Psycholożka o ostatnich atakach w szkołach: Żadne dziecko nie rodzi się złe
Co musi wydarzyć się w psychice młodego człowieka, żeby zaczął postrzegać przemoc jako sposób rozwiązania swoich problemów? Rozmawiamy z Justyną Żukowską-Gołębiewską, psycholożką, psychotraumatolożką.
Dzieci funkcjonują w świecie, który my stworzyliśmy./ Foto: Shutterstock/Oksana Mizina
Justyna Żukowska-Gołębiewska jest specjalistką przeciwdziałania przemocy a także współautorką i koordynatorką główną Programu Profilaktycznego Godzina dla MŁODYCH GŁÓW Fundacji UNAWEZA
Polecane audycje
Przyczyny nie zawsze są logiczne
- Odpowiedź na pytanie, co jest powodem, że młodzi ludzie uciekają się do przemocy, jest bardzo złożona - mówi Justyna Żukowska-Gołębiewska. - Zwykle zbiega się wiele okoliczności naraz. Oczywiście możemy wyróżnić pewne czynniki ryzyka, jak kryzys psychiczny, przemoc domowa, rówieśnicza czy zaniedbanie ze strony dorosłych, ale nie chciałabym, aby ktoś dziś pomyślał, że wystarczy, że dziecko doświadcza przemocy i to oznacza, że może dokonać zamachu na czyjeś życie. Ważna jest tu też atmosfera, jaką dziecko od małego nasiąka, narracja, której ulega, a która rezonuje z jego poczuciem bezradności, bezsilności, bycia niewidocznym, gorszym. Te i wiele innych okoliczności razem wziętych mogą wpłynąć na zachowania, w których trudno doszukiwać się logiki - tłumaczy ekspertka.
- Ponadto na postawy młodych ludzi może wpływać kontakt z treściami patostreamerów, którzy budują popularność na skrajnie rozhamowanych zachowaniach, często na przemocy i poniżaniu innych. Nastolatek, który czuje się zagubiony, niezaopiekowany i niedoceniany przez otoczenie, może uznać, że to skuteczny sposób na zdobycie uwagi i uznania. Potrzeba sprawczości i zaistnienia jest w tym wieku czymś zupełnie naturalnym, tyle że jeśli młody człowiek nie znajduje dla niej miejsca w domu, w szkole czy wśród rówieśników, zaczyna szukać wzorców tam, gdzie poklask dostaje się za przemoc. A dziecko, które ogląda takie treści i nie ma obok dorosłego, z którym może o nich porozmawiać, nie ma się do czego odnieść - dodaje psycholożka.
- Istotne jest też to, że popełniamy jako dorośli błąd, ignorując pierwsze, małe przekroczenia granic, przez co młodzi ludzie często nie ponoszą konsekwencji swoich zachowań. Mam na myśli takie konsekwencje, które rzeczywiście zmieniałyby ich postawy, a nie takie, które naruszają tożsamość, zawstydzają czy wpływają na ich postrzeganie samych siebie - wyjaśnia.
- Pamiętajmy również, że nastolatki nie żyją w próżni. Owszem, możemy mieć poczucie, że nie mamy wpływu na obce dziecko, ale mamy wpływ na swoje dziecko, na to, co ono robi, ale także na to, czy sami - naszym zachowaniem i wypowiedziami - nie wzmacniamy w nim niewłaściwych postaw - dodaje.
- Podsumowując: mamy czynniki biologiczne, wynikające z etapu rozwoju młodego człowieka, zaburzeń rozwojowych, stanu zdrowia itp. Następnie czynniki psychologiczne, czyli temperament, wrażliwość, trudności z regulacją emocji, które mniej lub bardziej predysponują do określonych zachowań. Są też czynniki społeczne, czyli to, co my robimy jako otoczenie, na ile młody człowiek czuje się zaopiekowany, jak dbamy o jego bezpieczeństwo, jak go wychowujemy, jakie wartości mu przekazujemy. I wreszcie czynniki systemowe - czyli m.in. konkretne rozwiązania prawne pozwalające zwiększyć bezpieczeństwo dzieci z różnych środowisk nie tylko w szkole, ale i w środowisku cyfrowym. Jeśli wszystkie te czynniki się skumulują, bardzo istotnie podnoszą ryzyko zachowań przemocowych - mówi Justyna Żukowska-Gołębiewska.
Czy sprawcy ataków wysyłają wcześniej sygnały?
