Tom Cruise znowu będzie "Szybki jak błyskawica". Nadjeżdża sequel
Zapnijcie pasy i zatkajcie uszy, bo będzie głośno i bardzo szybko: w bolidzie wyścigowym najeżdża Tom Cruise! A to oznacza tylko jedno - po 36 latach powstaje sequel "Szybkiego jak błyskawica". I to w iście wyścigowym tempie, bo zdjęcia mają ruszyć jeszcze tej jesieni.
Tom Cruise
Foto: JUAN MABROMATA/AFP/East News
"Szybki jak błyskawica" (1990) nie był kasowym hitem na miarę wcześniejszego "Top Gun" (1986), chociaż przy budżecie 60 milionów dolarów zarobił przyzwoite 157 milionów. Recenzje miał mieszane, jednak jego dynamiczne sceny wyścigowe i ścieżka dźwiękowa Hansa Zimmera zapadły w pamięć widzów i film z czasem zyskał status kultowego. Tom Cruise grał Cole'a Trickle'a, zuchwałego debiutanta w wyścigach samochodowych NASCAR, który rozbijał samochody, zakochiwał się (w rudowłosej Nicole Kidman) i w końcu wygrywał Daytona 500. Reżyserował nieodżałowany Tony Scott - ten sam, który wcześniej odpowiadał za "Top Gun".
Powtórka z rozrywki czy całkiem nowe otwarcie?
Teraz, po 36 latach, Cruise wraca do postaci Cole’a Trickle’a. Jak sam twierdzi, sukces "Top Gun: Maverick" udowodnił, że warto wracać do sprawdzonych historii, jeśli ma się na nie świeży pomysł. Scenariusz sequela napisał Will Staples, znany ze współpracy przy "Bez skrupułów Toma Clancy’ego" (2021) z Michaelem B. Jordanem i kilku odsłonach "Call of Duty". Fabuły nie ujawniono, ale Nicole Kidman - z oczywistych względów - raczej nie powróci jako romantyczna partnerka głównego bohatera.
Jednym z wyzwań, jakie niesie sequel "Szybkiego jak błyskawica", jest fakt, że oryginalna fabuła była w dużej mierze kopią "Top Gun", tylko zamiast myśliwców były samochody NASCAR. Oba filmy opowiadały o młodym, bardzo utalentowanym, ale równie niepokornym chłopaku, który musi dorosnąć, okiełznać swoje ego i odnaleźć własną drogę, by w końcu odnieść sukces. "Top Gun: Maverick" udanie pogłębił emocjonalną stronę pierwowzoru. Czy "Szybki jak błyskawica 2" też znajdzie sposób, by sięgnąć głębiej? To nie lada wyzwanie. Na pewno nie wystarczy powtórzyć sceny wyścigów i dodać nutkę nostalgii. Potrzebna będzie silna, nowoczesna opowieść: z sercem, adrenaliną i świeżym spojrzeniem na świat NASCAR.
Dał nam przykład Brad Pitt
Po "Top Gun: Maverick" Tom Cruise stanął na rozdrożu. Kusiło go szybkie zdyskontowane wielkiego sukcesu tego filmu i realizacja trzeciej części, a z drugiej strony marzył o ponownym poprowadzeniu bolidu w wyścigach NASCAR. Aktor nigdy nie ukrywał, że do "Szybkiego jak błyskawica" ma wielki sentyment, jednak od realizacji sequela przez lata odstraszała go obawa, że film będzie zbyt niszowy. Do czasu…
"F1: Film" (2025) z Bradem Pittem w roli głównej udowodnił, że film o wyścigach samochodowych może jednak być hitem. Wyreżyserowany przez Jospeha Kosinski’ego (tego samego, który nakręcił "Top Gun: Maverick"!), przy nakładach przekraczających 200 mln dolarów zarobił blisko 640 milionów, dostał cztery nominacje do Oscara (w tym dla najlepszego filmu) i ostatecznie jedną statuetkę (za najlepszy dźwięk), stając się największym sukcesem w dotychczasowym portfolio Apple’a. A to sprawiło, że trwają całkiem zaawansowane przymiarki do realizacji sequela.
