Agata Sikora: chcę normalnym językiem mówić o tym, co wpływa na nasze życie
Jest takie przekonanie, że kwestie społeczeństwa, socjologii, są całkowicie oderwane od życia. Agata Sikora pisze o tym normalnym językiem i w taki sam sposób rozmawia o tym z Maksem Cegielskim.
Agata Sikora gościnią Maksa Cegielskiego w audycji "Plik Tekstowy"/ Foto: Polskie Radio
Codzienny stres to nasza prywatna porażka, czy może adekwatna reakcja na porządek społeczny, w którym żyjemy? Jaka jest cena pełnej niezależności i kto ją płaci? Agata Sikora w błyskotliwej analizie codzienności obnaża iluzję, że samowystarczalność to jedyna droga do wolności. Przekonuje, że nasz lęk nie wynika z wewnętrznej kruchości, lecz z pustki po rozpadzie więzi społecznych. Odnajduje poczucie bezpieczeństwa w żywej międzyludzkiej sieci - w gestach, które wymykają się rynkowej logice transakcji i romantycznym mitom o autentycznych uczuciach.
Polecane audycje
Socjologia i społeczeństwo, czyli ludzkim językiem o tym, co wpływa na nasze życie
Agata Sikora w książce "Jak wyjść z siebie. O złudzeniu niezależności i sile społecznych więzi" stara się, aby przełożyć te wszystkie, bardzo, wydawałoby się, abstrakcyjne kwestie, na poziom codziennego doświadczenia. Pokazać, że to jest po prostu nasze życie. Tylko oświetlone, obejrzane i opisane z innej strony.
- Mam wrażenie, że bardzo często jest takie myślenie, że kwestie dotyczące socjologii, społeczeństwa, to jest coś zupełnie oderwanego od naszego życia, że tym zajmują się doktorzy i profesorzy siedzący w lekko zatęchłych pokoikach. Natomiast ja chciałam stworzyć taki język opowiadania o tym, by pokazać, że to jest coś, co wpływa na nasze życie. Że my też mamy na to jakiś wpływ - nie efektowny, ale realny. I z tego punktu zacząłem pisać tę książkę - tłumaczy.
Konfrontacja z innymi mapami kulturowymi
W książce łączą się różne wątki, różne elementy, które sprawiły, że autorka zyskała nową perspektywę. Jednym z nich jest wątek emigracyjny. Nie chodzi o to, by porównywać np. Polskę i Anglię, ale zmiana miejsca zamieszkania pozwoliła dostrzec różne rzeczy, wcześniej po prostu nie zauważane.
- Możesz siedzieć na kulturoznawstwie i czytać dużo różnych rzeczy o różnicy kulturowej, o tym jak bardzo te różnice cię kształtują, ale dopiero jak sprawdzisz to na własnej skórze, widzisz realność tego. Mamy tendencje do myślenia o różnicach kulturowych w kategoriach zero-jedynkowych: jeśli coś u nas jest takie, to tam jest takie same albo z minusem. Np. w Polsce ludzie bardzo dbają o bezpieczeństwo, a w Anglii mniej - albo na odwrót. I dopiero faktyczne zderzenie z życiem w innym kraju, konfrontuje cię z faktem, że to kompletnie nie jest tak. To bardzo często są zupełnie inne mapy… - tłumaczy Agata Sikora. - Na przykład w Anglii jak się wynajmuje mieszkanie, kontrole wszystkich instalacji elektrycznych są raz w roku obowiązkowe, na koszt właściciela. I musi być odpowiedni podpis. A z drugiej strony, kiedyś poszliśmy w góry czymś, co się wydawało łatwym, dobrze oznaczonym szlakiem. I wylądowaliśmy z psem w takim miejscu, że naprawdę baliśmy się, że to się źle skończy. Więc myślenie w kategoriach zero-jedynkowych kompletnie nie działa - opowiada.
Specyficzne, ulubione doświadczenie pandemii
Jednym z przykładów (przyznaje, że jej ulubionym), który przywołuje autorka książki "Jak wyjść z siebie. O złudzeniu niezależności i sile społecznych więzi", jest pandemia.
