Zgrzyt przed konferencją w Gdańsku. Cichocki: Tusk w niewygodnej sytuacji
Bartosz Cichocki przyznał w "Bez Uników", że nieobecność Wołodymyra Zełenskiego na konferencji w Gdańsku "stawia w niewygodnej sytuacji Donalda Tuska". - Miał być postacią pierwszoplanową - zaznaczył.
Bartosz Cichocki, były ambasador w Ukrainie
Foto: YT/Trójka
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Między Polską a Ukrainą utrzymują się napięcia po tym, jak Wołodymyr Zełenski nadał jednej z jednostek specjalnych ukraińskiej armii imię "bohaterów UPA"
- W Kijowie decyzję tę odebrano jako afront. Prezydent Ukrainy nie przyjedzie na międzynarodowy szczyt do Gdańska w sprawie odbudowy Ukrainy
- Bartosz Cichocki uważa, że "kryzys związany z decyzjami prezydenta Zełenskiego uderza w najbardziej zdeterminowanych zwolenników współpracy polsko-ukraińskiej, w tym premiera Tuska"
OGLĄDAJ. Bartosz Cichocki gościem Renaty Grochal
Premier Ukrainy Julia Swyrydenko będzie przewodniczyć delegacji ukraińskiej na międzynarodowej konferencji o odbudowie Ukrainy. Do Gdańska nie przyjedzie prezydent Wołodymyr Zełenski.
Zełenski, komentując odebranie Orderu Orła Białego, stwierdził w jednym z wywiadów, że prezydent Polski prowadzi wewnętrzną walkę polityczną, podsycając nastroje niechęci do Ukraińców. "To jest to samo, co robił Orban" - przyznał.
Tusk dostał rykoszetem?
Bartosz Cichocki wskazał, że "jeśli z takim przekazem prezydent Zełenski miałby przyjechać do Gdańska, to lepiej, żebyśmy wzięli pauzę w takiej komunikacji". Stwierdził też, że nieobecność tam prezydenta Ukrainy "stawia przede wszystkim w niewygodnej sytuacji premiera Tuska, bo to jest format rządowy". - Premier Tusk u boku prezydenta Zełenskiego z jednej strony, Ursuli von der Leyen z drugiej, innych przywódców europejskich, miał być postacią pierwszoplanową. I tego został pozbawiony - stwierdził. Według Cichockiego "kryzys związany z decyzjami prezydenta Zełenskiego uderza w najbardziej zdeterminowanych zwolenników współpracy polsko-ukraińskiej, w tym premiera Tuska".
Cichocki przyznał, że decyzja Karola Nawrockiego nie miała na celu sprawić, aby Zełenski nie pojawił się w Gdańsku. Jednak - jak przyznał - "utrudniła mu przyjechanie". - Został mu wyrażony publicznie brak szacunku na poziomie państwowym, w odpowiedzi na jego brak szacunku wobec nas (…), ale nie sądzę, żeby intencją prezydenta Nawrockiego było psucie imprezy, która miała duży potencjał, żeby też Polskę pokazać w dobrym świetle - powiedział.
Kryzys można było wygasić, zanim stał się publiczny
Były ambasador przekonywał, że można było wcześniej przewidzieć, iż uhonorowanie UPA przez Zełenskiego wywoła kryzys w relacjach. Tłumaczył, że okazją do poruszenia tej sprawy były np. spotkania ministra Andrzeja Domańskiego w Kijowie z wicepremierem Ukrainy oraz Radosława Sikorskiego na Cyprze ze swoim ukraińskim odpowiednikiem Andrijem Sybihą. - Były dwa momenty, co najmniej, gdzie za zamkniętymi drzwiami, bez reflektorów, można było kolegom z Ukrainy powiedzieć: słuchajcie, z tego będzie potężny problem, zwracamy wam na to uwagę (…) Spróbujmy znaleźć wspólne rozwiązanie - powiedział. - Bardzo niedobrze się stało, że nie wygasiliśmy tego zanim to się stało publiczne. I tu przede wszystkim instrumenty spoczęły w rękach rządu - ocenił Cichocki.
Gość "Bez Uników" przyznał, że "potem już prezydent Zełenski został postawiony publicznie pod presją". - A żaden polityk - tym bardziej polityk, który piąty rok sprzeciwia się presji zbrojnej Rosji i polityczno-gospodarczej presjim np. prezydenta Donalda Trumpa - nie będzie ustępował pod presją nikogo innego - podkreślił Bartosz Cichocki.
- Zełenski nie przyjedzie do Gdańska. Tusk mówi o "deeskalacji"
- Zełenski odesłał order kurierem. Doradca Nawrockiego: nie robi to na nas wrażenia
- Wojna w okopach i "nadęte polskie ego". Blumsztajn: stajemy się rasistami
Źródło: Trójka
Prowadząca: Renata Grochal
Opracowanie: Paweł Michalak