Miliony dzieci na świecie żyją w niewoli - mówi nam Kamil Szwarbuła z UNICEF

Tracą wolność za długi rodziców, są ofiarami handlu ludźmi, wykorzystuje się je jako mięso armatnie w konfliktach zbrojnych. Pracują ponad swoje siły w kopalniach, fabrykach i na polach bawełny. Rzadko kiedy dożywają wieku dorosłego. O tym, czym jest współczesne niewolnictwo dzieci rozmawiamy z Kamilem Szwarbułą z UNICEF Polska.

Miliony dzieci na świecie żyją w niewoli - mówi nam Kamil Szwarbuła z UNICEF

12-letni Anas pracuje 11 godzin dziennie jako ślusarz. Jest jedynym żywicielem rodziny. Taizz, Jemen

Foto: UNICEF

16 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Walki z Niewolnictwem Dzieci. Ile nieletnich żyje w niewoli? Dokładne dane nie są znane. - Mamy szacunki dotyczące pracy dzieci, ale jeśli chodzi o niewolnictwo - szczegółowych informacji nie ma. To zjawisko jest ukrywane przez ludzi, którzy się go dopuszczają. Przypuszczamy jednak, że jego ofiarami są miliony dzieci - mówi Kamil Szwarbuła.

Posłuchaj audycji Trójki:

Z raportu Międzynarodowej Organizacji Pracy oraz Fundusz Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci UNICEF wynika, że w 2024 roku na świecie pracowało 138 milionów dzieci powyżej 5 roku życia. 54 miliony z nich wykonywało pracę uznawaną za niebezpieczną - zagrażającą ich zdrowiu, narażającą je na przemoc fizyczną, emocjonalną lub seksualną. Pod wodą, pod ziemią, na wysokości lub w zamkniętych przestrzeniach, często bez możliwości powrotu do domu.

W kopalniach kobaltu w Demokratycznej Republice Konga mali niewolnicy wydobywają surowiec gołymi rękami. W fabrykach dywanów w Indiach w nieludzkich warunkach tkają na krosnach. W konfliktach zbrojnych zasilają siły tych, którzy mają nad nimi władzę. Nie mają dzieciństwa, nie zdobywają edukacji, nie wychodzą poza zamknięty krąg biedy i przemocy, w której przyszło im żyć. Wielu z nich nie dożyje jutra.

Czym jest niewolnictwo?

- To handel dziećmi, wykorzystywanie seksualne nieletnich, zmuszanie do żebrania, oddawanie w niewolę za długi, praca przymusowa, wcielanie siłą do armii - wymienia ekspert. - Taką sytuację mamy np. na Haiti, gdzie obecnie toczy się wojna domowa. Nawet bardzo małe dzieci dostają do rąk pistolet, karabin czy nóż i karze im się walczyć - przyznaje.

- Młodsze dzieci wykorzystywane są np. do wydobywania surowców, bo są najmniejsze, bo łatwiej im się gdzieś dostać. Mówimy tu nawet o pięciolatkach. Takie małe dzieci mają często problem, aby utrzymać w ręku szczotkę, a zapędza się je do bardzo trudnych prac. Statystyki mówią, że tych najmłodszych pracujących dzieci w wieku od 5 do 11 lat, jest 79 milionów na świecie. To stanowi 57 proc. wszystkich pracujących dzieci - podkreśla Kamil Szwarbuła. - To są zatrważające dane, tym bardziej, że umówiliśmy się jako społeczeństwo, że do 2025 roku zjawisko pracy dzieci zostanie wyeliminowane. Tak się jednak nie stało - dodaje.

Bez nauki nie ma przyszłości

Najczęściej dzieci są zmuszanie do pracy na roli. Pomagają utrzymać rodzinę, płacąc za to olbrzymią cenę. - Warto w tym miejscu usystematyzować pewne fakty. Żyjąc w kraju rozwiniętym, zazwyczaj patrzymy na pracę dzieci z perspektywy: sprząta swój pokój, sprząta swoje zabawki, być może wykonuje drobne obowiązki domowe. Tymczasem praca dzieci ma swoją definicję w przepisach międzynarodowych - wyjaśnia ekspert UNICEF. To wszystkie zajęcia, które pozbawiają dzieci dzieciństwa, uniemożliwiają chodzenie do szkoły lub powodują konieczność jej porzucenia a także są szkodliwe dla ich rozwoju psychicznego lub fizycznego. Międzynarodowa Organizacja Pracy i UNICEF dopuszczają pracę lekką - dozwoloną dla osób powyżej 13 roku życia, a w niektórych krajach powyżej 12 roku życia, a także pracę, która nie jest zaliczana do najgorszych form pracy dzieci - dla osób powyżej ogólnego minimalnego wieku. Te zajęcia nie mogą jednak przekraczać określonej ilości godzin w tygodniu po to, aby młodociani pracownicy mieli czas na dzieciństwo i nie zaniedbywali nauki.

