James Cameron porzuci "Avatara"? Chcę opowiadać inne historie - mówi reżyser

71-letni James Cameron po raz pierwszy przyznaje, że jest zmęczony uniwersum "Avatara" i powstanie czwartej części nie jest pewne. W udzielonym wywiadzie reżyser stwierdził, że planuje "ostatni akt" swojej kariery i lud Na’vi oraz planeta Pandora bynajmniej nie znajdują się w jego centrum.

James Cameron porzuci "Avatara"? Chcę opowiadać inne historie - mówi reżyser

Czy James Cameron wyreżyseruje "Avatara 4"?

Foto: PAP/EPA

"Avatar" (2009) rozgrywa się w roku 2154, na planecie Pandora. Wielkie korporacje są zainteresowane eksploatacją znajdujących tam złóż niezwykle rzadkiego i przez to cennego minerału o nazwie unobtainium. Jednak planetę zamieszkuje człekokształtna rasa Na’vi. Ze skrzyżowania ich DNA i ludzkiego tworzone są avatary biologicznie takie, jak Na’vi, jednak kierowane przez ludzkiego kontrolera. Naukowcy kierowani przez dr Grace Augustine (Sigourney Weaver) chcą badać planetę, poznawać jej mieszkańców i ekosystem. Z kolei wojskowi dowodzeni przez pułkownika Quaritcha (Stephen Lang) dążą do jak najszybszej i jak najbardziej efektywnej eksploatacji Pandory. W tym momencie przybywa Jake Sully (Sam Worthington), sparaliżowany żołnierz, który ma zostać jednym z operatorów avatara. To doświadczenie odmieni całe jego życie…


21 lat w świecie Pandory i "Avatara"

James Cameron prace nad pierwszym "Avatarem" rozpoczął w 2005 roku. Ponad 20 lat zanurzenia w tym kosmicznym uniwersum - to może zmęczyć nawet największego pasjonata i najbardziej odpornego człowieka. - Przez 21 lat bez przerwy w świecie Avatara była energia. A teraz przyszedł moment, w którym patrzę na świat i pytam: jakie są inne historie, które chcę opowiedzieć? Ile z nich muszę reżyserować sam, ile mogę tylko napisać lub produkować z innymi filmowcami? - zastanawia się reżyser w niedawno udzielonym wywiadzie.

I wydaje się, że właśnie to ostatnie zdanie - o pisaniu i produkowaniu wraz z innymi - jest kluczowe. Bo to oznacza, że Cameron zaczyna myśleć o sobie nie tylko jako o reżyserze, ale także jak o kimś, kto może oddać część kontroli. Jak na człowieka słynącego ze skrajnego przywiązania do własnego scenariusza i własnej wizji filmu, jest to bardzo duża przemiana.


Ile potrwa "ostatni akt" Jamesa Camerona?

Jak przystało na dobrego reżysera, w wypowiedzi Camerona nie brakuje dramatyzmu: - Jestem w trakcie planowania ostatniego aktu. I nie wiem, czy potrwa on rok czy 20 lat - stwierdza. Ma teraz 71 lat, o ile wiadomo serce w dobrej formie, a poza tym opinię twórcy, który wszystko zawsze robił dwa razy dłużej, niż planował, więc ten pomysł z  dwudziestoma latami wcale nie wydaje się taki szalony.

A co konkretnie ma na myśli, mówiąc o "innych historiach"? Już wcześniej reżyser publicznie wspominał o kilku projektach. Najważniejszym wydają się "Duchy Hiroszimy" - film o bombardowaniu Hiroszimy widziany z japońskiej perspektywy - do którego przymierza się od lat. Poza tym w grze wciąż pozostają "Alita: Battle Angel 2", "Fantastic Voyage", "Diabły" (ekranizacja powieści Joe Abercrombiego) i - o ironio - wciąż formalnie niezamknięty "Terminator 7". Gdyby zebrać wszystkie jego wypowiedzi, to można się doliczyć aż 10 różnych projektów w różnym stadium rozwoju, którymi obecnie się zajmuje.


Co sprawi, że świat będzie lepszy?

Jak sam podkreśla, James Cameron nie podjął jeszcze żadnej decyzji. Ale ujawnił metodę, którą stosuje do ich podjęcia i przyznał, że szczególnie bierze pod uwagę perspektywę swoich własnych dzieci. - Przez ostatnie dwa tygodnie dosłownie sobie to zmapowałem. Zacząłem od pytania: "Co przyniesie najwięcej dobrego?" i napisałem to wielkimi literami na górze strony. A potem zacząłem przeglądać projekty, które najbardziej lubię, pytając: jak to poprawi nasz los? Jak to sprawi, że świat będzie lepszy dla naszych dzieci? - zdradził.

To wyraźna i bardzo ciekawa zmiana kryteriów u twórcy, który dotąd kierował się przede wszystkim ambicjami technologicznymi i epicką skalą. O ile "Titanic" mówił o nierówności klasowej, a "Avatar" o kolonializmie i ekologii, teraz Cameron zdaje się szukać czegoś bardziej wyrazistego etycznie.


Zwykła ekonomia i kończący się czas

Ale nie oszukujmy się: za deklaracjami Camerona stoi również twarda rzeczywistość finansowa. "Avatar: Ogień i popiół" zarobił na całym świecie około 1,49 miliarda dolarów. W normalnych okolicznościach jest to imponująca kwota, jednak przy budżetach przekraczających 400 milionów dolarów i w porównaniu z poprzednimi częściami - wynik okazał się lekko rozczarowujący. Wcześniej Disney zadeklarował realizację dwóch kolejnych części, których premiery miały być planowane na 2029 i 2031 rok, jednak nie ma żadnych zobowiązujących studio do ich produkcji. Zresztą sam Cameron w cytowanym już wcześniej wywiadzie stwierdził, że te "Avatary" są "zbyt masywne, zbyt drogie i zbyt czasochłonne, by robić je w ten sam sposób."


A więc koniec z "Avatarem"? Niekoniecznie - James Cameron zawsze potrafi zaskoczyć. Jednak pierwszy raz od 21 lat brzmi jak ktoś, kto naprawdę szuka nowej drogi. I, co ważniejsze, ktoś, kto wie, że czas jest skończony i liczy się to, co zrobi z nim dalej.


Piotr Radecki