Reforma ochrony zdrowia. "Znajdą się fachowcy, którzy to obejdą"

Jolanta Sobierańska-Grenda przedstawiła plan naprawy systemu ochrony zdrowia. Michał Szczerba przekonywał, że będzie większy nadzór nad finansami, zaś Marek Sawicki wytykał, że NFZ i wcześniej mógł kontrolować kontrakty, a wprowadzanie limitu zarobków nie usuwa przyczyn patologii. Ograniczenie lekarskich pensji chwalił natomiast Sebastian Gajewski. Paweł Sałek zauważył, że nawet wewnątrz koalicji nie ma zgody, co do kierunku zmian. 

Reforma ochrony zdrowia. "Znajdą się fachowcy, którzy to obejdą"

Śniadanie w Trójce

Foto: PR3

Najważniejsze informacje w skrócie: 

  • Działania na rzecz zmian w systemie, które zamierza wprowadzić Ministerstwo Zdrowia, są spowodowane aferą w warszawskim Szpitalu Południowym
  • Sprawę nadużyć badają prokuratura, ABW i NFZ
  • Premier, pod groźbą dymisji, zażądał od ministry zdrowia i NFZ planu naprawczego

OGLĄDAJ. Śniadanie w Trójce

Przedstawione przez ministrę propozycje to między innymi wprowadzenia maksymalnej stawki godzinowej dla lekarzy, utworzenie centralnej e-kolejki i zobowiązanie szpitali publicznych, by nie zatrudniały spółek zewnętrznych do wykonywania zabiegów, do których same są zobowiązane. Lekarze mają być zobowiązani do pracy etatowej w szpitalach. 

Gdzie był wcześniej NFZ?

- Przede wszystkim będzie większy nadzór nad finansami, będzie większy nadzór publicznego płatnika, jakim jest NFZ - argumentował Michał Szczerba (KO). Podkreślił, że sytuacje, które obserwowaliśmy to "zwykła patologia". Tłumaczył, że przedstawione przez resort propozycje, to pakiet ratunkowy. - Pakiet naprawy w obszarze transparentności, ale też próba uchwycenia finansów za rękę - dodał. Zwrócił uwagę na konieczność walki z kominami płacowymi. - Polki i Polacy zasługują na leczenie na europejskim poziomie. To, co zjadało gigantyczny budżet NFZ, coraz większy każdego roku, to przede wszystkim wynagrodzenia lekarzy - opisał. - W tej mętnej wodzie wielu się odnalazło. Koniec. Basta. Tak dalej nie będzie - stwierdził.

- Mieliśmy dwa szczyty. Jeden u prezydenta, drugi u pana premiera. Co było po tych szczytach? Nic - stwierdził Marek Sawicki (PSL). Odnosząc się do słów Szczerby, ocenił, że plan jest ratunkowy, bo "ratuj się, kto może". - Propozycje, które są zgłoszone, nie zmieniają, nie usuwają przyczyn tych patologii - dodał. Argumentował, że można wprowadzić limity 240 zł/godz. godz., 230 zł/godz. a i tak "znajdą się fachowcy, którzy te wszystkie rygory i obostrzenia obejdą". - Co stało na przeszkodzie, żeby NFZ kontrolował do tej pory kontrakty, które podpisywał? - dopytywał Sawicki. Przyznał, że nie wierzy, że teraz "ten sam NFZ, ta sama struktura zmieni swoje działanie". Podkreślił, że trzeba uporządkować strukturę pod potrzeby pacjentów i skończyć z walką szpitali o lekarzy, którzy mogą dyktować warunki płacowe.

Zarobki medyków z limitami

Sebastian Gajewski (Lewica) przypomniał, że jego formacja postulowała wprowadzenie maksymalnych wynagrodzeń dla lekarzy. - Cieszymy się, że pani minister zdecydowała się włączyć ten postulat do swojej agendy - poinformował. Podkreślił, że dzisiaj wynagrodzenia lekarzy przejadają nasza składkę do NFZ. - Środki z Narodowego Funduszu Zdrowia przede wszystkim powinny iść na procedury, powinny iść na sprzęt, powinny iść na dostępność i powinny iść na krótsze kolejki - wyliczył. Jak zauważył, nie brakuje szpitali w Polsce, w których wynagrodzenia pochłaniają 100 proc przychodów, a nawet więcej. - Szpitale wpadają w spiralę zadłużenia, a pacjenci nie maja z tego powodu lepszej opieki - analizował. Argumentował, że poziom leczenia zależy od wiedzy medycznej lekarza, a nie jego zarobków. Przypomniał, że środowisko medyczne wywalczyło dla siebie dość wysoką branżową płacę minimalną. Stwierdził, że może być też wprowadzona płaca maksymalna. 