- Badania pokazują, że dzieci, które pracują i chodzą do szkoły mają mniej więcej 30 proc. gorsze wyniki od tych, które nie pracują. Praca najmłodszych ma bardzo poważne konsekwencje i często determinuje ich przyszłość. Wiele z nich być może chciałoby się rozwijać, ale są zmuszeni pozostać na roli albo prowadzonym przez rodzinę straganie. Nie mają wyboru - przyznaje Kamil Szwarbuła.

- Częściej ten przymus jest związany z uwarunkowaniami kulturowymi. Dziecko nie może zaprotestować. Żyje w tych ciężkich warunkach i najprawdopodobniej spędzi tak całe swoje życie - dodaje.

12-letnia Adama pracuje w kamieniołomie od pięciu lat. Razem z rodzicami rozbija granit na mniejsze kawałki, które następnie sprzedawane są na budowy.  "Nie jestem szczęśliwa, że tu pracuję, podczas gdy moi rówieśnicy są w szkole" - czytamy w informacji UNICEF. Adama marzy, aby w przyszłości pracować jako nauczycielka, ale jej życie to ciągła praca. "Rano zamiatam, zmywam naczynia, sprzątam pokoje, a potem idę z mamą i tatą do kamieniołomu, żeby zarobić". Wynagrodzenie dla całej trójki wynosi około 2 dolarów dziennie. Brakuje na wszystko. Adama je jeden posiłek na dobę. 


12-letnia Adama rozbija granit na żwir. Kenema, Sierra Leone. 12-letnia Adama rozbija granit na żwir. Kenema, Sierra Leone.
12-letnia Adama wraz z innymi dziećmi nosi ciężkie kamienie. Kenema, Sierra Leone 12-letnia Adama wraz z innymi dziećmi nosi ciężkie kamienie. Kenema, Sierra Leone

Koło biedy się zamyka

- Problem pracy dzieci dotyczy przede wszystkim Afryki Subsaharyjskiej. To wynika m.in. z kultury, która zakłada, że dzieci są po to, aby pomagać rodzinie i wspólnie dla niej pracować. Na tym kontynencie mamy też wiele konfliktów zbrojnych. Mówimy tutaj chociażby o Sudanie czy Sudanie Południowym, gdzie miliony osób musiały opuścić swoje domy, żyją w obozach dla uchodźców, panuje głód, bieda i ta dodatkowa para rąk to często jedyny sposób, aby przetrwać - tłumaczy Kami Szwarbuła.

- Drugim regionem jest Azja i Pacyfik, chociaż tu akurat zauważyliśmy duży spadek liczby dzieci pracujących. Ma to związek z tym, że kraje w regionie stają się bogatsze. Większe bogactwo oznacza większy rozwój i nastawienie na edukację - wyjaśnia ekspert i dodaje, że w krajach najbardziej rozwiniętych dzieci pracujące stanowią około 1 proc. - Tymczasem w krajach biednych, rozwijających się, pracuje nawet 20 proc. - podkreśla. - To jest jednocześnie odpowiedź na pytanie, co zrobić, żeby praca dzieci i niewolnictwo dzieci zniknęło: edukacja i rozwój - zaznacza ekspert.

Powrót do normalności

Czy dzieci, które zostały niewolnikami, mają szansę powrotu do normalności? Takie historie się zdarzają. Jeden z podopiecznych UNICEF - Just z Demokratycznej Republiki Konga został siłą wcielony do grupy zbrojnej. Spędził w niej rok, udało mu się jednak z niej uciec. Dziś korzysta z pomocy dziennego ośrodka UNICEF. Bierze m.in. w programie odbudowywania więzi społecznych. Uczy się na nowo funkcjonować wśród ludzi. Chodzi do szkoły. W przyszłości chce zostać inżynierem i wspierać rozwój swojego kraju. To jednak wyjątki.

- Dzieci najczęściej trafiają w ręce brutalnych ludzi, chcących wykorzystać je do maksymalizacji zysku. I wielkim szczęściem jest, jeśli w ogóle przeżyją - tłumaczy Kamil Szwarbuła. - Aby z tego wyjść, muszą na swojej drodze spotkać osoby, które w odpowiednim momencie i w odpowiedni sposób wyciągną do nich rękę. Dlatego tak ważne jest to, żeby być na miejscu i dostarczać pomoc humanitarną, bo jeśli ona nie dotrze, możemy stracić naprawdę wiele wybitnych dzieci, które mają szansę zmienić ten świat na lepsze - podkreśla ekspert.

Rozmawiała Magdalena Hejna