Nie psujmy naszym dzieciom ich ślubów - mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog

Konflikty między parą młodą a rodzicami przy organizacji ślubu i wesela nie są niczym niezwykłym. Najczęściej wynikają z naturalnej potrzeby kontroli, wpływu i rozbieżności wizji, jak ta uroczystość ma wyglądać. O tym, jak komunikować to, co dla nas ważne i dlaczego czasem warto ustąpić - rozmawiamy z dr Ewą Jarczewską-Gerc, psychologiem, badaczką, ekspertką Uniwersytetu SWPS.

Nie psujmy naszym dzieciom ich ślubów - mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog

Dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny, badaczka.

Foto: Arch. prywatne.

- Często rodzice i teściowe traktują ślub swoich dzieci, jakby był powtórzeniem ich własnego i w pewnym sensie drugą szansą na przeżycie życia - tłumaczy dr Ewa Jarczewska-Gerc. - Bywa, że część rodziców przeżywa niezrealizowane marzenia lub rozczarowania związane z własnym życiem i nieświadomie próbuje je rekompensować poprzez większe zaangażowanie w organizację ślubu dzieci - wyjaśnia psycholog. - Oczywiście wtrącenie się w życie młodych nie jest właściwą formą wyrównania własnych krzywd. Nie wszyscy jesteśmy jednak świadomi motywów, którymi się kierujemy a ingerencja w cudze sprawy pozwala w jakimś stopniu regulować te trudne emocje. Uświadomienie sobie, że jestem sfrustrowany, że mi nie wyszło, albo że moje podejście jest bardzo egoistyczne, może docelowo sprawić, że taki rodzic się opamięta i zatrzyma w tym negatywnym działaniu - dodaje ekspertka.

Posłuchaj audycji Trójki:

Kto płaci, ten chce decydować – to normalne, chociaż nie zawsze dobre

- Im jesteśmy starsi, tym więcej autonomii możemy sobie zagwarantować, bo dysponujemy funduszami, które pozwalają nam samym zorganizować przyjęcie - zwraca uwagę psycholog. - Często dochodzi jednak do takiego paradoksu, że rodzice mają płacić, a młodzi chcą mieć wyłączne prawo do decydowania o tym, jak ta impreza ma wyglądać. Rozumiem rodziców. Wykładają pieniądze, zależy im więc na tym, aby mieć wpływ na uroczystość - tłumaczy dr Ewa Jarczewska-Gerc i podkreśla, że ważna jest jednak skala tego wpływu i to, czy ich podejście jest funkcjonalne. - Najczęściej bowiem jest dysfunkcjonalne. Warto to sobie uświadomić i odpuścić, szczególnie w kwestiach, które są mało istotne - dodaje.

Nie dla każdego rodzica ślub dzieci to zamknięcie pewnego etapu

Dla części rodziców ślub dziecka oznacza zakończenie pewnego rozdziału w życiu, co może dodatkowo potęgować w nich napięcie. Nie zawsze jednak tak się dzieje. - To zależy od tego, jak rodzice postrzegają związek małżeński. Niektórzy funkcjonują przecież bez ślubu. Myślę, że dużą rolę odgrywa tutaj religia. Podejrzewam, że dla takich osób małżeństwo jest czymś wyjątkowym i nierozerwalnym, nawet gdy statystyki mówią co innego - wyjaśnia psycholog. - Jeśli dla rodzica ślub jest na całe życie, to rzeczywiście to wydarzenie może być mocnym przeżyciem, ale dla wielu osób nie jest. Sami funkcjonują w kolejnych związkach i mają świadomość, że nie wszystko jest na zawsze - przyznaje ekspertka.

Presja społeczna ma swoje plusy, ale bywa też destrukcyjna

Niektórzy rodzice dużą wagę przywiązują do ślubnych tradycji i bardzo naciskają na ich kontynuację. - Tradycja jest czymś, co daje nam poczucie ciągłości: kultury, tożsamości. Stanowi pewną przestrzeń bezpieczeństwa. Często potrzeba jej zachowania wynika z faktu, że rodzice naszych rodziców też tego od nich oczekiwali - mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc.

Gorzej, gdy motywem działania jest strach przed tym, co ludzie powiedzą. - To moim zdaniem negatywny element tej układanki. Uważam, że poddawanie się presji ze strony innych i powoływanie się na ich opinie, bywa bardzo destrukcyjne - podkreśla badaczka i przyznaje, że ludzie robią tak jednak z naturalnych pobudek. - Zbudowaliśmy naszą cywilizację na presji społecznej, na tym, że ludzie podporządkowywali się z góry narzuconym, normom - wyjaśnia psycholog. - Dobrze mieć świadomość, które elementy tej presji społecznej są rzeczywiście dobre dla nas, dla naszej rodziny, dla ciągłości społeczeństwa, a które są destrukcyjne - mówi. - Presja społeczna ma niewątpliwie swoje plusy, ale w pewnym momencie może stać się niszcząca. Dlatego warto rozmawiać, iść na kompromisy - zaznacza.

- Rodzice mogą powiedzieć: słuchajcie, to jest dla nas ważne z takich i takich powodów. Zróbmy to w ten sposób. Młodzi mogą pomyśleć, czy to leży jeszcze w granicach ich akceptowalności, czy jest czymś, na co absolutnie się nie zgadzają. W którym miejscu i w jakim stopniu są w stanie pójść na ustępstwo, a w którym zdecydowanie nie - wyjaśnia dr Ewa Jarczewska-Gerc. - Dobrze byłoby też, gdyby rodzice się zatrzymali i odpowiedzieli sobie na pytanie z czego wynika to, że tak bardzo naciskają na pewne elementy tradycji - dodaje. Może bowiem okazać się, że to tylko głos przeszłości i w głębi duszy wcale im na tym nie zależy.