- Mam wrażenie, że przy całej trudności tego wszystkiego, co się działo, to był też taki eksperyment społeczny. I każdy mógł w nim doświadczyć, jak bardzo ta społeczna konstrukcja rzeczywistości jest arbitralna. To, że możemy wychodzić sobie z domu, kiedy chcemy, uważamy za normalne, przezroczyste. Niby wiemy, że są kraje, w których nie wszyscy mogą wychodzić z domu, niby wiemy, że są inne reguły tej gry, ale jakoś nikt się na tym nie zastanawia. Nikt się nie zastanawia nad tym, że to w czym jesteś, jest konkretną aranżacją społeczną. Aż nagle ktoś mówi: nie, od jutra nie możesz wychodzić z domu! Chyba, że idziesz na spacer z psem na godzinę albo na zakupy - wskazuje rozmówczyni Maksa Cegielskiego. - To było coś niesamowitego i ciekawego, jak w różnych krajach różniły się te reżimy. Jak różniły się sposoby informowania o tych reżimach. Ale też dla mnie było bardzo ciekawym doświadczeniem, że kiedyś było ileś tam przypadków covidu i wprowadzono bardzo sztywne reguły, a rok później - przy tych samych cyfrach - nagle się okazało, że jest spoko, jesteśmy w domu i już funkcjonujemy normalnie. To pokazuje, jak bardzo to jest arbitralne. I po czasie okazało się też, które reguły były kompletnie wyssane z palca, a przedstawiane jako naukowe, a które rzeczywiście miały sens. I w tym kontekście mam poczucie, że każdy wtedy mógł na własnej skórze zobaczyć, jak to jest. Jakie to jest specyficzne doświadczenie - stwierdza.
Praca kobiet, czyli nie wymagająca kwalifikacji?
W książce pojawia się też, niezwykle ważne i trafne pojęcie "mental loud", czasem tłumaczone jako "obciążenie mentalne". Skupia ono wiele niezwykle wiele, trudno uchwytnych szczegółów, które łącznie składają się właśnie na owo codzienne przeciążenie.
- Ostatnio dużo się mówi o niewidzialnej pracy emocjonalnej, pracy opiekuńczej. Mental load to jeden z terminów, które się pojawiają, kiedy wspominamy o prowadzeniu domu, opiece nad dziećmi, nad innymi. Chodzi o to, że jest cała masa zaangażowania, wysiłku, pracy, którą trzeba wykonać, abyśmy mogli w ogóle właśnie funkcjonować. A która jest jakby przezroczysta, gdyż tradycyjnie była wykonywana przez kobiety. Więc nie nadaje się jej wartości, nie uznaje się jej za wymagającą kwalifikacji - wyjaśnia Trójkowa gościni. - Jest dla mnie od dawna czymś niesamowitym, że mechanik, który zajmuje się samochodami, jest uważany za większego, lepiej opłaconego eksperta, niż pani, która zajmuje się moim dzieckiem i generalnie musi mieć mega praktykę psychologiczną. Osoby pracujące z dziećmi mają ogromną wiedzę i wykonują ogromną pracę. Od kiedy mam dzieci podziwiam, sposób organizacji pracy przedszkoli i szkół w Anglii, tego, jak nauczycielki się komunikują z dziećmi stosując zasadę modelowania dobrych relacji - deklaruję.
- Dlaczego zakłada się, że one mogą pracować za najniższą pensję minimalną i że jak nie masz co robić, to zostań przedszkolanką? No właśnie dlatego, że te kompetencje emocjonalne są traktowane jako "naturalna ekspresja kobiecości". Teraz się bardzo dużo o tym mówi, i bardzo dobrze - trzeba o tym mówić - dodaje.
8-godzinne strefy dnia, czyli ściema totalna
Oczywiście to, jak odnosimy się do siebie wzajemnie, w jaki sposób dzielimy się obowiązkami w osobistym związku, zależy tylko od nas samych. Jednak okazuje się, że nawet uważając się za "wolnych" i "niezależnych" ulegamy stereotypom.
- Dotyczy to naszemu wyobrażeniu o naszym życiu. Nawet jeżeli coraz więcej z nas nie ma już stałych kontraktów, etatów i godzin pracy, tylko próbuje robić coś samodzielnie, cały czas jest takie założenie, że mamy 8 godzin pracy, 8 godzin snu i 8 godzin czasu wolnego. Tylko to jest… kompletna ściema! Nie ważne dla kobiet, mężczyzn czy dla osób identyfikujących się inaczej. Dla wszystkich - zdradza Agata Sikora. - To jest ściema, dlatego że te 8 godzin pracy, które i tak są wielkim zwycięstwem ruchów robotniczych i pracowniczych, to jest 8 godzin pracy płatnej. Po czym wracasz do domu i… obiad sam się nie zrobi. Usłyszałam kiedyś takie powiedzenie, że dziecko da się zrobić przez przypadek, ale obiadu nie. I to jest święta prawda - wskazuje.
Polecane artykuły
Źródło: Plik Tekstowy
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Redaktor
Redaktor portalu internetowego Programu Trzeciego Polskiego Radia. Od zawsze zajmuje się szeroko pojętą kulturą, a szczególnym wskazaniem na kino, teatr i telewizję, chociaż nieobca jest mu również tematyka historyczna i polityczna. Pracę w mediach zaczynał wraz z Radiem ZET, by później współpracować z prasą, telewizją i portalami internetowymi. Z Polskim Radiem związany jest od pięciu lat.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Aby być na bieżąco z informacjami Trójki, obserwuj nas na Facebooku oraz w Wiadomościach Google.