Z badań amerykańskiej psycholog sądowej i profesor kryminologii Jillian Peterson wynika, że ponad 80 proc. najmłodszych sprawców masowych strzelanin w USA (w wieku do 20 lat) ujawniło wcześniej swoje zamiary, także w internecie. - Dzieciaki faktycznie dają wcześniej takie sygnały: czasem w żartach, czasem ujawniają swoje myśli na czatach podczas gry albo w relacjach online - wymienia Justyna Żukowska-Gołębiewska.
- Nie zawsze są one wyrażane w sposób bezpośredni. Warto się jednak zastanowić, jeśli zauważymy radykalizację poglądów u naszych dzieci, nagłą zmianę ich postaw, niespójność między wartościami prezentowanymi w domu a ich przekonaniami - podkreśla ekspertka i dodaje, że nawet jeśli ich wypowiedzi w pierwszej chwili nie wydają się przemyślane i są odbierane jako dowcip, warto potraktować je poważnie.
Dziecko ma tylko nas i jeśli okażemy się bierni, bezradni, bezsilni, zostanie ze swoimi trudnościami samo.
Dzieci nie rodzą się złe
- Moim zdaniem, jako społeczeństwo mamy zbyt dużą tolerancję dla tego, co nazywamy żartem i nie jest to wyłącznie kwestia rozhamowania młodych ludzi. Wystarczy przeczytać komentarze pod postami, które mówią o ostatnich atakach w szkołach. Wypowiadają się w nich ludzie, którzy nie zostawiają suchej nitki ani na rodzicach, ani na dzieciakach, chociaż jeszcze nie wiemy, co faktycznie sprawiło, że sprawcy postąpili w ten sposób - mówi psycholożka. - Społecznie dajemy duże przyzwolenie na przemoc w internecie czy na ulicy. Nie reagujemy na niewłaściwe zachowania, bo albo się boimy, albo nie chcemy się wtrącać. Tymczasem swoją postawą modelujemy zachowania dzieci. Jeśli nie interweniujemy odpowiednio wcześnie na mikroprzekroczenia, one eskalują, a potem mówimy, że to z dziećmi jest coś nie tak, że to jest takie pokolenie, że nie ma dla nich świętości - tłumaczy Justyna Żukowska-Gołębiewska. - Żadne dziecko nie rodzi się złe. Każde natomiast dorasta w świecie, który my mu tworzymy. Internet na przykład. Daliśmy dzieciom smartfony, nie zastanawiając się, czy to jest dla nich dobre. Wpuściliśmy je do świata cyfrowego bez wystarczającej refleksji nad ich bezpieczeństwem, a teraz mamy do nich pretensje, bo przecież powinny wiedzieć, co robią. Owszem - ponoszą pewną odpowiedzialność, ale nieporównywalnie mniejszą do tej, jaką my jako dorośli ponosimy - podkreśla.
- Zastanówmy się więc, czy na pewno mamy dobrą relację z naszym dzieckiem, czy wiemy, co ono faktycznie robi w sieci, czy kontrolujemy ile czasu tam spędza, wreszcie czy dziecko nie tylko wie, że może do nas przyjść, gdy będzie miało problem, ale naprawdę czuje, że będzie to dla niego bezpieczne, bo zdążyło już poznać nasze reakcje - dodaje ekspertka.
Przykład idzie z góry
- Nie da się zbudować bliskości z dnia na dzień, tylko dlatego, że w szkołach pojawiły się akty przemocy. Najpierw powinniśmy się skupić na stworzeniu w naszym domu nowej kultury komunikacji. Na pokazaniu, że mamy zero tolerancji dla przemocy i że to przede wszystkim dotyczy nas samych. Nie zapominajmy, że zanim dojdzie do rozmowy, potrzebna jest odpowiednia atmosfera i relacja, która jest bezpieczna - zaznacza Justyna Żukowska-Gołębiewska i dodaje, że warto zaprosić dzieci do współodpowiedzialności za dom, bo to buduje w nich poczucie sprawczości.
- Bądźmy też autentyczni. Usiądźmy z tym młodym człowiekiem i powiedzmy: wiesz, zdaję sobie sprawę, że zawiodłem w wielu obszarach, że wielu rzeczy nie traktowałem poważnie, działałem z poziomu obaw, ale musimy wprowadzić jakieś zmiany, tak nie może dłużej być - sugeruje.