- Okazuje się że nawet wewnątrz koalicji nie ma zgody co do tego, w jaki sposób tę reformę trzeba przeprowadzić - skomentował dyskusję przedmówców Paweł Sałek (PiS). Przypomniał, że ministra Jolanta Sobierańska-Grenda przygotowała postulaty pod groźbą utraty stanowiska. - Rzeczywisty problem jest taki, że dzisiaj ten system zdrowia jest niewydolny. NFZ w wielu przypadkach nie panuje nad sytuacją jeśli chodzi o kontraktowanie świadczeń czy kwestie pensji lekarzy - postawił diagnozę. Podkreślił, że "musi być rozdzielenie pomiędzy państwową a prywatną służbą zdrowia". Zwrócił uwagę, że "w zasadzie ta służba zdrowia kuleje na każdym etapie" i np. na kolonoskopię czeka się nawet 2 lata. - Czekamy na propozycje ze strony rządu, w jaki sposób chcą reformować służbę zdrowia - dodał. 

Reforma napisana przez weekend

Jasna Iwan (Konfederacja) uznała, że propozycje Jolanty Sobierańskiej-Grendy to nie reforma, a zmiana estetyczna. - To jest propozycja regulacji patologicznego systemu - powiedziała. Plan resortu porównała do przyklejania plastra do tonącego statku. Wskazała, że zaprezentowane postulaty były próbą odpowiedzi na szereg afer, które wypłynęły, a nie rezultatem analitycznej pracy u podstaw. Dlatego, tłumaczyła, nie spodziewa się, że rozwiąże to problemy ochrona zdrowia. - To jest absolutnie niedopuszczalne, żeby rząd bagatelizował przez tak długi czas i ignorował te wszystkie nadużycia - stwierdziła. Dodała, że "afery były przerażające" i nie wierzy, aby społeczeństwo miało zaufanie do rządu i proponowanych zmian. Oceniła, że każda poważna reforma wiąże się z chwilowym kryzysem i ze względów wizerunkowych przed wyborami nie ma na to szans. - Czeka nas patowa sytuacja - podsumowała. 

- Słuchając wystąpienia pani minister Sobierańskiej-Grendy, zastanawiałem się, czy to przemówienie pisała jej jakaś agencja PR, czy może sztuczna inteligencja, bo to były puste slogany - powiedział Alvin Gajadhur (Kancelaria Prezydenta). Nawiązał też do wystąpienia premiera Donalda Tuska. - Kierownik tupnął nogą, kazał przygotować zmiany, więc przez weekend próbowano coś przygotować - opisał. - Ale co można przygotować przez weekend? - dodał. Przypomniał przedwyborcze zapowiedzi o zniesieniu limitów. - Przez 2,5 roku koalicja nic nie zrobiła - ocenił. Zaznaczył, że gdyby dziennikarze nie ujawnili skandalicznego przypadku Dawida Kacprzyka w Szpitalu Południowym, dalej nic by się nie działo jeśli chodzi o naprawę systemu ochrony zdrowia. Jego zdaniem Sobierańska-Grenda nie musi się obawiać utraty stanowiska, bo nie ma chętnych do tego resortu.

***

Gośćmi Renaty Grochal w "Śniadaniu w Trójce" byli: Alvin Gajadhur (Kancelaria Prezydenta), Sebastian Gajewski (Lewica), Jasna Iwan (Konfederacja), Paweł Sałek (Prawo i Sprawiedliwość), Marek Sawicki (Polskie Stronnictwo Ludowe), Michał Szczerba (Koalicja Obywatelska). 

Najczęściej czytane

Źródło: Trójka
Prowadząca: Renata Grochal
Opracowanie: Filip Ciszewski