Wiarygodność lekarza sygnalisty. "Białoruskie standardy prokuratury"
Goście "Śniadania w Trójce" komentowali aferę w Szpitalu Południowym. Podzieleni byli między innymi w kwestii wiarygodności dr Emila Jędrzejewskiego, który mówił w mediach, że na SOR-ze kierowanym przez Dawida Kacprzyka były przypadki śmierci pacjentów z powodu zaniedbań medycznych. Różnili się także w ocenie działań prokuratury w wyjaśnianiu afery.
"Śniadanie w Trójce"
Foto: YT/Trójka
Informacje w skrócie:
- Średnia liczba zgonów na oddziale ratunkowym Szpitala Południowego nie odbiega od średniej krajowej - deklaruje prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Filip Nowak. Jak wskazał NFZ przeprowadził w tej placówce zdrowia kontrolę po doniesieniach medialnych na temat nieprawidłowości na tamtejszym SOR-ze
- Prokuratura przesłuchała lekarza sygnalistę ze Szpitala Południowego, jednak nie otrzymała od doktora Emila Jędrzejewskiego odpowiedzi na kluczowe pytania dotyczące funkcjonowania SOR-u w placówce
- Goście "Śniadania w Trójce" dyskutowali o politycznych konsekwencjach afery w szpitalu, sposobie jej wyjaśniania oraz wskazywali na potrzebę głębokiej reformy systemu ochrony zdrowia
OGLĄDAJ. "Śniadanie w Trójce"
Były ordynator chirurgii w Szpitalu Południowym w Warszawie dr Emil Jędrzejewski trafił do prokuratury po swoich wypowiedziach w Kanale Zero. Odmówił jednak składania zeznań bez udziału pełnomocnika. Złożył jedynie krótkie oświadczenie i wniósł o odroczenie przesłuchania. Kolejny termin wyznaczono na poniedziałek. Lekarz jest przesłuchiwany w charakterze świadka i nie usłyszał żadnych zarzutów. Po opublikowaniu informacji przekazanych przez dr. Jędrzejewskiego prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski złożył wniosek do Prokuratora Generalnego o zbadanie tych doniesień.
System ochrony zdrowia. "Pudrowanie trupa"
Jolanta Niezgodzka z KO podkreśliła, że osoby, wobec których są podejrzenia, że popełniły przestępstwo ponoszą konsekwencje. - Dawid Kacprzyk poniósł już polityczne konsekwencje i konsekwencje prawne też prawdopodobnie poniesie - powiedziała. Posłanka uważa, że system ochrony zdrowia w Polsce "daje przestrzeń do takich nadużyć". - To pokazała też ostatnia kontrola NIK-u. Jeżeli widzimy, że czasami 100 procent kosztów szpitala to są koszty wynagrodzeń, to znaczy, że ten system nie do końca sprawnie działa. I jest przestrzeń do tego, żeby system nadużywać, więc musimy zrobić wszystko, żeby to poprawić, żeby dostęp do opieki zdrowotnej był lepszy. Bo przeznaczamy coraz więcej pieniędzy w ramach NFZ, a widzimy, że jednak nie do końca to przynosi taki efekt, jaki chcielibyśmy - przyznała.
Na potrzebę reformy systemu ochrony zdrowia wskazała Katarzyna Kotula z Nowej Lewicy. - Wszyscy dobrze wiemy, że dzisiaj dosypywanie pieniędzy do systemu, który jest niewydolny, to jest pudrowanie trupa po prostu. Ten system dzisiaj nie będzie działał, jeśli nie zdecydujemy się na odważne reformy. Dlaczego? Dlatego, że potrzebujemy dzisiaj powiedzieć lekarzom: musicie wybierać - albo publiczny system ochrony zdrowia, albo prywatny system ochrony zdrowia. Nie możecie łączyć jednego z drugim. Po drugie, maksymalna stawka godzinowa. Po trzecie, ewidencja czasu pracy lekarzy. Przecież wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę, że nie ma takiej możliwości, żeby ktoś przepracowywał 330 godzin, jedną nogą był w publicznym systemie ochrony zdrowia, drugą nogą był w prywatnym, a trzecią funkcję sprawował jako radny - podkreśliła.