Nie każdego rodzica stać na taką refleksję, ale, jak podkreśla ekspertka, nie ma innej możliwości. - Aby móc faktycznie wspierać dzieci w kryzysie, rodzice powinni zacząć od weryfikacji własnych postaw i zachowań. Jeśli ktoś chce odpowiedzialnie podejść do tej sytuacji i być uważnym dorosłym, to musi umieć zauważać także swoje niedociągnięcia - wyjaśnia ekspertka.
Nie bądźmy bierni
Często rodzice mówią: "nie mam wpływu na dziecko i tak robi to, co chce". - Ja odpowiadam - jeśli rezygnujesz z wpływu wychowawczego, oddajesz dziecko na wychowanie światu - tłumaczy psycholożka.
- Przywracanie tego wpływu niesie za sobą konieczność zmiany nastawienia, poświęcenia czasu i często organizacji życia. A to jest trudne. Nic nie zadzieje się tylko dlatego, że raz na tydzień zwrócimy dziecku uwagę. Przywykliśmy do łatwych rozwiązań, a tymczasem czasami trzeba przez dłuższy czas wcześniej wychodzić z pracy. Tak - ma to swoją konsekwencję, np. mniej pieniędzy, ale jeśli chcemy faktycznie mieć wpływ na wychowanie dziecka, bywa, że nie ma innego wyjścia. Być może nie zrobimy czegoś tylko dla siebie, ale spędzimy czas z dzieckiem, dowiemy się z kim się przyjaźni i co się u niego dzieje - przyznaje.
- Szukajmy pomocy, także poza gabinetami. Ośrodki dla dzieci i młodzieży działające w ramach I stopnia referencyjnego NFZ przyjmują bez skierowania, a do tego organizacje pozarządowe mają całą masę dobrych narzędzi, choćby bezpłatne webinary dla rodziców. Na stronie Fundacji Życie Warte Jest Rozmowy można bezpłatnie i anonimowo napisać do specjalisty, jest tam też osobna ścieżka dla rodziców, których dziecko jest w kryzysie. Fundacja Twarze Depresji oferuje dzieciom i młodzieży bezpłatne konsultacje psychologiczne, również online, a warszawska Fundacja Sto Pociech ma pulę bezpłatnych konsultacji dla rodziców. Włóżmy trochę wysiłku, poszukajmy też grup wsparcia. Pamiętajmy, że dziecko ma tylko nas i jeśli okażemy się bierni, bezradni, bezsilni, zostanie ze swoimi trudnościami samo - dodaje ekspertka.
Jeżeli potrzebujesz wsparcia - zadzwoń na bezpłatny, anonimowy, telefon zaufania:
116 111 (dzieci i młodzież);
116 123 (dorośli);
800 702 222 – wsparcie dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym (czynny 24/7);
800 12 12 12 - Dziecięcy telefon zaufania Rzecznika Praw Dziecka;
Jak rozmawiać z dziećmi o przemocy
Na skutek ostatnich aktów przemocy i paniki, która po nich nastąpiła, wielu uczniów bało się pójść do szkoły. Jak uspokoić nasze dziecko, gdy sami nie mamy pewności, co się dzieje? Od czego zacząć rozmowę?
- To, co warto zrobić, to zapytać młodego człowieka o to, czego naprawdę się boi, zaakceptować ten lęk - bo większość z nas też się boi, a dopiero potem razem szukać faktów i rozwiązań. Takie sytuacje uderzają w naszą fundamentalną potrzebę bezpieczeństwa. Bez jej zaspokojenia przetrwamy, ale nie będziemy się rozwijać, bo rozwój jest możliwy głównie wtedy, gdy czujemy się bezpiecznie i faktycznie jesteśmy bezpieczni. Żeby więc młody człowiek mógł wrócić do równowagi, warto zadać mu pytania kontrolne. Czy wie, jakie są procedury bezpieczeństwa w szkole? Czy wie, co w danej sytuacji należy zrobić? Jeśli wie - niech nam o tym opowie - proponuje Justyna Żukowska-Gołębiewska. - W utracie bezpieczeństwa chodzi o to, że nie mamy poczucia sprawczości i kontroli i mózg podpowiada nam, że trzeba zacząć się bać. Szukanie rozwiązań pozwala częściowo odzyskać kontrolę nad sytuacją. Warto dać dziecku te narzędzia. Pokazać, że chociaż nie na wszystko mamy wpływ, to na część rzeczy owszem. Przywrócić mu sprawczość - podpowiada psycholożka. - Mówmy też dzieciom co powinno zwrócić ich uwagę w zachowaniu rówieśników i nie chodzi tu o obarczanie ich odpowiedzialnością za zapobieganie tragediom, ale o taką uważność, która sprawi, że ktoś dostrzeże, że ktoś inny potrzebuje pomocy, i powie o tym zaufanemu dorosłemu - wyjaśnia. - Byłoby fantastycznie, gdyby z tych zdarzeń młodzi ludzie wyciągnęli lekcję wrażliwości - podkreśla.
