Bartosz Szydłowski: zabójstwo Narutowicza to przerażający mord na polskiej demokracji
Spektakl "Proces Eligiusza Niewiadomskiego" miał premierę Krakowie, podczas ubiegłorocznego Festiwalu Boska Komedia. 11 listopada odbędzie się jego premiera w warszawskim Teatrze Powszechnym.
Krzysztof Zarzecki jako Eligiusz Niewiadomski w spektaklu "Proces Eligiusza Niewiadomskiego"/ Foto: mat. prasowe/Boska Komedia/Karolina Jóźwiak
Warszawa. Grudzień 1922 roku. Zgromadzenie Narodowe wybiera pierwszego prezydenta niepodległej Polski, którym zostaje Gabriel Narutowicz. Jego wybór wywołuje gwałtowny sprzeciw części prawicy, która podkreśla, że wyboru dokonała "mniejszość niepolska". Rozpoczyna się brutalna kampania polityczna i prasowa. 16 grudnia 1922 r. w warszawskiej Zachęcie padają trzy strzały, w wyniku których Gabriel Narutowicz traci życie. Zabójcą okazuje się Eligiusz Niewiadomski, 53-letni malarz i krytyk sztuki, przekonany, że w imię "ratowania ojczyzny" ma prawo zabić. - Wiedziałem, że to zbrodnia. Ale wiedziałem też, że to obowiązek - zeznał przed sądem, podkreślając, że gdyby Narutowicz przeszedł "większością polską" do zamachu by nie doszło.
Polecane audycje
Sprzeciw wobec przemocy w przestrzeni publicznej
Spektakl "Proces Eligiusza Niewiadomskiego" powstał właściwie przypadkiem. Bartosz Szydłowski, dyrektor artystyczny Festiwalu Boska Komedia, natrafił w antykwariacie na wydrukowany dokument sądowy, który przedstawiał proces Eligiusza Niewiadomskiego, zabójcy pierwszego prezydenta Rzeczypospolite, Gabriela Narutowicza. I zdecydował się na jego sceniczną adaptację.
- Ten spektakl ma charakter gestu obywatelskiego, który polega na tym, że mamy tak zwaną obsadę wymienialną. Poszczególne dramatis personae [łac. osoby dramatu - red.] grają różni aktorzy w geście wsparcia towarzyszącej wystawieniu tego spektaklu idei sprzeciwu wobec przemocy w przestrzeni publicznej. Przemocy która się zwiększa, narasta, która stanowi realne zagrożenie i może sprowokować sytuację zagrożenia życia. Dlatego odwołujemy się do tego dramatycznego wydarzenia z grudnia 1922 roku - tłumaczy. - Dajemy szansę publiczności zderzenia się z oryginalnym procesem, z ławą przysięgłych, z biegłymi, z opisem wydarzenia. Przede wszystkim szokujące jest to, że spór o Polskę, o wizję Polski, zaczyna się gdzieś na tam, na tym procesie, na bazie pierworodnego grzechu młodej demokracji, jakim jest ten przerażający mord. Ten spór jest cały czas aktualny. Przeraża aktualność współczesność figur retorycznych, argumentów "Polski w ruinie", "winy Ziuka" i tak dalej. I oczywiście mamy stronę, która cały czas uważa, że jest to gest, który uratował Polskę - mówi.
- Druga część spektaklu jest oparta o doniesienia prasowe już po egzekucji Eligiusza Niewiadomskiego niosły w sobie ten uświęcający obraz i tworzenie z niego tego bohatera narodowego. I to też jest przerażające: funkcja mediów, które rozbudzają emocje i mitologizują człowieka, który właściwie powinien być zapomniany. A jeśli nie zapomniany, to pamiętany ku przestrodze - dodaje.
Dlaczego jesteśmy na granicy otchłani i katastrofy?
Ta niezwykła aktualność wydarzeń sprzed stu lat jest podkreślana zarówno przez Agnieszkę Obszańską, jak i jej gościa. Oboje wskazują na trwający wciąż spór o Trybunał Konstytucyjny i związane z nim protesty przed siedzibą.
- Znowu pojawiający się hasła nawołujące, eskalujące, podbijające tę sferę emocjonalną. A bardzo brakuje przestrzeni racjonalnego dialogu, który rację traktuje jako element standardów debaty publicznej, a nie jest nieustającą nagonką. (…) W pewnej chwili przelało mi się i postanowiłem na to radykalnie reagować przystawiając to krzywe zwierciadło także naszej publiczności - przyznaje reżyser. - Bo zawsze pojawia się pytanie, jakie mechanizmy rządzą naszym społeczeństwem i sprawiają, że cały czas jesteśmy na granicy jakiejś otchłani i katastrofy. Mimo, że tak naprawdę, jeśli szczerze się zastanowić, to żyjemy we wspaniałym kraju, w jakiejś, patrząc w kontekście światowych dramatów, uprzywilejowanej pozycji. I naprawdę nie potrafimy nieść w sobie jakiś przestrzeni afirmacji, która nas łączy, tylko nieustająca próbujemy generować, wzmacniać, pogłębiać kryzysowe wyobrażenia o tym co się dzieje - wskazuje.
Krakowski spektakl, który jest z Warszawy
"Proces Eligiusza Niewiadomskiego" miał premierę w roku 2025, właśnie podczas Festiwalu Boska Komedia. Teraz zostanie przeniesiony do Warszawy, a premiera w Teatrze Powszechnym, odbędzie się w Święto Niepodległości. To niezwykła, symboliczna data.
- Zmienia się kontekst: ten gest premierowy 11 listopada jest bardzo mocny i wpływa na tak zwane odczynianie świata. Ja bardzo wierzę w gesty, szczególnie w teatrze, które rytualizują pewne działania, ale równocześnie powodują, że dokonuje się jakieś szczególnie magiczne działanie na rzeczywistości. To buduje inne napięcie, pewne poczucie odpowiedzialności - deklaruje. - To jest temat stricte warszawski. Bardzo rezonuje z miastem: tutaj jest grób Niewiadomskiego, pochowany jest Narutowicz i to wszystko działo się tu, w Zachęcie. Tutaj też trwają największe protesty. I Święto Niepodległości, które zawsze było świętem radości, a stało się świętem gestów pełnych nienawiści, wykluczenia. To są rzeczy, które tutaj czuje się o wiele bardziej. W Krakowie to był spektakl, można powiedzieć, uniwersalizujący temat. A tutaj czuję, że on jest jakby stąd. Myślę, że wielu Warszawiaków to poczuje i zrozumie - stwierdza.
Polecane artykuły
Źródło: Terra Kultura
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Redaktor
Redaktor portalu internetowego Programu Trzeciego Polskiego Radia. Od zawsze zajmuje się szeroko pojętą kulturą, a szczególnym wskazaniem na kino, teatr i telewizję, chociaż nieobca jest mu również tematyka historyczna i polityczna. Pracę w mediach zaczynał wraz z Radiem ZET, by później współpracować z prasą, telewizją i portalami internetowymi. Z Polskim Radiem związany jest od pięciu lat.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Aby być na bieżąco z informacjami Trójki, obserwuj nas na Facebooku oraz w Wiadomościach Google.