Skupić się na pozytywnym przesłaniu: opowieść o Annie Przybylskiej
Na ekrany kin w całej Polsce wszedł pełnometrażowy film dokumentalny "Ania" poświęcony aktorce Annie Przybylskiej. Ta wzruszająca produkcja bazuje na rozmowach z bliskimi i znajomymi oraz materiałach zdjęciowych i filmowych w dużej części pochodzących z prywatnych archiwów.
Anna Przybylska
Foto: mat. prasowe
- Anna Przybylska zyskała popularność (1978-2014) rolą Marylki w serialu "Złotopolscy". Zagrała też m.in. w serialu "Daleko od noszy", komediach "Sezon na leszcza", "Kariera Nikosia Dyzmy" i "Lekcje pana Kuki".
- Aktorka była związana z piłkarzem Jarosławem Bieniukiem. Mieli trójkę dzieci: Oliwię, Szymona i Jana.
Historia nie tylko o Ani
– Jesteśmy szczęśliwi i tak naprawdę też zaskoczeni tym, co się dzieje wokół tego filmu, bo widzimy, że ludzie nie traktują go tylko jako historii Ani: widzą w nim także swoje życie, mają jakieś refleksje, wyciągają wnioski o tym, co jest w życiu ważne. Ktoś mi napisał, że "tak naprawdę każdy miał w swoim życiu taką Anię", czyli osobę, za którą bardzo tęskni i której już nie ma – opowiada Krystian Kuczkowski, współreżyser filmu "Ania" poświęconego nieżyjącej już aktorce Annie Przybylskiej. – Być może stąd takie zainteresowanie i poruszenie tym filmem – przypuszcza.
To nie jest smutny film
– Z założenia to nie miał być film smutny, to nie miał być film o umieraniu, o odchodzeniu. To miał być film pokazujący prawdziwą Anię, a prawdziwa Ania to była dziewczyna uśmiechnięta, szalona, kochająca ludzi, świat, życie. Która wszędzie, gdzie się pojawiała, zarażała ludzi radością, pozytywnym szaleństwem. Więc robiąc film o takiej bohaterce, z założenia nie może on być filmem smutnym – mówi rozmówca Karola Gnata. – Wiemy doskonale, jak ta historia się skończyła, że ona nie ma happy endu. Nie mogliśmy więc uniknąć tematu trudnego, jakim była choroba i śmierć Ani. Taki był plan, aby nie epatować cierpieniem i chorobą, ale skupić się na pozytywnym przesłaniu, jakie płynie z Ani krótkiego, ale fantastycznego życia – tłumaczy.
– Umówiliśmy się także z mamą Ani, której bardzo zależało, aby jak najwięcej prawdziwej Ani było w tym filmie, że ten trudny temat choroby zostanie przez nas potraktowany bardzo delikatnie – dodaje.
Oficjalny zwiastun filmu "Ania"/YouTube Bądźmy Razem. TVP
"Anię" oddawaliśmy innym
– Po filmach o Krzysztofie Krawczyku i Maryli Rodowicz to trzeci film, który robimy wspólnie z Michałem Bandurskim. W przypadku tamtych uznaliśmy, że to jest nasz pomysł, nasza wizja i to, jak on ma wyglądać konsultowaliśmy w zasadzie tylko pomiędzy sobą. To były nasze dyskusje, nasze decyzje, w którą stronę idziemy: nie dopuszczaliśmy nikogo z zewnątrz przy pracy nad tymi filmami – opowiada Trójkowy gość. – Z "Anią" było inaczej: na etapie pracy oddawaliśmy ją przyjaciołom, bliskim, ludziom, których szanujemy, których cenimy zawodowo, ale też prywatnie. Chodziło o to, aby nam mówili, co myślą o tym filmie, w którą stronę to powinno skręcić, czego brakuje, a czego jest za dużo. I za to jesteśmy im bardzo wdzięczni.
Przeczytaj także:
- Córka, wnuczka i prawnuczka: opowieść o Simonie Kossak
- "Dzień świra" miał premierę 20 lat temu. Wciąż jest aktualny?
- Nagi biust w służbie socjalizmowi. Zmiany obyczajowe w kinie PRL
***
Tytuł audycji: Pora na Trójkę
Prowadzi: Karol Gnat
Gość: Krystian Kuczkowski (współreżyser filmu "Ania")
Data emisji: 10.10.2022
Godzina emisji: 7.21
pr/kor