Siedmiu (nie)wspaniałych. Wybrano najnudniejsze filmy XXI wieku
Francis Ford Coppola, Ridley Scott, Jim Jarmusch nie raz królowali na listach najlepszych twórców i filmów. Teraz trafili na szczyt, a może dno, zestawienia "najnudniejszych produkcji tego stulecia". Cóż, każdy ma słabszy… film.
Joaquin Phoenix w "Napoleonie", reż. Ridley Scott
Foto: mat. prasowe
Zrobienie dowolnego zestawienia "10 najlepszych filmów o…” (np. świętach, dzieciach, porwaniach, zombie, miłości, wojnie, szpiegach, kosmosie) nie jest trudnym zadaniem. Oczywiście, w zależności od twórcy, dobór tytułów będzie się różnić, ale też można się spodziewać, że niektóre mimo wszystko będą się powtarzać. Jeśli chodzi o "najgorsze filmy” sytuacja jest analogiczna. Jednak w przypadku zestawienia "najnudniejszych filmów” sytuacja się komplikuje. Przede wszystkim z uwagi na ryzyko nie dokończenia seansu - można zasnąć, bądź, w ostatecznej desperacji, wyjść/wyłączyć przed końcem. Ale nawet w przypadku godnej podziwu siły i wytrwania w pełnej świadomości do napisów końcowych, można potem… zapomnieć o tym filmie. Potęga podświadomości jest niezmierzona.
Internauci ocenili
Minęło pierwsze ćwierćwiecze XXI wieku - idealny czas na podsumowanie. Ale, by nie zajmować się nudnym zestawieniem największych hitów ostatnich 25 lat, proponujemy ekscytującą listę filmów najnudniejszych. Z pomocą przyszedł Reddit i subreddit r/movies. Propozycji były setki, głosów tysiące, ale redaktorowi The Hollywood Reporter udało się stworzyć, jak się wydaje dość solidny zestaw obejmujący siedem filmów będących symbolami kinowego zamęczenia na śmierć. Na liście honorowych wyróżnień - tuż poza pierwszą siódemką - znalazły się: "Król Lew" (2019), "Tylko Bóg wybacza" (2013), "Jupiter: Intronizacja" (2015), "Ad Astra" (2019) i "Drzewo życia" (2011).
- "Megalopolis" (2024), reż. Francis Ford Coppola
- Na każde 30 minut seansu, ktoś wstawał i wychodził. Pod koniec zostałem sam. Zdecydowanie najlepszy zły film, jaki kiedykolwiek widziałem. Tak absurdalnie i unikalnie okropny, że pokochałem go, kiedy skończyłem się śmiać. Zwłaszcza po kwestii Johna Vogta "Co sądzisz o ku…e, który mi stanął?" - pisze jeden z komentatorów. Ta artystyczna i finansowa katastrofa F.F. Coppoli, sprawiła, że musiał sprzedać ukochaną winnicę i wyspę na Karaibach. Tego się nie zapomina.
- "Truposze nie umierają" (2019), reż. Jim Jarmusch
Komediowa apokalipsa zombie plus Bill Murray, Adam Driver, Tilda Swinton i Steve Buscemi. - Na papierze brzmi to świetnie, ale w rzeczywistości jest totalnie usypiającą nudą. Siedziałem przez cały film, myśląc, że w końcu MUSI wydarzyć się coś, co uzasadni tę stratę czasu. Jednak nic takiego się nie wydarzyło. To całkowicie bezsensowny antyfilm - stwierdza internauta.
- "Skinamarink" (2022), reż. Kyle Edward Ball
Kanadyjski horror eksperymentalny, czasami porównywany do bijącego obecnie rekordy popularności "Backrooms”. - Uwielbiam takie horrory, i ten też miał kilka dobrych momentów, ale… To po prostu bardzo mroczny, trudny do zrozumienia film z niekończącymi się ujęciami korytarzy i sufitów plus jeszcze więcej korytarzy i sufitów - komentuje użytkownik Reddita. - To fajny, 20-minutowy film krótkometrażowy, nieskończenie rozciągnięty do godziny i 40 minut. W efekcie nieznośnie nudny - dodaje.
- "Napoleon" (2023), reż. Ridley Scott
Komentator jest bezlitosny: - Napoleon jest najbardziej znany jako mistrz taktyki i działań wojennych. Jednak film koncentruje się na jego problemach małżeńskich i próbach spłodzenia dziecka. Dopiero w napisach końcowych jest mowa o osiągnięciach Napoleona. Czyli to, co powinno zostać pokazane w filmie, zostało napisane. Absolutna bzdura - stwierdza. - Zazwyczaj lubię Scotta, ale Napoleon tu tylko trzęsie tyłkiem - dosadnie ujmuje to inny.
- "Conan Barbarzyńca" (2011), reż. Marcus Nispel
Reboot z Jasonem Momoą, który, cytując zbiorową mądrość internetu, "zdołał sprawić, że film pełen krwi, nagości i czarnej magii okazał się nieprawdopodobnie nudny". Ba, kilku użytkowników przyznało, że zupełnie zapomnieli, że w ogóle go widzieli - aż do chwili, gdy zobaczyli go na tej liście.
- "Joker: Folie à Deux" (2024), reż. Todd Phillips
- To najgorsze doświadczenie kinowe w życiu, nie przesadzam - pisze jeden z internautów po seansie w IMAX 70mm. - Zrobić zły film to jedno. Ale zupełnie czymś innym jest nakręcić celowo tak zły sequel, który przeczy wszystkiemu, czym był oryginał. Jakby reżyser chciał komuś coś udowodnić, albo się na kimś zemścić - ocenia.
- "Direct Action" (2024), reż. Guillaume Cailleau, Ben Russell
Na szczycie, a raczej na samym dole, trzyipółgodzinny francuski dokument o społeczności radykalnych aktywistów ekologicznych. - Film jest podzielony na pięciominutowe segmenty, w których po prostu ustawiona w kącie pokoju kamera pokazuje i codzienne zajęcia. Pięć minut naprawiania koła, pięć minut sadzenia ziemniaków, pięć minut pieczenia chleba, pięć minut dostarczania warzyw. Po pierwszej godzinie to było trochę, jak medytacja - brzmi opis widza, który bardziej pasuje do jakiejś psychoterapii, niż recenzji filmowej.
Piotr Radecki