Po co USA Grenlandia? - mówi nam dr Damian Szacawa z Instytutu Europy Środkowej

Grenlandia to autonomiczne terytorium Królestwa Danii. Prezydent USA Donald Trump, w ostatnich dniach, coraz ostrzej wypowiada się o konieczności przejęcia przez Stany Zjednoczone tej strategicznie położonej wyspy. Czym to grozi? - mówi nam dr Damian Szacawa, adiunkt w Instytucie Nauk o Polityce i Administracji UMCS oraz kierownik Zespołu Bałtyckiego Instytutu Europy Środkowej w Lublinie.

Po co USA Grenlandia? - mówi nam dr Damian Szacawa z Instytutu Europy Środkowej

Dr Damian Szacawa, Instytut Europy Środkowej.

Foto: Instytut Europy Środkowej

- Donald Trump interesował się Grenlandią już w czasie swojej pierwszej kadencji - mówi dr Damian Szacawa wskazując, że nie jest to nowy pomysł. Od stycznia 2025 roku, początku drugiej kadencji, prezydent Stanów Zjednoczonych wracał do tego tematu wielokrotnie. Groźby przejęcia kontroli nad wyspą nasiliły się po tym, jak w nocy z 3 na 4 stycznia 2026 r., amerykańskie siły specjalne uprowadziły prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro wraz z małżonką z ich domu. Donald Trump oświadczył, że będzie miał Grenlandię w ten, czy inny sposób.

Posłuchaj audycji Trójki:

W chwili publikacji tego artykułu w Waszyngtonie trwa spotkanie ministrów spraw zagranicznych Danii Lars Lokke ⁠Rasmussen i szefowej dyplomacji Grenlandii Vivian Motzfeldt z wiceprezydentem USA J.D. Vance'm oraz sekretarzem stanu Marco Rubio. Rozmowy mają dotyczyć napiętej sytuacji wokół Grenlandii i wypowiedzi Donalda Trumpa o jej możliwym przejęciu.

Po co USA Grenlandia?

Grenlandia jest największą - niebędącą kontynentem - wyspą na kuli ziemskiej. Jest położona na styku Oceanu Atlantyckiego i Oceanu Arktycznego. Zamieszkuje ją około 57 tys. osób. Większość jej terytorium pokrywa lądolód. Ze względu na zmiany klimatyczne lodowce na Grenlandii bardzo szybko się cofają, odsłaniając dostęp do bogactw naturalnych wyspy i otwierając nowe drogi dla transportu.

- Donald Trump wskazuje na strategiczne położenie Grenlandii dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Topnienie lodu arktycznego pozwoli w przyszłości na korzystanie z nowych dróg morskich. Ich kontrola będzie istotna z punktu widzenia geostrategicznej rywalizacji z Chinami i Rosją - tłumaczy dr Damian Szacawa. - Drugą kwestią są, występujące na wyspie, złoża rzadkich minerałów, niezbędnych do rozwoju zaawansowanych technologii. Stany Zjednoczone intensywnie poszukują pierwiastków ziem rzadkich, których wydobycie i przetwarzanie nie jest kontrolowane przez Chiny. Grenlandia ma ogromne zasoby pierwiastków ziem rzadkich - w tym 43 z 50 krytycznych pierwiastków ziem rzadkich. Surowce te są kluczowe do produkcji pojazdów elektrycznych, turbin wiatrowych, satelitów - wymienia ekspert.

Dodaje jednocześnie, że Stany Zjednoczone  od 1951 roku mają możliwość - na podstawie umowy z Danią - do wykorzystania Grenlandii jako strategicznego miejsca do monitorowania aktywności państw wrogich: Chin i Rosji w Arktyce, a w ostatnich latach są zachęcani do inwestowania w wydobycie surowców. - Na ten moment jest to jednak nieopłacalne. Grenlandię w dalszym ciągu pokrywa gruba warstwa lodu - zaznacza.


Grenlandia. Grenlandia.

Czy Rosja i Chiny ostrzą zęby na Grenlandię?