Sprawiło to również, że Tom Cruise, który z wielką uwagą obserwował wszystko, co było związane z "F1: Film", powrócił do sequela "Szybkiego jak błyskawica". Co więcej, zaczął o nim rozmawiać z Kosinskim! A ten rok temu w rozmowie z magazynem GQ ujawnił, że poważnie rozważa połączenie wątków z "F1: Film" i "Szybki jak błyskawica". - Dowiadujemy się, że Cole Trickle (Tom Cruise) i Sonny Hayes (postać grana w "F1: Film" przez Brada Pitta) znają się z przeszłości. Może nawet rywalizowali? - opowiadał. Zapowiedział też, że akcja mogłaby obejmować oba rodzaje wyścigów: NASCAR i Formułę 1. Byłby to niezwykle widowiskowy i pobudzający miks emocji, technologii i nostalgii. Na dodatek zaangażowałby widzów po obu stronach Atlantyku, co wcześniej nie było oczywiste, gdyż Formuła 1 nie jest popularna w USA, natomiast wyścigi NASCAR są właściwie nieznane w Europie.
Przy okazji nawiązał też do głośnej historii sprzed lat: - Słyszałem o epickim starciu gokartowym, który Brad i Tom stoczyli podczas pracy nad "Wywiadem z wampirem". Kto by nie chciał zobaczyć ich razem na torze? - pytał retorycznie.
Jonathan Levine dostaje kluczyki do bolidu
Jednak ostatecznie Kosinski nie pokieruje sequelem "Szybkiego jak błyskawica". Reżyserem będzie Jonathan Levine, człowiek, który ma za sobą jeden z bardziej różnorodnych życiorysów filmowych w Hollywood. Zaczynał od slashera "Wszyscy kochają Mandy Lane" (2006), by potem nakręcić sundance'owy hit "The Wackness" (2008), komediodramat o raku "Pół na pół" (2011), zombi-romans "Wiecznie żywy" (2013) i świąteczną komedię z Sethem Rogenem "Cicha noc" (2015), która co roku odżywa w streamingowych rankingach. Ostatnio spędził kilka lat w telewizji, reżyserując odcinki "Dziewięcioro nieznajomych" z Nicole Kidman dla Hulu.
Jego wybór to nie przypadek, ale nagroda. Levine właśnie nakręcił "Mr. Irrelevant: The John Tuggle Story" - film o graczu NFL, wybranym w drafcie z ostatnim, 259. numerem - który ma planowaną premierę w Boże Narodzenie. I na testowych pokazach osiągał wyniki oceniane przez branżę jako "niebotyczne". Jak widać producenci uznali, że gość, który robi takie filmy, zasługuje na Toma Cruise'a.
Czy można dwa razy wygrać ten sam wyścig?
Warto się przez chwilę zatrzymać nad logiką tego projektu. "Top Gun: Maverick" (2022) zarobił blisko 1,5 miliarda dolarów i zamknął raz na zawsze dyskusje o tym, czy Tom Cruise potrafi ożywić stary materiał. Jednak "Maverick" opierał się na czymś, czego "Szybki jak błyskawica" po prostu nie ma - na pokoleniowej nostalgii za oryginałem i dziesięcioleciach budowania jego statusu popkulturowego. "Szybki jak błyskawica" jest filmem kultowym, jednak tylko w wąskim gronie fanatyków wyścigów samochodowych.
Z drugiej strony to jednak Tom Cruise. Człowiek, który wskoczył na skrzydło lecącego samolotu i przez trzy dekady utrzymał serię "Mission: Impossible" w pierwszej lidze. Jeśli ktoś jest w stanie sprawić, że sequel wyścigowego dramatu stanie się kinowym wydarzeniem, to właśnie on.
Produkcja ma ruszyć już jesienią , co oznacza, że Tom nie traci czasu. A skoro za tym projektem, podobnie jak za "Top Gun: Maverick" i ostatnimi "Mission: Impossible", stoi David Ellison, pomysł na sukces jest, przynajmniej na papierze, ten sam. Jednak czy można dwa razy wygrać ten sam wyścig - zobaczymy na torze.
Piotr Radecki