Spotkanie po 40 latach: Michael Keaton i Morgan Freeman razem w westernie
Musiało minąć blisko 40 lat, aby Michael Keaton i Morgan Freeman, dwóch znakomitych aktorów ponownie spotkało się na planie filmowym. Zagrają w mrocznym westernie, który wyreżyseruje sam Keaton.
Michael Keaton
Foto: PAP/Abaca
"Rode to Ruin", bo tak ma się nazywać ten film, będzie trzecim, który wyreżyseruje 74-letni Michael Keaton. Pierwszym był "Zabójczy dżentelmen" (2008), kolejny to "Zbrodnie pamięci" (2023). Wszystkie produkcje, łącznie z tą planowaną, łączy fakt, że Keaton gra także główną rolę, co akurat nie jest zbyt oryginalne. Ale jest jeszcze jeden, o wiele ciekawszy, łącznik, tym razem dotyczący fabuły - bohater zmaga się ze śmiertelną chorobą.
Western, który jest czymś więcej niż westernem
"Rode to Ruin" to opowieść o Henrym Tillmanie (Michael Keaton) emerytowanym szeryfie, który przez 40 lat szukał mordercy swojej żony. W końcu śledztwo prowadzi go do starego bandyty, Josepha Mulberry'ego (Mogran Freeman), który traci pamięć. Trafia też na ślad tajemnicy, która jest śmiertelnie niebezpieczna dla obu wiekowych już mężczyzn...
- Kiedy pierwszy raz przeczytałem scenariusz, pomyślałem "To jest naprawdę dobre! I jest tu dużo więcej do pokazania, jeśli zagramy we dwóch: Morgan i ja". Porozmawialiśmy i okazało się, że on myśli tak samo - mówi o filmie Michael Keaton. I przywołuje jedną z najsłynniejszych kreacji Freemana, za którą dostał on nominację do Oscara. - Podobnie jak "Skazani na Shawshank" nie są po prostu filmem więziennym, "Rode to Ruin" nie jest po prostu westernem. To wielowarstwowa historia, która rozgrywa się na Dzikim Zachodzie - wskazuje.
- "Rode to Ruin" to głęboko ludzka historia o przebaczeniu, zemście, odkupieniu i wyborach, jakich ludzie dokonują, kiedy kończy się ich czas. Fakt, że Michael reżyseruje ten film i gra w nim razem z Morganem, to najlepsze, czego mogliśmy chcieć w tej produkcji - dodaje scenarzysta R. Dean McCreary, który jest też jednym z producentów.
Spotkanie po blisko 40 latach
Michael Keaton i Morgan Freeman przed kamerą spotkali się tylko raz: w dramacie "Czysty i trzeźwy" (1988). Pierwszy z nich grał architekta-kokainistę, a drugi - terapeutę uzależnień. Film, w którym Keaton pierwszy raz całkowicie wyrzekł się komediowego emploi, przyniósł mu nagrodę Amerykańskiego Stowarzyszenia Krytyków Filmowych.
Od tego czasu minęło 38 lat - w Hollywood to cała epoka. Także w przypadku tych dwóch aktorów, których kariery pobiegły dwoma, całkowicie różnymi drogami. Ale obaj dotarli do miejsca, w którym obaj mogą sobie pozwolić na czysto autorski projekt.
W ostatnim czasie 89-letni Morgan Freeman trochę zwolnił tempo, chociaż można go było zobaczyć m.in. w "Iluzji 3" (2025) oraz serialu "Lioness". Jednak w westernie nie grał od bardzo dawna. A poza tym, że prywatnie jest ich wielbicielem, ma też związane z nimi dobre wspomnienia: to rola w "Bez przebaczenia" (1992) Clinta Eastwooda przyniosła mu Oscara za role drugoplanową.
Dwóch znakomitych aktorów i scenariusz o upływającym czasie i ukrytej prawdzie. Keaton zbliża się do osiemdziesiątki, Freeman ma ponad 10 lat więcej: obaj wiedzą, jak to jest grać kogoś, kto goni za przeszłością. Westerny rzadko są tylko westernem - ale rzadko też mają obsadę, która tak dobrze to rozumie.
Piotr Radecki