Amerykanie twierdzą, że chcą przejąć wyspę, aby uprzedzić działania Rosji i Chin. Czy tak rzeczywiście jest? - Rosja kontroluje około połowy terytoriów w Arktyce, jest tam obecna od zawsze. Co innego Chiny. One wskazują dość przewrotnie, że wszystko co się dzieje w Arktyce w związku ze zmianami klimatu, ma wpływ także na państwa, które znajdują się daleko od bieguna. Są zainteresowane nowymi szlakami drogami morskimi - tzw. Polarnym Jedwabnym Szlakiem, dostępem do złóż pierwiastków - tłumaczy dr Damian Szacawa i przypomina, że Chińczycy chcieli w przeszłości inwestować na wyspie w kopalnie i infrastrukturę, ale zostało to zablokowane przez Kopenhagę  

51 stan USA

Randy Fine, republikanin z Florydy, złożył w Kongresie projekt ustawy wprowadzającej przepisy pozwalające na przekształcenie Grenlandii w 51 stan USA. Zdaniem dr Damiana Szacawa nie jest to takie proste. - To długi i skomplikowany proces. Przypadki terytoriów stowarzyszonych z USA takich, jak Portoryko, które chciałyby stać się kolejnym stanem Stanów Zjednoczonych pokazują, że to nie jest ani łatwe ani oczywiste - mówi ekspert i podkreśla, że nie ma jasności, co tak naprawdę Donald Trump zamierza zrobić.

- Prezydent USA wysyła jedne komunikaty, ludzie z jego otoczenia wysyłają inne. Trochę to przypomina zabawę w złego i dobrego policjanta. Jakby to był element gry lub celowa strategia negocjacyjna – przyznaje specjalista. - Wcale nie jest powiedziane, że Stany Zjednoczone chcą uczynić z Grenlandii ten 51 stan. Z wypowiedzi Donalda Trumpa wynika, że USA chcą mieć zagwarantowane prawo, aby móc w pełni korzystać z geostrategicznego położenia wyspy i wysyłać tam tyle sił i zasobów, ile chcą, bez pytania kogokolwiek o zgodę. Podobnie chcą mieć nieograniczony dostęp do pierwiastków, prawo własności w skrócie - tłumaczy.

Możliwe scenariusze

Jak wynika z przeprowadzonych w zeszłym roku badań Grenlandczycy opowiadają się za uzyskaniem niepodległości od Danii, ale nie chcą jednocześnie stać się częścią USA. Jakich środków mogą USA, aby dopiąć swego?

- Mogą w dalszym ciągu wywierać presję dyplomatyczną na Kopenhagę poprzez bezpośrednie wypowiedzi, albo posty w mediach społecznościowych. Jak chociażby ostatnia publikacja Katie Miller - żony zastępcy szefa sztabu D. Trumpa, która na swoim profilu zamieściła zdjęcie przedstawiające Grenlandię z nałożoną na nie flagą Stanów Zjednoczonych i podpisem: tak będzie już wkrótce - wymienia dr Damian Szacawa i podkreśla, że wywieranie presji na bardzo bliskiego sojusznika, państwo członkowskie NATO jest niedopuszczalne i niepokoi także inne państwa europejskie, w tym Polskę, która wspiera Duńczyków w ochronie ich interesów.

Jednym ze środków nacisku mogą być sankcje ekonomiczne. - Duńczycy mają kilka istotnych spółek międzynarodowych zajmujących się np. transportem morskim, energetyką odnawialną czy produkcją leków. To są konkretne podmioty, w które USA mogą uderzyć, aby zmusić ją do ustępstw - dodaje.

- Nie można tez wykluczyć użycia sił zbrojnych, chociaż nie jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz - przyznaje ekspert.

- To, co moim zdaniem będzie się działo, to tzw. wbijanie klina. Stany Zjednoczone kontaktują się bezpośrednio z politykami na Grenlandii, omijając Kopenhagę. Na wyspie jest amerykańskie przedstawicielstwo i specjalny wysłannik USA ds. Grenlandii - Jeff Landry - wymienia specjalista. Grenlandia jest uzależniona od środków finansowych przekazywanych z Danii kontynentalnej. Jak podkreśla dr Damian Szacawa obecnie Amerykanie prowadzą na wyspie inwestycje, które mają stanowić marchewkę dla lokalnej społeczności. - Subsydia, bonusy finansowe - to wszystko może być zachętą i środkiem do zmiany podejścia miejscowych. Jest to jednak scenariusz długoterminowy. Pytanie, czy Donald Trump lubi czekać? - dodaje.

Czy grozi nam rozpad NATO?

