"Głaskanie kota" Jane Campbell, czyli bardzo późny debiut i jego konsekwencje
Jakie są doświadczenia starszych kobiet, jakie ich pragnienia, także seksualne? Tym razem w audycji "Wszystkie Ksiązki Światya" Michał Nogaś rozmawia z bodaj najstarszą debiutantką literacką, jaką zna: mieszkająca na Bermudach Jane Cambell.
Jane Campbell
Foto: mat. prasowe/wyd. Pauza
Jane Campbell miała 79 lat, kiedy wysłała do London Review of Books swój debiut literacki: opowiadanie "Czesanie kota", które zostało niemal natychmiast opublikowane. To był początek zbioru opowiadań pod tym samym tytułem. Cała książka, którą na polski przyłożyła Dobromiła Jankowska, ukazała się w 2022 roku i stało się to, o czym zawsze myślała - stała się pisarką.
Możliwość pisania z pozycji autorytetu
Czy debiut po blisko 80 latach może jeszcze cieszyć? A może to jest opowieść o zmarnowanym życiu?
- Prawda jest taka, że pisałam przez całe życie. Już w wieku 40 lat moje prace budziły pewne zainteresowane, ale nie nikt tego nie rozumiał. - Jane, czym piszesz? - pytali. - To chyba jasne - odpowiadałam. Zbiór "Czesanie kota" napisałam i opublikowałam z gniewu: większość opowiadań powstała w trakcie trzech lat lockdownu w Europie. Ludzie ciągle gadali o seniorach: o tym, że trzeba ich chronić, że są uciążliwi, jakie z nich biedactwa, pewnie są tacy samotni i tak dalej… Naprawdę miałam dość tego sposobu patrzenia na to, czym jest bycie starszą kobietą! - opowiada pisarka o swoim debiucie literackim. - Po raz pierwszy byłam w stanie pisać z perspektywy tej grupy: wiedziałam, jak to jest być starą kobietą. Czułam, że mogę pisać z pozycji autorytetu - uśmiecha się.
Jane Campbell "Czesanie kota" Mieć prawo do robienia zamieszania
Opowiadanie "Czesanie kota" zostało opublikowane w London Review of Books po trzech tygodniach, a później Campbell poproszono o napisanie kolejnych, co też zrobiła. - Bardzo się ucieszyłam z możliwości umieszczenia na kartach książki tych, mam nadzieję, dość wywrotowych starszych kobiet. Nie znoszę idei, zgodnie z którą osoby starsze powinno się spędzać w jedno miejsce, dyscyplinować i pilnować, żeby przypadkiem nie narobiły zamieszania. Dlatego uczyniłam moje bohaterki nieco nieposłusznymi - stwierdza pisarka. - Chcę powiedzieć, że kiedy idziesz odwiedzić kogoś znajomego w domu opieki, to widzisz rzędy starszych ludzi siedzących przed telewizorem i oglądających okropne programy telewizji. To efekt środków uspokajających. Prawdopodobnie te starsze osoby są całkiem zadowolone, z tego, że dostały coś na uspokojenie, ale nienawidzę tej idei. I napisałam o tym w moim opowiadaniu o robocie, ponieważ ja nie chcę żeby podawano mi środki uspokajające! Chcę być problematyczną osobą w podeszłym wieku, chcę być głośna, mieć prawo do robienia zamieszania, kiedy tylko mam na to ochotę - deklaruje stanowczo.
Część innego wycinka społeczeństwa
Oczywiście, kwestia wieku sprawia, że zmienia się perspektywa. Ale czy na pewno tak bardzo?
- Jestem szczęśliwą seniorką, nie jestem o wiele starsza, niż wtedy, kiedy pisałam te opowiadania. Mam teraz 84 lata, jestem sprawna fizycznie, mój umysł nadal działa, ale widzę, że moje ciało nie jest już tak sprawne, jak kiedyś. Mam wrażenie, że postrzeganie osoby, jako w pewnym stopniu niepełnosprawnej ze względu na wiek, jest bardzo silne. Ludzie bywają różni: mili, pogardliwi, niecierpliwi, a czasem troskliwi. W tym wieku człowiek staje się częścią innego wycinka społeczeństwa. Zauważam, że moje dzieci stają się moimi rodzicami - tłumaczy rozmówczyni Michała Nogasia. - To stopniowy proces: mówiłam moim znajomym, że 80-ka to ważna cenzura w życiu, ale oczywiście to bzdura. Bo niektórzy ludzie są całkiem niepełnosprawni już w wieku 70 lat, a inni skaczą jak kózki do 90-ki. zastanawiasz się czy powiem czy to kwestia nastawienia - wskazuje.
Zachować zdolność chodzenia, nie być utrapieniem…
Czego się boi osoba w takim wieku?
- Widzę zmiany, które zaszły w ostatnich 10. latach w mojej grupie wiekowej i we mnie. Mam dobrego przyjaciela w Oxfordzie, który jest nieco młodszy ode mnie, chociaż też po 80-tce. Rozmawialiśmy o tym, czego najbardziej się boimy. O dziwo nie tego, że będziemy niepotrzebni, ale tego, że staniemy się ciężarem. Jeśli więc czujemy, że mamy obowiązek aktywności i możemy chodzić, to musimy zachować tę zdolność. Jeżeli mamy wysokie ciśnienie krwi, musimy je obniżyć… - ostrzega Jane Campbell. I wyjaśnia dlaczego: - Musimy dbać o zdrowie, bo jeżeli tego nie zrobimy, to nasze dzieci będą musiały wziąć na siebie to ogromne, kosztowne, męczące, kłopotliwe, nierzadko wyczerpujące, brzemię. I opiekować się nami aż do śmierci. Nie chodzi o to, że nie jesteśmy potrzebni, ale o to, że stajemy się utrapieniem dla innych…
Piotr Radecki