Dorociński: jestem fajny, ale kiedy założę kostium, to nie ręczę za siebie

Ekranizacja "Lalki" Bolesława Prusa w reżyserii Macieja Kawalskiego będzie miała premierę już za dwa miesiące, 30 września. Film właściwie jest gotowy, trwają ostatnie prace w postprodukcji. A Ryszard Jaźwiński w audycji "Trójkowo, Filmowo" rozmawia z odtwórcą głównej roli, Marcinem Dorocińskim.

Dorociński: jestem fajny, ale kiedy założę kostium, to nie ręczę za siebie

Marcin Dorociński i Kamila Urzędowska jako Stanisław Wokulski i Izabella Łącka w "Lalce", reż. Maciej Kawalski

Foto: mat. prasowe

Do tej pory powstały dwie ekranizacje "Lalki". Pierwszą był film Wojciecha Jerzego Hasa z 1968 roku z Mariuszem Dmochowskim i Beata Tyszkiewicz w rolach głównych. 10 lat później Ryszard Ber zrealizował dla TVP 9-odcinkowy serial, w którym Wokulskiego zagrał Jerzy Kamas, a Łęcką - Małgorzata Braunek. Jednak w najbliższym czasie polskich widzów czeka swoisty pojedynek, gdyż będą mogli obejrzeć dwie kolejne ekranizacje powieści Bolesława Prusa. Już 16 września w Netfliksie będzie miał premierę 6-odcinkowy serial w reżyserii Pawła Maślony, który rolę Wokulskiego powierzył Tomaszowi Schuchardtowi, a Łęckiej Sandrze Drzymalskiej. 30 września do kin wejdzie "Lalka" w reżyserii Macieja Kawalskiego z Marcinem Dorocińskim i Kamilą Urzędowską.


"Miłość jest ślepa: tak było, jest i będzie"

Marcin Dorociński podkreśla, że film jest wzruszający, romantyczny, dowcipny i jest w nim bardzo dużo emocji. I bardzo mu się podoba grany przez niego bohater. - To jest po prostu facet. Człowiek bardzo pracowity, który potrafi wszystko zrobić własnymi rękami. Jest bardzo odpowiedzialny, honorowy, bardzo wrażliwy, a jednocześnie twardy. I tylko źle się zakochał. Ale, jak to się mówi, miłość jest ślepa. Tak w życiu było, jest i będzie - stwierdza. - Ta książka jest na tyle aktualna i pojemna, że każdy może w niej znaleźć coś dla siebie. I emocje są aktualne: świat się zmienia, a czasami jest tak, że choćby wszyscy mówili, że ta osoba nie jest dla nas, my i tak tego nie słuchamy. Przecież jest wiele innych kobiet zainteresowanych Stanisławem i, być może, byłoby dla niego lepiej, gdyby się ku nim zwrócił. No, ale się zakochał chłop i tyle - tłumaczy.


"Teraz oglądać innych Wokulskich to ciekawe doświadczenie"

Aktor zdradza, że chociaż w przeszłości widział zarówno film Wojciecha Jerzego Hasa, jak i serial Ryszarda Bera, przed zdjęciami nie chciał ich sobie przypominać. - Zostawiłem sobie książkę i scenariusz, a potem już tylko scenariusz. Z książki wybieraliśmy jeszcze fragmenty, które nam się podobały i mogły posłużyć w niektórych scenach. (…) Zdjęcia skończyliśmy tuż przed Bożym Narodzeniem i traf chciał, że w te święta były pokazywane i serial i film Hasa. To jest ciekawe doświadczenie: po pięciu miesiącach bycia Stanisławem Wokulskim oglądać innych Wokulskich, patrzeć na serial i film zupełnie z innego punktu. I mam wrażenie, że w naszej scenografii, kostiumach, jest bardzo dużo z filmu Hasa. Jest taka wielowarstwowość przestrzeni, gigantyczna, rozbujała wielowarstwowa scenografia i niewiarygodne po prostu kostiumy… W kilku scenach miałem takie wrażenie, i powiedziałem to też Markowi Kondratowi, że jakbym właśnie widział film Hasa, tylko kolorowy - opowiada. - Kiedyś powiedziałem, że jestem fajnym człowiekiem prowadzącym monotonne, przewidywalne życie. Natomiast jak założę kostium, to nie ręczę za siebie. I to jest prawda: na co dzień chodzę luźno ubrany, ale kiedy w "Lalce" założyłem kostium, to się w nim momentalnie odnalazłem. Miałem wrażenie, że to rzeczywiście jest inna pozycja, inny sposób poruszania się, mówienia. I świetnie się w tym czułem! Nie dlatego, żebym był jakoś bardzo zadowolony z siebie, ale dlatego, że to było takie wyjątkowe i nie wiadomo, kiedy znowu przyjdzie mi grać w kostiumie. Bardzo się cieszę, że mogłem wbić się ten w ten kostium, że mogłem chodzić w czymś, w czym na co dzień nie chodzę - przyznaje.

"Jestem niezwykle ciekawy tej drugiej "Lalki", serialowej"

Dorociński wyjawia, że tak naprawdę wcześniej nie myślał o graniu Wokulskiego, gdyż nie widział na to artystycznej przestrzeni. - Nie myślałem, że kiedykolwiek zagram Stanisława Wokulskiego, nawet nie śmiałem o tym marzyć. Widziałem te wcześniejsze "Lalki" i wiedziałem, że naprawdę trzeba mieć nowe spojrzenie i coś do powiedzenia, by na to się porwać. A Maciej Kowalski napisał właśnie taki scenariusz: to jest bardzo odważne, ciekawe, wrażliwe i namiętne spojrzenie na "Lalkę". I to jest kolejne marzenie, które mi się zawodowo spełniło bez proszenia o to - mówi Ryszardowi Jaźwińskiemu. - Kiedy skończyłem tę pracę, powiedziałem Maćkowi Kawalskiemu, że miałem takie uczucie (które też miałem m.in. po "Róży" Wojtka Smarzowskiego), że z jednej strony jest jakaś ulga, że projekt się skończył, bo to była bardzo ciężka, wielomiesięczna praca. Jednocześnie w tym samym momencie jest tęsknota, bo nie wiadomo kiedy taki rodzaj pracy, taki rodzaj materiału, emocji, namiętności i charakterów, będzie dane nam znowu grać - wskazuje.

- O ironio powstają dwie "Lalki". Jestem niezwykle ciekawy tej drugiej "Lalki", serialowej, bo niezwykle cenię Pawła Maślonę i jego twórczość. Również Tomka Schuchardta też niezwykle podziwiam za to, jakim jest człowiekiem i jakim jest niezwykłym aktorem. I bardzo ciekaw jestem jego wykonania Stasia. Super, że w tym samym czasie możemy mieć takie różne spojrzenia - bo myślę, że te filmy będą różne. I trzeba siebie, ludzi pytać, co oni o tym myślą, jakie emocje uruchamiają te filmy - dodaje.


Piotr Radecki