z naszymi brakami - mówi. - Ja swoje deficyty akceptuję. Niektóre wyrównuję na tyle, na ile potrafię albo na ile się da. A niektórych nawet nie staram się wyrównywać, bo je po prostu polubiłam - przyznaje ekspertka. Podkreśla także, że jest zwolenniczką paradoksu, że życie jest jednocześnie proste i skomplikowane.

Prawdziwa bliskość

Czym ona jest? A czym nie jest? Wiele osób kojarzy ją z zespoleniem dwóch połówek w jedną pomarańczę, z pewnym uwiązaniem: jedno konto na social mediach, wyłącznie wspólne wyjścia i wyjazdy, jakby wolność była dla związku zagrożeniem.

- Niektórzy czują się zagrożeni wewnętrznie. Boją się wolności, bo mają poczucie, że są niedokończeni. To jest dobre wyrażenie: człowiek jest niedokończony. Zaczęty, ale nie wiadomo w jaką stronę. Niby jest, ale kim on jest? Co on ma? Co on robi? Co on znaczy? - mówi Katarzyna Miller i podkreśla, że brak wolności w miłości jest grozą.

- Pokazuję to na rękach. Mam dwie ręce. Obie są moje. Mogą się spotkać, mogą się odsunąć, mogą się splatać i rozluźniać. Są sobie bliskie, a jednocześnie każda z ich może robić coś innego - tłumaczy specjalistka i dodaje, że ta różnorodność jest bardzo ważna.

- Istotne jest także poczucie humoru. To jeden z filarów szczęścia - mówi. Śmiech. Radość. Bycie twórczym. Dystans do siebie samego i świata. - I umiejętność bycia szczęśliwym czasami - dodaje. - Szukajmy wszelkich sposobów. Z czegoś te pół szklanki musi być pełne. A puste musi być drugie. Inaczej to nieprawda: nie ma pełnej szklanki - śmieje się psycholożka. - Złe dni, dobre dni, no jak inaczej? - pyta. Życie jest wielokolorowe. Po prostu.

Rozmawiała Magdalena Hejna