Jadwiga Staniszkis udowodniła, że socjologia bywa sportem ekstremalnym
Jadwiga Staniszkis, nieżyjąca już socjolożka, była jedną z najbardziej wyrazistych osób zajmujących się m.in. analizą polskiej sceny politycznej. Jej opinie nie pozostawiały obojętnym nikogo. I właśnie o poświęconej jej książce rozmawia w "Pliku tekstowym" Max Cegielski.
Jadwiga Staniszkis
Foto: PAP/Tomasz Gzell
Po jej śmierci, na stronie Uniwersytetu Warszawskiego, jej macierzystej uczelni, napisano "Jadwiga Staniszkis - wybitna humanistka socjolożka i analityczka polityki". - Zbierając materiały do tej książki, słyszałem różne opinie na jej temat: hochsztaplerka, która nie trzyma się faktów, paranoiczka wszędzie doszukująca się działania jakiś spiskowych mechanizmów, autystka, dziecko polskiej klasy wyższej, peryferyjna intelektualistka… Dla mnie, jako socjologa i badacza społecznego, była kobietą o niesamowitej intuicji - mówi Krzysztof Katkowski, autor książki "Radykalna wszystkie sprzeczności Jadwigi Staniszkis".
Biografia i portret zbiorowy
"Radykalna wszystkie sprzeczności Jadwigi Staniszkis" jest książką o Jadwidze Staniszkis, jednak nie bez powodu nie ma w tytule słowa "biografia". Jak zauważa Max Cegielski, jest tak naprawdę jest to książka o polskiej socjologii, o tym, czym był socjalizm/komunizm, czym była transformacja, co się działo na poziomie politycznym, jak i społecznym.
- Kiedy do niej siadałem, to w zamyśle miała być klasyczna biografia: "urodziła się wtedy i wtedy, potem przeszła to i to, a potem zmarła". Klasyk. Ale kiedy zacząłem robić wywiady z ludźmi, którzy współpracowali ze Staniszkis, bądź byli nią zafascynowani na jakimś etapie życia, albo za nią nie przepadali - tam jest bardzo dużo głosów krytycznych – zobaczyłem, że to jest nie tylko opowieść o niej. To opowieść o całej tej grupie społecznej, która budowała naszą współczesną rzeczywistość, nasz kraj - nie tylko ze specyficznej klasy społecznej, ale z jej specyficznej subgrupy - "warszawki" - którzy mówiąc o Staniszkis tak naprawdę mówią o samych sobie. I tak naprawdę próbują siebie czasem usprawiedliwić, bądź wytłumaczyć - opowiada rozmówca Maksa Cegielskiego. - Chciałem złapać to, jak jakaś znana postać staje się kimś totemicznymj do którego wszyscy chcą się przypisywać, niekoniecznie znając jej książki, zwłaszcza politycy. Jest tam np. rozmowa z Morawieckim: po przeczytaniu książki niektórzy mówili "mam wrażenie że nie przeczytał jej książek, tylko po prostu je przytaczał" - tłumaczy.
- Socjologia, ale też bycie pisarzem, poetą, tłumaczem sprawia, że chcesz słuchać. Ja ze swoimi poglądami politycznymi się nie kryje, ale chodziłem do tych osób i nie przedstawiałem się afiliująco, tylko po prostu ich słuchałem. (…) W reportażach chodzi o wysłuchanie, zrozumienie. I to wcale nie oznacza, że to legitymizujemy - dodaje.
Krzysztof Katkowsk "Radykalna wszystkie sprzeczności Jadwigi Staniszkis" Trudna kwestia tożsamości i pochodzenia
Mówiąc o Jadwidze Staniszkis bardzo mało się mówi o jej korzeniach, pochodzeniu. Tymczasem, jak wskazuje Katkowski, to jest ważna kwestia. Rodzina bohaterki jego książki z jednej strony miała korzenie litewskie, a z drugiej - jawnie faszystowskie poglądy. W Polsce przedwojennej, przed II woja światową to ważna sprawa.
- I wydaje mi się, że bez tego kontekstu nie da się o Staniszkis mówić. Jej pradziadek podpisywał się Vytautas Staniszkis, ale już jej dziadek podpisywał się Witold Staniszkis. Pradziadek Vytautas był działaczem niepodległościowym na Litwie mówiącym w XIX wieku o potrzebie dekolonizacji Litwy od Rosjan i Polaków. Ale już dziadek Witold był znanym profesorem zaprzyjaźnionym z Romanem Dmowskim i wprowadzał getto ławkowe. Jej rodzice angażują się w ruch faszystowski: ojciec, który przecież był świadomy, że ma rodzinę na Litwie, mówi o etnicznym monolicie. Matka, Maria Staniszkis, była jedną z głównych ideolożek faszyzmu, jedną z czołowych postaci ONR obok Bolesława Piaseckiego - wymienia Krzysztof Katkowski. - To jest taka tożsamość kresowa z której wyrasta Jadwiga Staniszkis. I potem odcina się od rodziców, o których nie chce już opowiadać. Ona swoją twórczością, indywidualnością chciała podkreślić, że to pochodzenie jest przypadkowe. Lubiła podkreślać, że zwłaszcza ze strony matki miała jakiś przodków żydowskich, ormiańskich. Co prawdopodobnie było konfabulacją, bo to jest coś takiego, co można powiedzieć, gdyż nie ma na to dokumentów… - wyjaśnia.
- Ale ważny jest też element psychologiczny, który pokazuje, dlaczego była taką indywidualistką. Dlaczego pamiętamy ją przed tym jako gadającą głowę z telewizji, ale z czerwoną szminką, posługującą się dziwacznymi metaforami. Ona miała poczucie tożsamości bardzo przypadkowe - i to jest to, o czym żeśmy trochę zapomnieli - wskazuje.
Całej rozmowy można posłuchać »TUTAJ«.
Piotr Radecki