To ślub naszych dzieci, nie zepsujmy im tego dnia

- Konflikty międzypokoleniowe były i będą. Wyobrażenie o tym, że mógłby istnieć świat idealny, w którym wszyscy się dogadują i nie ma nieporozumień, jest fikcją - zwraca uwagę psycholog i zaznacza, że istotne jest jednak to, jak te konflikty rozwiązujemy. - Bardzo ważne jest, żeby się na siebie nie obrażać, nawet jak sobie powiemy słowa, które ranią, umieć zrezygnować z części własnych oczekiwań i przede wszystkim - słuchać drugiej strony - wymienia ekspertka. - Nie zapominajmy, że to ślub naszych dzieci i że to one powinny mieć ostatnie słowo, jak ta uroczystość ma wyglądać, szczególnie gdy chodzi o ważne dla nich kwestie. Nie zepsujmy im tego dnia - podkreśla dr Ewa Jarczewska-Gerc.

Dobrze byłoby też, gdyby młodzi mieli z tyłu głowy, że także mogą być w błędzie. Kluczem do rozwiązania konfliktów jest rozmowa. - I refleksja, ile w tych moich oczekiwaniach, w tych moich potrzebach jest ego, uporu, a ile prawdy, bo często tam jest bardzo mało prawdy - przyznaje psycholog.

Jak rozmawiać, gdy atmosfera jest gęsta

Trudno jest wyjść sobie naprzeciw, gdy obie strony okopały się po swoich stronach barykady, atmosfera jest gęsta a emocje nie pozwalają rozsądnie myśleć. Kto powinien pierwszy wyciągnąć rękę?

- Powiem zaskakująco - pałeczka jest wtedy po stronie rodziców - podkreśla dr Ewa Jarczewska-Gerc. - Są starsi i przynajmniej w definicji - dojrzalsi. Zachęcam ich, aby w takiej sytuacji przełamali ten impas i otworzyli się na dziecko, a nie tkwili w przekonaniu, że gówniarz ma przeprosić, bo jest młodszy a rodzicom należy się szacunek - wyjaśnia ekspertka i przyznaje, że takie myślenie jest nie tylko toksyczne, ale niestety także charakterystyczne dla polskich rodzin. - Rodzic raczej nie przeprasza, czeka aż dziecko przeprosi - podkreśla psycholog i dodaje, że samo pojęcie szacunku bywa skarykaturyzowane i przedstawiane w krzywym zwierciadle. Rodzicom brakuje autokrytyki, a w świadomości społecznej nadal funkcjonuje przekonanie, że dzieci i ryby głosu nie mają. Dlatego warto rozmawiać, nawet gdy wiemy, że nie będzie to przyjemne.

- Trudne rozmowy są elementem życia - tłumaczy ekspertka i zaznacza, że gotowość na tylko łatwe rozmowy często przyczynia się do zerwania relacji. - Narastają resentymenty, pretensje, żale, tworzy się dystans między ludźmi i w konsekwencji nie ma już czego ratować - wyjaśnia. Nie zawsze musi być miło. Należy jednak postarać się, aby te trudne rozmowy były jak najlepsze. - Nie obrzucajmy się błotem, nie używajmy epitetów, starajmy się zrozumieć drugą stronę, spojrzeć na daną sytuację z różnych perspektyw - wymienia dr Ewa Jarczewska-Gerc.

- Oczywiście może nastąpić taki moment, w którym trzeba tupnąć nogą i powiedzieć dobrze, koniec, nie dojdziemy do kompromisu. Gdy jednak ludzie uczą się ze sobą rozmawiać, to nierzadko okazuje się, że tych podobieństw między nimi jest więcej niż różnic. Niestety często zapiekamy się w swoich emocjach, w swoich racjach i poza nie nie wychodzimy - przyznaje badaczka.

- Przyjmijmy, że te sytuacje, w których nie zgadzamy się ze sobą, w których okazuje się, że mamy inne oczekiwania - są czymś zupełnie normalnym i starajmy się na tyle je komunikować, żeby nie niszczyły relacji, żeby nie dochodziło do sytuacji, w której rodzice nie mają kontaktu z dziećmi od 10 lat, bo ktoś zamknął się na kontakt z drugim człowiekiem - podkreśla. Zaznacza też, że błądzić jest rzeczą ludzką. Warto jednak mieć refleksję nad sobą i umieć wprowadzać zmiany: w swoim życiu, w komunikacji z najbliższymi, w związkach z innymi.

Słowo na koniec

- Drodzy rodzice, rozumiem wasze uczucia, rozumiem, że macie swoje oczekiwania. To naturalne. Dorosły człowiek powinien jednak umieć odróżnić automatyczną reakcję od świadomego wyboru - apeluje dr Ewa Jarczewska-Gerc.

- Zachęcam do tego, aby się głęboko zastanowić, o co mi chodzi, gdy naciskam. Czy na pewno o szczęście dziecka, czy o moje niespełnione oczekiwania, marzenia? Czy chcę wcisnąć "rewind" i przeżyć to jeszcze raz: swoją młodość, swój ślub, suknię, utwory muzyczne, swoje menu? Bo odpowiedź na to pytanie, pozwoli nam się zdystansować i spojrzeć na nasze dziecko z większą życzliwością. Największym prezentem, jaki możemy dać dorosłym dzieciom w dniu ślubu, nie jest finansowe wsparcie, lecz zaufanie do ich wyborów. Pozwólmy naszym dzieciom być dorosłymi - podkreśla psycholog.

Rozmawiała Magdalena Hejna