Policjanci z Archiwum X łapią morderców sprzed kilkudziesięciu lat. - Idziemy po was
Czemu przestępcy nie mogą spać spokojnie? Mówi nam st. spec. Tomasz Kołada z Wydziału Przestępstw Niewykrytych Biura Kryminalnego KGP i oficer operacyjny, którego danych nie możemy ujawnić.
Areszt śledczy przy ul. Rakowieckiej w Warszawie/ Foto: Ewa Olow/REPORTER/East News
W ostatnim czasie głośno o kolejnych sukcesach policjantów z Archiwum X. - W dużym skrócie: zajmujemy się sprawami, które dotyczyły najpoważniejszych przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu, i zostały umorzone z powodu niewykrycia sprawcy, a także zaginięciami, jeśli okoliczności wskazują, że mogło dojść do czynu zabronionego, czyli np. zabójstwa - tłumaczy st. spec. Tomasz Kołada. Od kilku lat jest już na emeryturze, ale jak przyznaje - nie potrafi rozstać się z pracą i wspiera śledztwa jako pracownik cywilny.
Jak typowane są sprawy do Archiwum X?
- Mamy przygotowane wykazy. Zdarza się jednak, że impulsem do zajęcia się konkretnym przypadkiem są zgłoszenia od osób, które z danym zdarzeniem były związane - wymienia potencjalne źródła Tomasz Kołada. - Co do zasady interesują nas śledztwa, które nie są starsze niż 50 lat, czyli te, które nie uległy przedawnieniu - wyjaśnia. - Najstarsza sprawa, którą doprowadziliśmy do aktu oskarżenia, pochodzi z 1986 roku - podkreśla i dodaje, że Archiwum X dość często rozwiązuje zabójstwa z lat 90-tych.
To zaskakujące, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że świadkowie nie zawsze żyją, a tym, którzy pozostali, pamięć potrafi płatać figle. - Z czasem wspomnienia mogą się zatrzeć, a nawet zmienić - przyznaje st. specjalista. - Są jednak różne techniki przesłuchań, które pozwalają na zaktywizowanie pamięci i wyciągnięcie z niej tego, co jest istotne - zapewnia Tomasz Kołada.
Bywa, że osoby, które bezpośrednio brały udział w zdarzeniu, dopiero po latach decydują się przerwać milczenie. Powody są różne. Zdarza się, że świadkowie zgłaszają się do organów ścigania po śmierci sprawcy, bo przestają się bać. Czasem chęć ujawnienia okoliczności zdarzenia wynika z dręczących ich wyrzutów sumienia, że zataili prawdę.
Czekałem na was 20 lat
Przestępcy nierzadko żyją z poczuciem, że wcześniej czy później dosięgnie ich sprawiedliwość. Zabójca 13-letniej Izy Strzałkowskiej z Gdyni także miał tego świadomość. - Wiedziałem, że po mnie przyjdziecie - powiedział podczas zatrzymania.
- To niejedyna taka sytuacja - przyznaje oficer operacyjny, który z racji pełnionej funkcji musi pozostać anonimowy. - W Krakowie policjanci weszli do mieszkania mężczyzny, który przywitał ich słowami: czekałem na was 20 lat - wymienia. - Był też przypadek, w którym sprawca niespodziewanie przyznał się do zabójstwa starszej kobiety. Został wezwany na komisariat w celu przeprowadzenia dodatkowych badań i to zapewne przelało czarę napięcia - potwierdza słowa kolegi Tomasz Kołada.
Gubią drobiazgi i… DNA
- W Katowicach zabójca sam zadzwonił na numer 112. Opowiadając o zdarzeniu, przekazywał - mogłoby się wydawać - bardzo chaotyczne informacje. Wśród nich podał jednak jeden szczegół, który nie został ujawniony publicznie - markę telefonu ofiary, i na tym wpadł - opowiada oficer operacyjny, podkreślając, że policjanci na każdym kroku muszą zachować czujność, aby nie przegapić tego, co istotne.
- Świetnie pracę Archiwum X podsumował jeden z prokuratorów, cytując Rodiona Raskolnikowa ze "Zbrodni i Kary": "drobiazgi, drobiazgi są najważniejsze! Bo te drobiazgi gubią zawsze i wszędzie" - opisuje st. spec. Tomasz Kołada.
- Zajmujemy się nimi w sensie dosłownym i przenośnym - śmieje się. - Przenośnie dlatego, że próbujemy wychwytywać niuanse, nieścisłości, które pojawiają się niejednokrotnie w materiale dowodowym czy w protokołach przesłuchań świadków. A dosłownie dlatego, że podstawą naszej pracy jest genetyka sądowa. Z niewyobrażalnie małej ilości materiału biologicznego, przy pomocy współczesnej technologii, genetycy są w stanie wyprowadzić profil DNA - opowiada.
