O procesach czarownic. Rozmowa z Moniką Raspen w Trójce

Monika Raspen była gościnią radiowej Trójki. W rozmowie z Anną Kowalczyk w audycji "Brakująca Połowa Dziejów" opowiadała o procesach czarownic, ze szczególnym uwzględnieniem tych, które opisała w książce "Wiedźmy z Sudetów", poświęconej procesowi z Szumperka z 1678 roku.

O procesach czarownic. Rozmowa z Moniką Raspen w Trójce

Monika Raspen w Trójce.

Foto: screen/youtube.com/RadioLublin

W najnowszym odcinku audycji "Brakująca Połowa Dziejów" Anna Kowalczyk rozmawiała z Moniką Raspen o procesach "wiedźm z Sudetów" - dobrze udokumentowanej historii przemocy z XVII wieku. Rozmowa dotyczy mechanizmu oskarżeń, tego, dlaczego jego ofiarami najczęściej stawały się kobiety uznawane za "niewygodne", a także książki Raspen "Wiedźmy z Sudetów", opartej na tych wydarzeniach.

O procesach czarownic. Monika Raspen w Trójce

Jak podkreśla Raspen, liczba ofiar tej historii była bardzo duża.

- Tych wiedźm z Sudetów było nawet 100. Chodzi mi o konkretne wydarzenie - proces czarownic w Szumperku. (...) Wszystkie kobiety, które były trochę zbyt zorientowane na mechanizmy otaczającego ich świata. Kobiety, które były niezależne pod wieloma względami, bo one też były niezależne materialnie. To jest 1678, Morawy, czyli czasy panowania Habsburgów, miasteczko, które jest miasteczkiem zamożnym, świetnie podniosło się po wojnie trzydziestoletniej. Prężnie działających kupców, rzemieślników i mamy gromadzone w związku z tym dobra. A wiemy, że dobra materialne zaczynają być zalążkiem konfliktów między ludźmi - mówi gościni audycji.

Początek tej historii okazuje się zaskakująco prosty i wyrasta z ludowego zabobonu.

- Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie, od takiego zabobonu, o którym wiedzieli wszyscy i który stosowali też wszyscy. Ale jedna pani miała pecha, że została na tym przyłapana. Chodziło o to, że ludzie wierzyli, że krowa, która przestaje dawać mleko, uraczona hostią podaną na chlebie zaczyna dawać tego mleka więcej. Nikt nie myślał, żeby tę krowę lepiej karmić, ale załatwiano to w ten sposób - czyli zabobon. No i mamy Niedzielę Palmową przed Świętami Wielkanocnymi 1678 roku. Konkretna pani - Maryna Suchowa ze wsi Vernířovice podczas komunii kradnie komunikant. Ta kobieta robi to nie dlatego, że jej się nudziło, nie znała nawet określenia magia, była prostą kobietą. Za pomoc miała obiecane coś do jedzenia. Ona marzyła o tym, żeby po miesiącach głodowania najeść się do syta i to skłoniło ją do tego, aby ukraść tę komunię, ukraść dla innej kobiety, która chciała na kawałku chleba podać ją swojej krowie - mówi gościni audycji "Brakująca Połowa Dziejów".

Do dziś nie ma pełnej pewności, jak dokładnie ruszył cały łańcuch wydarzeń. Najbardziej prawdopodobne jest jednak, że wszystko zaczęło się od donosu ministranta.

- Nie do końca wiemy, jak to było. Najbardziej prawdopodobny jest fakt, że ksiądz, który odprawiał nabożeństwo, ksiądz Schmidt, spotkał tę kobietę płaczącą w zakrystii. Bo całą tę sytuację, gdy ona wypluwała na lnianą chusteczkę, zobaczył ministrant, który powiedział to kościelnemu. Kościelny zastanawiał się, co z tą kobietą zrobić. Ten kościelny nie był głupią osobą-- wiedział, że to praktyka stosowana nagminnie. I albo zgłosił to księdzu, albo ksiądz zobaczył tę kobietę w zakrystii. Ale w każdym razie - wydało się - mówi gościni audycji.

Posłuchaj audycji w Trójce:

Autentyczne postaci w książce

W książce ważne miejsce zajmują autentyczne postaci, w tym ksiądz Krzysztof Lautner, który stanął w obronie kobiet.

- Jest postać autentyczna, dziekan Krzysztof Lautner, jest jego gospodyni, Zuzanna Voglickowa. Najpierw spłonie Zuzanna, a potem spłonie Krzysztof Lautner, to są prawdziwe postacie, które w trakcie tych procesów o czary w 1678 roku zostaną skazane niesprawiedliwymi wyrokami i niestety spalone na stosie - mówi Raspen.

Dobre imię Lautnera zostało przywrócone dopiero po ponad trzech stuleciach.

- Kiedy moja książka szła do druku, arcybiskup Ołomuńca wystosował list do wiernych po 300 latach, gdzie Kościół przyznaje cześć Krzysztofowi Lautnerowi, dziekanowi, który stanął po stronie kobiet (...) O innych ofiarach mało kto pamięta, to są w dużej mierze ofiary anonimowe. Więc korzystając z dorobku czeskich badaczy, stworzyłam listę. Listę kobiet i mężczyzn, aby w świadomości moich czytelników zaistnieli - puentuje gościni audycji.

Czytaj także:

Mateusz Wysokiński