Presja na wyniki - czy nie przesadzamy?
Czy jako dorośli nie koncentrujemy się zbyt mocno na wynikach w nauce, zachowaniu i osiągnięciach, a za rzadko pytamy dzieci o to, co naprawdę czują?
- Nacisk na oceny nie jest niczym nowym, one zawsze były istotne. Zmieniło się to, że presja na wyniki nie ogranicza się wyłącznie do domu rodzinnego. Płynie ze szkoły, social mediów, od rówieśników. Jest wszechobecna - tłumaczy Justyna Żukowska-Gołębiewska.
- Presja rodziców najczęściej jest wynikiem tego, że rodzice sami ją odczuwają: lęk przed oceną społeczną, tym, że dziecko nie osiągnie w życiu tego, na co je stać. W ich przekonaniach ta metoda pozwala im tak pokierować wyborami życiowymi dziecka, żeby nie musiało być od nich zależne, żeby mogło faktycznie realizować swoje marzenia i cele. Tylko że to jest droga donikąd. Rodzice skupiają się na ocenach, a nie na umiejętności uczenia się, odporności i regulacji emocji, które w szybko zmieniającym się świecie są tak samo ważne, jeśli nie ważniejsze - podkreśla.
- Nie pomoże, gdy powiemy, że oceny się nie liczą, bo to jest nieprawda. One się liczą np. przy zdawaniu na studia, gdy wybieramy liceum. Pytanie tylko, czy dla tego konkretnego dziecka one muszą się liczyć? Bo ono np. jest utalentowane technicznie, muzycznie albo sportowo i być może nie potrzebuje dobrych wyników, wystarczy, że zda - dodaje psycholożka.
Nie wszyscy są w kryzysie
Media od kilku dni alarmują, że mamy kryzys zdrowia psychicznego u młodych ludzi, kryzys relacji, poczucia przynależności. To prawda, ale nie dotyczy to wszystkich.
- To ważne, aby zachować większą czujność i uważność, jeśli chodzi o osoby w kryzysie – sama tworzę programy profilaktyczne, ale nawet według ostrożnych szacunków większość młodych ludzi funkcjonuje bez większych problemów - tłumaczy ekspertka.
- Wielu rodziców to fantastyczni ludzie, którzy być może czasami popełniają jakieś błędy i być może w niektórych aspektach mają obniżone kompetencje rodzicielskie, ale nie na tyle, żeby nie mogli wychowywać swoich dzieci zdrowo i bezpiecznie. Nie dajmy się więc zapędzić do takiego kącika lęku i paniki, w którym pomyślimy, że to jest stracone pokolenie. Bądźmy uważni na dzieci zmieniające radykalnie swoje zachowanie, ale jednocześnie nie pomijajmy tej całej grupy, która funkcjonuje i radzi sobie bardzo dobrze, bo to ona pokazuje osobom zagrożonym strategie radzenia sobie i tworzą relacje pozwalające osobom w kryzysie się odnaleźć. Nie dajmy się zwariować - podkreśla Justyna Żukowska-Gołębiewska.
Redakcja poleca
Źródło: Rozmowa z ekspertem
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Redaktorka
Zajmuje się głównie problematyką społeczną. W centrum jej zainteresowań stoi człowiek i jego historia. Nie boi się tematów trudnych, kontrowersyjnych, bolesnych. Wierzy, że właśnie o nich należy rozmawiać. Oswajać je, bo one nie znikną tylko dlatego, że odwrócimy wzrok. Do dziennikarstwa wróciła po kilku latach przerwy. Wcześniej pracowała w redakcji zagranicznej dziennika „Rzeczpospolita”. Specjalizowała się w sytuacji politycznej na Bałkanach, w szczególności w B. Jugosławii. Mówi m.in. w j. serbskim.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Aby być na bieżąco z informacjami Trójki, obserwuj nas na Facebooku oraz w Wiadomościach Google.