Od seriali po Sylvię Plath. O Mirze Michałowskiej w "Brakującej Połowie Dziejów"
Mira Michałowska przez lata była jedną z tych kobiet, których twórczość znała cała Polska, choć niewielu naprawdę wiedziało, kim była. Autorka "Wojny domowej", tłumaczka Hemingwaya i Sylvii Plath, współtwórczyni wielu telewizyjnych innowacji i znakomita publicystka. Kobieta światowa, a zarazem błyskotliwa obserwatorka PRL-owskiej codzienności. O jej życiu i działalności w audycji "Brakująca Połowa Dziejów" opowiadała Monika Ksieniewicz-Mil, autorka niedawno wydanej biografii Michałowskiej.
O Mirze Michałowskiej w "Brakujacej Połowie Dziejów".
Foto: PAP
W najnowszym wydaniu audycji "Brakująca Połowa Dziejów" Anna Kowalczyk przybliżyła postać Miry Michałowskiej - jednej z najbardziej fascynujących i niedocenionych postaci polskiej kultury powojennej. O autorce "Wojny domowej", tłumaczce Hemingwaya i Sylvii Plath oraz współtwórczyni telewizyjnych innowacji opowiadała autorka jej biografii, Monika Ksieniewicz-Mil.
O Mirze Michałowskiej. Rozmowa z autorką jej biografii
Jak podkreśla Monika Ksieniewicz-Mil, Michałowska do dziś najmocniej kojarzona jest z "Wojną domową", choć sam serial wyrósł z publikowanych wcześniej felietonów.
- Mira Michałowska była przede wszystkim autorką "Wojny domowej", która, zanim powstał serial TVP, była felietonem w "Przekroju", a potem ukazały się dwie bestsellerowe książki. Kiedyś Mira siedziała przy stoliku w kawiarni TVP i zaczepił ją Gruza, młody wtedy reżyser, nikomu jeszcze nieznany, bo to było przed "Czterdziestolatkiem" i innymi produkcjami. Powiedział: "czy mogłabyś napisać z tego scenariusz? Skoro to jest takie śmieszne, zróbmy z tego serial". No i Mira napisała dialogi i scenariusz, który później tworzyli razem z Gruzą - mówi gościni Trójki.
Zdaniem Ksieniewicz-Mil "Wojna domowa" była jednym z najbardziej nowatorskich seriali swoich czasów.
- Tak powstał pierwszy taki satyryczny slapstickowy sitcom. Bo były przedtem seriale, "Jan i Barbara" to był taki "Klan". Bo były też seriale na poważnie czy historyczne. Ale „Wojna domowa” była o tyle innowacyjna, że Mira wszystkie rzeczy, które widziała w USA i Wielkiej Brytanii, włożyła do "Wojny domowej". Czyli muzyka na żywo - Magdalena Zawadzka, genialna aktorka, gra Simonę Grabczyk i jeszcze tańczy do własnej aranżacji. Jest uwaga, paździerzowa, z papieru i dykty scenografia (...) potem były żarty: "czy ma Pani może chleb dla konia". Potem wszystkie te takie dzwonienia, bohater myśli i mu dzwoni, tak jak w kreskówce. Było wiele, wiele rzeczy, których nikt nie widział wcześniej w Telewizji Polskiej - mówi Monika Ksieniewicz-Mil
Mimo że serial pozostaje tym, z czym Mira Michałowska kojarzona jest najmocniej, trudno zamknąć jej działalność wyłącznie w tych ramach.
- To jest coś, z czego ona jest najbardziej znana. I to trochę jest krzywdzące, bo zrobiono z niej satyryczkę, autorkę lekkich felietonów. Przed "Wojną domową" Mira stworzyła format pierwszego polskiego autorskiego talk show. Był wzorowany na francuskim "Tele Paris", jednak miał dużo takich polskich cech. Na przykład to, że była jedna prowadząca. Mira mi to opowiadała, że nie mogli znaleźć dobrej prowadzącej, bo radio było dominującym medium. Wszyscy żyli radiem, wszyscy chodzili do radia, wszyscy słuchali radia. Radio to było coś, a telewizja dopiero raczkowała. Nikt tak naprawdę nie wiedział, co to będzie. Nikt się do tej telewizji nie pchał. No i Mira znalazła nieznaną dziennikarkę z Krakowa, która przyjechała z "Dziennika Krakowskiego" do Warszawy i została korespondentką radiową w Sejmie. I wydawało się jej, że złapała Boga za nogi, że nie chce ona zostawiać tej pracy dla telewizji. I Mira ją przekonywała: " najwyżej nikt nie będzie tego oglądać, nie bój się". I potem okazało się, że Irena Dziedzic przerosła sławą "Wojnę domową", a nawet wystąpiła w jednym z odcinków - mówi gościni audycji "Brakująca Połowa Dziejów".
Posłuchaj audycji w Trójce:
- Brakująca Połowa Dziejów
- Mira Michałowska - kobieta światowa i błyskotliwa obserwatorka PRL-owej codzienności
Teatr i literatura
Jak podkreśla gościni Anny Kowalczyk, autorka znana była także ze swoich adaptacji teatralnych.
- Sama pisała sztuki, ale też tłumaczyła i robiła adaptacje, także dla Polskiego Radia. Ale nie tylko sztuki z wyższego „C” typu „Idy marcowe”, ale też teatr sensacji "Kobra". Szukałam odpowiedników na świecie i okazuje się, że Polska była fenomenem, nie było czegoś takiego, nawet w krajach demoludów - mówi Monika Ksieniewicz-Mil
Sama Michałowska była także bardzo istotną postacią, jeśli chodzi o tłumaczenia literackiej klasyki.
- Tłumaczka, przede wszystkim dobrej literatury. Przede wszystkim Ernesta Hemingwaya, kiedy po odwilży można było coś amerykańskiego przetłumaczyć. Ale znudziły ją polowania i cygara i oddała to Kazimierzowi Zielińskiemu. A ona, biorąc to jakoś za punkt honoru, bo trudno powiedzieć, że Mira uważała się za feministkę czy sufrażystkę, chciała tłumaczyć kobiety. Bo ta literatura jest innego rodzaju. (...) Za głębokiego PRL przetłumaczyła nieznane książki Joan Didion. (...) Sylvia Plath, oczywiście "Szklany klosz". Do dziś wydawnictwo Marginesy wydaje w tłumaczeniu Miry Michałowskiej.
- Anna Dudzińska i Michał Matus z Grand PiK 2026. Sukces podcastu o Heweliuszu
- Międzynarodowa Nagroda Bookera dla powieści z Tajwanu za emocjonalną głębię
Mateusz Wysokiński