"Faronauci. Dookoła Bałtyku". Różne oblicza najmłodszego morza świata
Morze Bałtyckie jest nie tylko tworem geologicznym czy regionem geograficznym, ale także ważnym elementem kulturowym. Dotyczy to wszystkich państw, nacji i ludzi, którzy nad nim mieszkają. Max Cegielski w cotygodniowej audycji "Plik tekstowy" rozmawia o książce, która w bardzo ciekawy sposób właśnie do tego się odnosi…
Adam Robiński gościem Maksa Cegielskiego w audycji "Plik tekstowy"
Foto: Piotr Podlewski / Polskie Radio
W książce "Faronauci. Dookoła Bałtyku" Adam Robiński zabiera czytelników w podróż dookoła Bałtyku, wędrując wzdłuż wybrzeży dziewięciu krajów: Litwy, Łotwy, Estonii, Rosji, Finlandii, Szwecji, Danii, Niemiec i Polski. W rezultacie, wzorem poety Tomasa Tranströmera, opisuje nie jeden, lecz wiele Bałtyków. Widzi mozaikę siedlisk i krajobrazów: słonawych lagun, piaszczystych plaż, wydm, klifów oraz skalistych archipelagów. Podąża wzrokiem za kluczami migrujących ptaków, a potem zagląda pod wodę, do świata morświnów, a także większych waleni, które czasem zaglądają w te strony. Wędruje po zamarzniętej zatoce, wchodzi do latarni morskich i studiuje trasy słynnych wypraw. Wreszcie dociera tam, gdzie granice morza i lądu się zacierają - czy to za sprawą niepowstrzymanych sił geologii, czy wyłącznie ludzkiej fantazji…
Kim są tajemniczy tytułowi faronauci?
Już w tytule książki pojawia się słowo "faronauci" wymyślone przez autora. Jednak w rozmowie z Maksem Cegielskim odmawia jego wytłumaczenia. - Obiecałem sobie, że nie będę odpowiadał na to pytanie [o znaczenie "faronautów" - red.], ponieważ mam wrażenie, że lektura tej książki daje dość jednoznaczną odpowiedź. Wolę w nie wykładać tego kawa na ławę tym bardziej, że przy moich poprzednich książkach, które ma też mają enigmatyczne tytuły - "Hajstry" i "Kiczery" - zawsze sumiennie tłumaczyłem, co znaczy ten termin, ponieważ były to terminy fachowe z jakichś konkretnych języków - wyjaśnia swoją decyzję. - Ta książka powstawała sześć albo siedem lat i towarzyszyła mi przez te lata. Bo kiedy tak długo się pisze literaturę non-fiction, to siłą rzeczy całe życie ustawione jest pod ten temat, bądź wielość tematów. Kiedy jeszcze w poprzedniej dekadzie postanowiłem napisać o Bałtyku, uznałem, że każdy nadbałtycki kraj, a jest ich dziewięć, opowie mi inną historię, opowie mi o innym aspekcie bałtyckości. I dopiero wszystkie te historie złożą się w jedną całość, chociaż to jest oczywiście ułuda, bo tych wątków może być, jest dużo więcej. Natomiast podróż geograficzna miała być także podróżą w czasie i próbą zrozumienia fizyczności morza, tego, czym ono jest dla ludzi mieszkających nad jego brzegiem - tłumaczy genezę powstania książki i jej założenia.
Adam Robiński "Faronauci. Dookoła Bałtyku" Najmłodsze morze świata z niepewną przyszłością
Jednym z aspektów "Faronautów…" jest perspektywa geologiczna. Może się wydawać, że to ujęcie bardzo naukowe, specjalistyczne. Tymczasem Adam Robiński pokazuje, jak ważne i fascynujące zarazem może być spojrzenie właśnie z tej strony. Bo np. chyba niewiele osób wie, że Bałtyk jest najmłodszym morzem na świecie.
- Jeździmy nad Bałtyk, chodzimy nad Bałtykiem, mamy różne wspomnienia, ale jeśli chodzi o jego historię, to jej naprawdę nie znamy. A ta historia jest krótka i łatwo przyswajalna. Geologia jest taką dziedziną, która dla mnie, jako humanisty, szybko wymyka się poznaniu. Łatwo się pogubić w tych wszystkich epokach, mezozoikach, czwartorzędach - zawsze miałem z tym problem. Więc kiedy nagle okazuje się, że opisuję przestrzeń, która ma dość krótką historię geologiczną - bo mówimy o czasie po ostatnim zlodowaceniu, czyli raptem kilkunastu tysiącach lat - to ja od razu zaczynam pałać jeszcze większą sympatią do tego miejsca. Bo mam wrażenie, że to jest coś, co jestem w stanie zrozumieć - opowiada. - Bałtyk na przestrzeni swojej krótkiej historii ulegał różnym przekształceniom: raz był morzem, raz jeziorem. Prawdopodobnie też taka czeka go przyszłość - te fluktuacje między poziomem wody a lądów będą decydowały o jego byciu morzem albo nie - wskazuje.
Szwecja, która ciągle rośnie
Jednym z opisywanych w "Faronautach…" niezwykłych zjawisk geologicznych jest izostazja. Występuje w Szwecji i sprawia, że ten kraj wciąż rośnie. I to dosłownie. A dotyczy szwedzkiego Höga Kusten (czyli Wysokiego Wybrzeża) w Zatoce Botnickiej oraz znajdującego się po drugiej stronie morza należącego do Finlandii Archipelagu Kvarken.
- Mówimy o malowniczym miejscu, gdzie góry wypiętrzają się wprost z morza. Z perspektywy polskiej plaży trudno to zrozumieć, ale tam na północy krajobraz morski jest rzeczywiście zupełnie inny. To Wysokie Wybrzeże możemy nazwać pępkiem ostatniego zlodowacenia: tam pokrywa lodowca była najgrubsza. Możemy wyobrazić sobie taki obrazek (przywołuję go także w książce), że człowiek siada na kanapie ta kanapa się pod nim ugina. I kiedy człowiek wstanie z kanapy to kanapa powoli, powoli odzyskuje twój pierwotny kształt - tłumaczy Trójkowy gość. - W tym wypadku lodowiec jest człowiekiem, a Szwecja - kanapą. I jesteśmy w trakcie sytuacji, że lodowiec zniknął, a ląd się podnosi po tym obciążeniu. To jest tzw. odzyskiwanie równowagi izostatycznej. Dziś dzieje się to z szybkością ok. 8 mm. na rok. Z jednej strony wydaje się, że nie jest to wcale dużo, jednak to jest taka wartość którą budowniczowie mostów muszą brać pod uwagę - wskazuje.
- Któregoś razu na tym wybrzeżu natknąłem się na starą przyczepę kempingową, a w jej środku znalazłem gazetę z 2001 roku. I szybko uświadomiłem sobie, że Skandynawia w tym czasie urosła bardziej, niż ja. I to było dosyć mocne doświadczenie - dodaje.
Całej rozmowy można posłuchać »TUTAJ«.
Piotr Radecki