Kotula odniosła się także do sygnalisty dr Emila Jędrzejewskiego. - Opowiada dzisiaj w mediach historię o tym, że na SOR-ze dochodzi do śmierci ludzi. A to znaczy, że są jacyś lekarze, którzy tych ludzi zabijają. Jeżeli tak jest, to mam nadzieję, że też nie zabraknie mu odwagi, żeby opowiedzieć tę historię ze szczegółami, żeby przedstawić dowody, być może przedstawić jakichś świadków - powiedziała.
"Nie możemy wszystkich lekarzy wrzucać do jednego worka"
Rafał Kasprzyk z Centrum ocenił, że póki co słowa dr Emila Jędrzejewskiego o tym, że z powodu zaniedbań medycznych na SOR-ze umierali pacjenci, "jak się okazuje, nie mają potwierdzenia w faktach". - Pan Emil nie potwierdził, że był świadkiem, że widział, że ma dokumenty. W związku z tym to jest bardzo daleko idące przypuszczenie, które zostało nagłośnione jako fakt - ocenił. Polityk Centrum zwrócił uwagę, że sprawa Dawida Kacprzyka, "który wykorzystuje system do tego, żeby nadmierne zyski czerpać także z kontaktów partyjnych, to są pojedyncze przypadki". - Nie możemy dzisiaj wszystkich lekarzy wrzucać do jednego worka z napisem "tu są nieprawidłowości", że to są przestępcy - podkreślił.
Piotr Uściński z PiS jako "irracjonalne" określił działanie prokuratury, która wyjaśnia aferę w Szpitalu Południowym. - Nie da się społeczeństwu wytłumaczyć, dlaczego prokuratura nie przesłuchała jeszcze pana Dawida Kacprzyka, ani w charakterze świadka, ani w charakterze oskarżonego przy tych nieprawidłowościach. Można powiedzieć, że sam przyznał się do oszustwa, bo próbował zwrócić te pieniądze szpitalowi. Natomiast próbuje prokuratura zrobić z pana dr Emila Jędrzejewskiego niewiarygodną osobę. To jest polityczne działanie prokuratury - stwierdził. Poseł PiS dodał, że ma przyjaciela lekarza, który "ręczy za dr Jędrzejewskiego". - I ja uważam, że to jest bardzo wiarygodna osoba - dodał. Uściński przekonywał, że dr Jędrzejewski nie ukrywał tego, co miało dziać się w szpitalu. - Zgłosił to do prezydenta Trzaskowskiego. Napisał do niego - powiedział poseł PiS.
Dobromir Sośnierz z Konfederacji ocenił sprawę Dawida Kacprzyka jako bulwersującą. - Tu mamy przykład po prostu korupcji politycznej - ocenił. Przekonywał też, że próbuje się teraz rozmyć odpowiedzialność, wskazując na lekarza sygnalistę. Jego zdaniem afera w Szpitalu Południowym może być bardzo niebezpieczna dla rządzących.
"Odważył się powiedzieć o patologiach, jest napiętnowany"
Karol Rabenda z Kancelarii Prezydenta stwierdził, że prokuratura zamiast wyjaśnić aferę w Szpitalu Południowym związaną z gigantycznymi zarobkami działacza Platformy Obywatelskiej, który został tam zatrudniony dzięki politycznym powiązaniom nie podejmuje szybkich i konkretnych działań. - A szybkie działania podejmuje w stosunku do człowieka, który postanowił te patologie ujawnić (...) I takie stawianie sytuacji, że człowiek, który odważył się powiedzieć o patologiach jest napiętnowany, to naprawdę głęboko nie fair. To są standardy w zasadzie białoruskie. Bo jeśli mamy pretensje do człowieka, który wiedząc o różnych nieprawidłowościach, pisze do prezydenta, mówi o tym w mediach i on jest wzywany pierwszy do prokuratury, ma przynieść dowody i ma udowadniać te rzeczy, a prokuratura tego nie robi z automatu, to jest coś nie tak - podkreślił.
- Doniesienia dra Jędrzejewskiego. Realna afera czy prywatna zemsta?
- Nowe ustalenia ws. Dawida Kacprzyka. Miał kierować innym SOR-em w Warszawie
- Zełenski daje ostrzegawczy znak polskim przedsiębiorcom? "Powinien zjeść Snickersa"
Źródło: Trójka
Prowadząca: Renata Grochal
Opracowanie: Paweł Michalak