Zdaniem dr Damiana Szacawy ten scenariusz jest możliwy. - NATO jest sojuszem obronnym, który bazuje w dużej mierze na zdolnościach wojskowych państw członkowskich i zaufaniu. Mamy kwestie budowania interoperacyjności, poprzez różnego rodzaju ćwiczenia wojskowe, które mają odstraszać potencjalnych przeciwników. Ale tu mówimy o sytuacji, w której może dojść do agresji pomiędzy państwem, które jest filarem NATO a innym państwem członkowskim. W tym kontekście istnienie sojuszu może być zagrożone poprzez to, że zostanie podważone zaufanie pomiędzy sojusznikami - tłumaczy ekspert.

- Polska traktuje Stany Zjednoczone jako gwaranta bezpieczeństwa państw Europy Środkowej. Z punktu widzenia polityki zagranicznej byłoby bardzo źle, gdybyśmy zostali zmuszeni do opowiedzenia się po którejś ze stron - przyznaje.

- Dania jest państwem założycielskim NATO. Duńczycy byli na każdej misji USA, czy to realizowanej zgodnie z mandatem Rady Bezpieczeństwa czy też bez, wspierali Stany Zjednoczone zarówno w Iraku, jak i Afganistanie. Mają podpisaną umowę o współpracy w zakresie obronności, na mocy której mają prawo do rozlokowania swoich wojsk na terytorium Danii - przypomina i podkreśla, że to co się dzieje obecnie wewnątrz NATO jest bardzo na rękę Rosji i Chinom.

Puszka Pandory

Kryzys zaufania do sojuszu i potencjalny rozpad NATO rodzą pytanie o losy mniejszych i średnich państw. - W Europie Środkowej mamy w zasadzie jednego, wspólnego wroga, w walce z którym każde z państw w pojedynkę jest słabsze. Np. Ukraina - gdyby nie pomoc Zachodu, zapewne dawno zostałaby zmuszona do przyjęcia rosyjskich warunków - mówi dr Damian Szacawa i dodaje, że konsekwencją takiego scenariusza mógłby być powrót do XIX wiecznej koncepcji, kiedy o strefach wpływów decydowały wielkie mocarstwa. - Przy czym w tym momencie mówimy o koncercie mocarstw, w którym nie ma miejsca zarówno dla Unii Europejskiej, jak i dla któregokolwiek państwa europejskiego. Są za to USA, Rosja, Chiny i być może jeszcze kilka innych krajów z tak zwanego globalnego południa - tłumaczy.

- Możemy się liczyć nie tylko z próbami rozbicia NATO, ale również z rozbijaniem Unii Europejskiej, pewnego rodzaju przyciąganiem niektórych państw europejskich na stronę tych głównych mocarstw. Coś, co obserwujemy dziś na przykładzie relacji Węgier i Rosji - mówi.

- Gdyby doszło do przejęcia Grenlandii przez Stany Zjednoczone, otworzyłoby to puszkę Pandory, której wieko próbowała uchylić Rosja. Możemy sobie wyobrazić mnóstwo innych działań, które będą podejmowane przez główne mocarstwa w stosunku do mniejszych państw. Jeśli USA zajmą Grenlandię, to co stanie na przeszkodzie Chinom w zajęciu Tajwanu? Państwa Zachodnie mają obowiązek wymagać od innych państw przestrzegania prawa międzynarodowego. Zasada suwerenności, integralności terytorialnej, nienaruszalności granic - to jest porządek, który został zbudowany po 1945 roku, który miał być nadzorowany przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. A tu mówimy o sytuacji, w której potencjalnym agresorem może być jedno z mocarstw, które miały stać na straży tego porządku - podkreśla specjalista.

Co dalej?

Grenlandia uzyskała status autonomii w 1979 roku. Obowiązujące od 2009 roku prawo daje jej możliwość ogłoszenia niepodległości pod warunkiem zatwierdzenia jej w referendum przez mieszkańców wyspy oraz duński parlament. Wiosną w wyborach parlamentarnych zwyciężyła liberalna partia Demokraci. Ugrupowanie opowiada się za niepodległością, jednak dopiero po osiągnięciu przez Grenlandię niezależności gospodarczej. - Decyzja o przyszłości wyspy należy do Grenlandczyków, w mniejszym stopniu do Duńczyków - mówi dr Damian Szacawa. - Nie jest wykluczone, że Stany Zjednoczone będą na tyle atrakcyjnym inwestorem, na tyle ważnym partnerem, że Grenlandczycy - po tym jak postanowią ogłosić niepodległość - w jakiś sposób się z nimi stowarzyszą. Będzie to jednak ich autonomiczna decyzja. Na ten moment nie ma na to zgody.