Dziś 1 kwietnia - dzień żartów, psikusów, zmyślonych historii i urodzin Trójki
Dlaczego oszukujemy właśnie 1 kwietnia? Skąd wzięła się ta tradycja? Co sprawia, że lubimy nabierać innych? Jakie były najsłynniejsze żarty w historii mediów? I jak to jest, że tego dnia Program Trzeci Polskiego Radia obchodzi urodziny?
Kadr z materiału BBC przedstawiający szwajcarską rodzinę zbierającą makaron z drzewa spaghetti.
Foto: BBC Archive/YouTube
Figle poprawiają humor i rozluźniają atmosferę, zbliżają ludzi do siebie. Mówi się jednak, że dobry dowcip to taki, z którego wszyscy się śmieją - powinien być więc niewinny, nieszkodliwy i szybko zrozumiany. W prima aprilis kreatywność nie zna granic.
- Zapraszamy do Trójki - popołudnie
- Koncert w Trójce: Basia Małecka z zespołem na żywo. Tak świętowaliśmy 63. urodziny Trójki
Drzewo spaghetti
To jeden z najsłynniejszych żartów w historii telewizji. W 1957 roku brytyjska stacja telewizyjna BBC w programie "Panorama" wyemitowała materiał o szwajcarskich rolnikach, którzy rzekomo uprawiali drzewa, na których rosło spaghetti. Pokazano członków rodziny zdejmujących długie nitki ugotowanego makaronu z gałęzi i wkładających je do koszyków. Narrator poważnym głosem skomentował, że to "świetny rok na zbiory".
Ten rodzaj makaronu był mało znany w Wielkiej Brytanii w latach 50., dlatego wiele osób dało się nabrać. Po emisji do stacji zadzwoniły setki widzów z pytaniem, jak wyhodować własne drzewo spaghetti. Pracownicy stacji żartobliwie sugerowali, aby włożyć nitkę spaghetti do puszki z sosem pomidorowym i cierpliwie czekać.
Różne określenia - jedno święto
Nazwa używana w Polsce wzięła się od łacińskiego określenia "prima dies aprilis", czyli "pierwszy dzień kwietnia". Święto to obchodzone jest w wielu państwach, jednak nie wszędzie nazywa się je tak samo. W Wielkiej Brytanii i krajach anglosaskich nazywane jest "Dniem Głupca". Przyjęło się, że żarty można robić tylko do południa - ten, kto robi je po godzinie 12:00 nazywany jest głupcem, a jego dowcip się nie liczy. We Francji, Włoszech, Belgii, francuskojęzycznej części Szwajcarii oraz Kanadzie to "Dzień Kwietniowej Ryby". Nazwa wzięła się od zwyczaju potajemnego przyklejania do pleców innych osób - kolorowych rybek wyciętych z papieru.
W Szkocji święto jest obchodzone przez dwa dni. Pierwszego dnia odbywa się tzw. "polowanie na głupca". W przeszłości proszono wytypowaną osobę o dostarczenie zapieczętowanej wiadomości zawierającej prośbę o pomoc do konkretnego adresata. Ten, po przeczytaniu informacji, odsyłał posłańca do kolejnej osoby. Trwało to, dopóki posłaniec nie zorientował się, że padł ofiarą psikusa. Dziś nadal wysyła się ludzi na zmyślone misje. Drugiego dnia natomiast przykleja się nieświadomym ofiarom do pleców karteczki z napisem "kopnij mnie".
Skąd się wziął prima aprilis?
Najprawdopodobniej jego korzenie sięgają czasów starożytnych. Dokładne pochodzenie tego święta nie jest jednak do końca znane.
Według jednej z hipotez obyczaj ten wywodzi się od uroczystości Cerealiów, którą Rzymianie obchodzili w połowie kwietnia ku czci bogini urodzaju Ceres. Ceres była matką Prozerpiny, uprowadzonej przez boga świata podziemnego Hadesa i zmuszonej do zostania jego żoną. Jej cykliczny powrót na ziemię cieszył matkę i zwiastował nadejście wiosny.
Inna teoria głosi, że dzień żartów związany jest z reformą kalendarza we Francji. W 1564 roku król Karol IX Walezjusz wprowadził jednolitą datę Nowego Roku dla całego państwa, ustalając ją na 1 stycznia. Do tego momentu - w zależności od regionu - Nowy Rok świętowany był od Bożego Narodzenia do przełomu marca i kwietnia, co powodowało utrudnienia administracyjne w królestwie. Ponieważ informacje docierały z opóźnieniem, wiele osób świętowało nadejście nowego roku według dotychczasowej tradycji. Robienie im psikusów z czasem przekształciło się w obyczaj, jakim jest "Dzień kwietniowej Ryby".
Do Polski prima aprilis dotarł w XVI wieku z Europy Zachodniej, a sto lat później na stałe się upowszechnił.
Zdaniem dr Beaty Maksymiuk, kulturoznawcy z Katedry Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie ten dzień najlepiej rozumieć jako cześć szerszego zjawiska. - W wielu kulturach, niezależnie od siebie, pojawiały się rytuały związane z końcem zimy i nadejściem wiosny. Towarzyszył im śmiech, chaos i odwrócenie norm - mówi w rozmowie z Polską Agencją Prasową.
- To były momenty, kiedy można było "na chwilę zawiesić świat" - pozwolić sobie na coś, co na dzień byłoby niedopuszczalne. I właśnie w tym sensie prima aprilis jest rytuałem przejścia: z zimy do wiosny, z porządku do chwilowego chaosu - dodaje.
Trójka urodziła się w prima aprilis
Pozytywne emocje, radość, lekkość, często towarzyszą nam 1 kwietnia. To idealny dzień na urodziny - tego dnia obchodzi je Program Trzeci Polskiego Radia. Także w tym przypadku, nie obyło się bez psikusa.
Jak podają źródła, Trójka rozpoczęła nadawanie w niedzielę 1 kwietnia 1962 roku. Pierwszą audycją miał być "Mój magnetofon" Mateusza Święcickiego. Nic bardziej mylnego. W trwającym zaledwie trzy godziny Programie Trzecim nadano tego dnia "Audycję primaaprilisową" Juliusza Głowackiego i Tadeusza Kubiaka oraz "Chwilę szczerości" Wandy Krajewskiej. "Mój magnetofon" zadebiutował dopiero 22 kwietnia. Skąd to zamieszanie? Prawdopodobnie taśma, na której zarejestrowano audycję została błędnie skatalogowana pod numerem pierwszym. Ale to nie koniec zamieszania. Program Trzeci Polskiego Radia naprawdę wystartował trzy tygodnie wcześniej - 10 marca. Dlaczego więc za datę urodzin przyjęto prima aprilis? Nie wiadomo. Być znajdowała się ona w dokumencie nadającym Trójce formalny charakter. Być może tego dnia świętowano powstanie nowej anteny, a być może zwyczajnie ktoś coś pomylił i dzięki temu 1 kwietnia zyskał nowe znaczenie.
Magdalena Hejna, IAR, PAP