"To metafora nieudanego macierzyństwa". Helena Piecuch o swojej książce "Mamuna"
Gościnią Maksa Cegielskiego w audycji "Plik tekstowy" była Helena Piecuch, autorka powieści "Mamuna". To jej debiut literacki wykorzystujący ludowe wierzenia jako punkt wyjścia do mrocznej opowieści o macierzyństwie, rozpadzie rodziny i sile mitu, który wciąż potrafi pochłaniać żywych.
Helena Piecuch, autorka powieści "Mamuna", gościnią Maksa Cegielskiego w audycji "Plik tekstowy"
Foto: mat. prasowe/ wyd. Czarne
Do domu na skraju zagórzańskiej wsi wprowadzają się Wioletta i Jerzy – młode małżeństwo z miasta. On, herpetolog, bada lokalne gatunki płazów. Ona, niespełniona artystka, której studia przerwała ciąża, chłonie zapachy ziół i wmawia sobie, że słyszy i widzi więcej niż inni. Z czasem staje się chłodna wobec męża, jakby ich wspólne życie było błędem. Narodziny trzech córek nie przynoszą ukojenia. Wioletta bywa wobec nich okrutna – wycofana, obojętna, surowa. Nie pomagają ani ludowe rytuały, ani miłość męża. To szaleństwo, czy przemiana w leśnego demona - mamunę odbierającą dzieci?
Wynaturzony obraz złej matki
Już na początku pojawia się naukowa, demonologiczna definicja tytułowej "Mamuny", chociaż, sama powieść jest jak najbardziej realistyczna.
- Sam tytuł odnosi się do demonologii, ale to słowo "mamuna" znałam już jako dziecko. Nie wiedziałam co ono znaczy, lecz od początku kojarzyło mi się z wynaturzonym wizerunkiem złej matki (…) To była taka reprezentacja, którą miałam w swojej głowie, zanim zaczęłam o tym czytać i dowiedziałam się kim w ogóle jest ten demon. Dla mnie to symboliczna postać, nie fantastyczna, bo nie czuję żadnych związków fantastyką. Demonologia jest dla mnie narzędziem dla do przedstawienia metafory - tłumaczy rozmówczyni Maksa Cegielskiego. - Mamuna pochodzi z demonologii Zagórzan mieszkających w Gorcach czyli w Małopolsce. Wybrałam ten region dlatego, że dużo czasu spędziłam tam w dzieciństwie, znam tamtejszą przyrodę i te okolice. Jestem z Krakowa i tam się wychowywałam, ale wakacje spędzałam właśnie w Gorcach. Więc przez okres wczesnego dzieciństwa bardziej czułam się związana z tamtą przyrodą, niż tamtejszą kulturą i dlatego też interesuję się tym regionem, który jest bardzo malowniczy. Nic też nie widziałem o tamtejszej demonologii, ale zaczęłam czytać: ten temat jest tylko kilka prac naukowych i jedna praca etnograficzna, bo mało kto o tym pisał. Jakoś to mnie pociągało, może dlatego, że bardzo dobrze znam ten pejzaż krajobraz? - wyjaśnia.
Helena Piecuch "Mamuna" Znane poczucie wyobcowania
Jednak mimo demonologicznego wstępu, nie ma w "Mamunie" etnograficznego, naukowego spojrzenia kogoś, kto przyjeżdża i bada. To jednak osobiste przedstawienie świata, w którym się wyrasta i w jakiś sposób zakorzenia.
- Tamtejsza ludowa magia, demonologia jest specyficzna. To miejsce, gdzie są bardzo nieurodzajne gleby, dość surowy klimat, nieprzewidywalna pogoda: od zawsze tam się ciężko żyło. A wszystkie te historie o demonach tłumaczą to, czego ludzie wytłumaczyć sobie nie mogli. Więc one trochę się różnią od tych, które są na nizinach, bo mamy np. mniej o południcach, a więcej o płanetnikach. Bo tam był problem związany właśnie z nieurodzajem, bardzo kapryśną pogodą, opadami, powodziami, gradem, który mógł zniszczyć plony… - opowiada Trójkowa gościni. - Myślę, że jeżeli chodzi o odwołania do mojego życia, to jest właśnie to, że byłam tam, ale nie byłam stamtąd. Znam poczucie obcości, niedopasowania, które opisałam w powieści. I wiem, jak może się czuć człowiek, który przyjeżdża i znajduje się w dosyć zamkniętym, obcym środowisku. Nie takim, jak opisałam, ale z perspektywy dziecka wszystko jest zawsze wyolbrzymione, bardziej dynamiczne, demoniczne i teatralne. Więc to jest na pewno coś, co ja znam - stwierdza.
Metafora nieudanego macierzyństwa
Dla autorki tytułowa mamuna jest metaforą. A cała demonologia to w pewnym sensie system wiedzy, który ma tłumaczyć świat i to, co ludzie przeżywają.
- Nie wiem, skąd znam to słowo, ale ono gdzieś tam się działo w głowie. To, co mamuna tłumaczyła ludziom, to jest śmierć, choroba dziecka, śmierć matki… Więc ogólnie chodzi o sprawy związane z macierzyństwem i ogólnie z rodziną. Ona jest dla mnie metaforą niechcianego, nieudanego macierzyństwa, bo mamuny porwały dzieci, porwały kobiety w okresie po porodzie. To wydaje mi się dosyć czytelne powiązanie z osobą, której to macierzyństwo, mówiąc wprost, w jakiś sposób się nie udało - wskazuje Helena Piecuch. - Wiadomo, że dawniej było bardzo dużo związanych z tym problemów: śmierć podczas porodu, śmierć dziecka, choroba dziecka, jakaś forma niepełnosprawności. Nie było na to odpowiedzi, nie było też żadnej pomocy medycznej, więc trzeba było sobie to jakoś wyjaśnić. Trzeba było to zrozumieć i żyć dalej, bez względu na to, co się wydarzyło. Dlatego do tego się odwołałam, bo cała surowość i bezwzględność trudnego życia łączyły mi się z tą postacią która daje życie i odbiera - tłumaczy.
Piotr Radecki