Patryk Mogilnicki: w latach przełomu Conan na okładce sprzedawał się lepiej
Patryk Mogilnicki jest ilustratorem, projektantem i miłośnikiem literatury. Oraz autorem kilku książek poświęconych, a jakże, projektowaniu książek. A jego najnowsze dzieło, "Conan sp. z o.o." stała się tematem rozmowy z Maksem Cegielskim w audycji "Plik Tekstowy".
Patryk Mogilnicki gościem Maksa Cegielskiego w audycji "Plik Tekstowy"
Foto: PR3
Realistycznie krwawe, zapełnione potworami, wojownikami i statkami kosmicznymi okładki miały swój udział w bezprecedensowym sukcesie powieści i całych serii wydawniczych z gatunku science fiction, fantasy czy horror, które wypełniały na przełomie lat 80. i 90. domowe biblioteczki w tysiącach polskich domów. I być może wciąż w nich stoją. Przetrwały do dziś jako pojedyncze obiekty, nie skatalogowane i nie opisane, rozproszone, bez własnej opowieści. Kolekcjonujący te wydania Patryk Mogilnicki wykonał olbrzymią pracę antykwaryczną i badawczą, by zaproponować czytelnikom, pasjonatom fantastyki i wielbicielom estetyki lat transformacji prekursorską książkę o historii tego minionego fenomenu.
Człowiek, który mówi o współczesnej polskiej ilustracji książkowej
Patryk Mogilnicki jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, ale też historykiem ilustracji i polskiego designu. Jest autorem innych książek, m.in. "Nówka sztuka. Młoda polska ilustracja" czy "Książka po okładce. O współczesnym polskim projektowaniu okładek książkowych".
- Robię to, na co mam chęć, by zrobić. I to, czego nigdy wcześniej, jak mi się wydaje, nie było. "Nie ma się co obrażać. Nowa polska ilustracja" wyszła w 2017 roku - wtedy nikt o polskiej ilustracji współczesnej nie mówił, nikt tego nie pokazywał. Nie zebrał jej w jakiś fajny wolumin i nie przedstawił światu; bywałem wtedy na przykład w Berlinie i tam takie analizy i wydawnictwa powstawały na bieżąco. A myśmy cały czas byli na etapie poznawania polskiej szkoły ilustracji projektowania graficznego z polską szkołą plakatu na czele. Tak więc nie było nic współczesnego - tłumaczy rozmówca Maksa Cegielskiego.
Patryk Mogielnicki "Conan sp. z o.o." Powrót do lat przełomu, powrót do ilustracji dzieciństwa
Można powiedzieć, że "Conan sp. z o.o." jest tak naprawdę pierwszą książką historyczną w dorobku Patryka Mogielnickiego.
- Tak można to ująć. Poprzednie były współczesne i opierały się na tym co się dzieje tu i teraz, ewentualnie 10 lat wstecz. Natomiast w "Conanie…" sięgnąłem do swojego dzieciństwa i przełomu lat 1989-90, żeby raz jeszcze obejrzeć okładki, powspominać autorów, na który się wychowałem. Jak byłem dzieckiem, większość tych książek kupowałem ze względu na okładki. W większości nawet ich nie czytałem, więc one były dla mnie bardzo tajemnicze, intrygujące. To były moje pierwsze spotkania z literaturą, bo ja się uczyłem czytać na tych horrorach - zdradza Trójkowy gość. - Mam wiele zaległości w lekturze science fiction, fantasy, horroru, które przy okazji tej publikacji też sobie nadrabiałem. Bo pisząc o jakiejś książce, okładce miałem takie "Kurcze, chętnie bym sprawdził co to jest tak naprawdę, na jakim jest poziomie literackim: bardzo złe czy dobre?" I trafiłem na kilka naprawdę świetnych tytułów. Przeczytałem na przykład "Nie ma ciemności" braci Haldeman. To książka opowiada o kosmicznej szkole kadetów, którzy podróżują po różnych planetach, a na okładce walnęli Conana, bo się lepiej sprzedawał! Bardzo fajna książka, z tym, że ta okładka nijak się nie ma do treści - stwierdza ze śmiechem.
Dział marketingu zamiast dyrektora artystycznego
Przy okazji "Conan sp. z o.o." pokazuje zarazem zmiany w sposobie funkcjonowania rynku. Kończy się PRL i kończy się też koncesjonowanie wykonywania zawodu artystycznego. Bo w PRL-u, żeby mieć pracę i zlecenia, trzeba było mieć wykształcenie i zazwyczaj być w Związku Artystów Plastyków. Ale pod koniec lat 80. pojawiają się ilustratorzy-amatorzy. Wraz ze zmianą estetyki następuje kompletna zmiana sposobu organizowania wydawnictw, finansowania książek, ilustracji…
- I to pokutuje do dzisiaj. Są wydawnictwa, które korzystają tylko z usług grafików zewnętrznych, a okładki wybierają redaktorzy i wszyscy oprócz grafików, którzy mają oko i predyspozycje ku temu, by coś zaproponować. A to się odbija na wyglądzie książek - wskazuje Patryk Mogielnicki. - Bardzo mnie boli, że w tych wszystkich wielkich wydawnictwach nie ma dyrektorów artystycznych, tylko jest to taki przypadkowy dobór osób które wybierają i decydują o okładkach. Kiedyś był to właśnie dyrektor artystyczny, a teraz dział sprzedaży i marketingu. Kiedyś ktoś napisał, że jedyną kompetencją tych osób jest bycie osobą decyzyjną. I to jest bardzo znamienne - podsumowuje.
Całej audycji "Plik Tekstowy" i rozmowy Maksa Cegielskiego z Patrykiem Mogilnickim można wysłuchać »TUTAJ«.
Piotr Radecki