Obok genetyki Policja korzysta także z innych metod. - Z daktyloskopii, profilowania kryminalnego, badań poligraficznych, modelowania 3D, specjalisty od śladów bytowania owadów. Już nie wspomnę o klasykach w postaci specjalistów od broni palnej, czy śladów linii papilarnych, mechanoskopii, mikrośladów, ale najważniejsze są badania DNA - wymienia oficer operacyjny.
- Zabójstwo 13-letniej Izy Strzałkowskiej, o którym ostatnio było głośno, było drugą sprawą w Europie, która została tą metodą rozwiązana - dodaje Tomasz Kołada. - Żeby pokazać, jak wyglądało dochodzenie w sprawie nastolatki, powiem tylko, że biegła, która z nami współpracuje, stworzyła drzewo genealogiczne składające się z prawie 10 tys. ludzi. Na podstawie jego analizy, eliminując poszczególne osoby, dotarliśmy do tych najbardziej spokrewnionych ze sprawcą i na tej podstawie został on wytypowany - tłumaczy. - To były dwa lata żmudnej, drobiazgowej pracy - podkreśla.
Iza Strzałkowska i jej mama, która nie doczekała aresztowania zabójcy córki./ Foto: MARCIN GADOMSKI/AGENCJA SE//East News
Cechy zapisane w kodzie
Na podstawie kodu DNA udało się m.in. stworzyć potencjalny portret kobiety, której ciało - bez głowy - odnaleziono w stawie w miejscowości Drzewina wiosną 2009 roku.
- Polska Policja do tej pory trzykrotnie skorzystała z usług podmiotu ze Stanów Zjednoczonych, który dokonuje tak zwanej predykcji cech fenotypowych, czyli w oparciu o kod DNA jest w stanie określić kolor włosów, skóry, oczu, występowanie pigmentacji jak również pochodzenie biogeograficzne - tłumaczy Tomasz Kołada. - Na ten moment trudno wyrokować, na ile ta metoda jest skuteczna, a stworzone portrety podobne do rzeczywistych zdjęć osób. To nie jest tak, że w DNA mamy zakodowane cechy antropometryczne, które pozwolą nam odtworzyć ze szczegółami twarz. Natomiast na podstawie pochodzenia biogeograficznego i dostępności do praktycznie nieograniczonej ilości zdjęć, jesteśmy w stanie wyprowadzić średnią populacyjną i stworzyć portret kompozytowy - wyjaśnia st. specjalista.
Nie dziś, to jutro
Praca w Archiwum X jest zajęciem zespołowym - nad jedną sprawą potrafi pochylać się kilkanaście, a nawet więcej, osób. - Ważny jest sukces - mówi oficer operacyjny i dodaje, że bywają sytuacje, w których nie przychodzi on od razu. - To nie oznacza, że rezygnujemy. Po prostu na chwilę odkładamy taką sprawę na półkę - podkreśla. Jak nie dziś, to jutro - w końcu nastąpi przełom - uważają policjanci. - Znajdzie się ten przysłowiowy puzzel, który będzie pasować do układanki i wszystko nam zepnie w jedną całość - podsumowuje Tomasz Kołada.
- Idea Archiwum X polega przede wszystkim na drobiazgowej analizie sprawy, wszystkich dokumentów, którymi dysponujemy. A to może trwać nawet kilka miesięcy - wyjaśnia kulisy pracy wydziału Tomasz Kołada zaznaczając, że celem nie jest samo rozwiązanie zagadki kryminalnej. - Chodzi o to, żeby znaleźć dowody, które doprowadzą do skazania. Postawić hipotezę potrafi każdy. Jak ją jednak potem udowodnić? - to już inna kwestia - dodaje.
- Nie można dehumanizować sprawcy - kimkolwiek by on nie był. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, co nim kierowało, dlaczego tak zrobił. A te okoliczności mogą być różne i dopiero wyrok sądu będzie w stanie cokolwiek na ten temat powiedzieć.
A co z jasnowidzami? Czy ich wizje pomagają?
- Nie współpracujemy z nimi. Nie przedstawiają dla nas żadnej wartości dowodowej - zdecydowanie podkreśla oficer operacyjny i dodaje, że często rewelacje, na które powołują się media wynikają z czystej logiki. - Było takie zdarzenie: mąż znanej dziennikarki wypadł z łódki i utonął. Przeczesywano jezioro. Nie sprawdzono tylko jednego miejsca, które miało być zbadane następnego dnia. Jasnowidz poinformował, że tam jest ciało. No i faktycznie było. Policja wiedziała o tym wcześniej, ale on przekazał tę informację szybciej - przyznaje i zwraca uwagę, że przekaz był taki, że to on wskazał miejsce. - A to nieprawda - mówi.
Jasnowidze najczęściej angażowani są przez rodzinę. Trudno się dziwić - zrozpaczeni bliscy chwytają się każdej brzytwy. Taka brzytwa jednak potrafi głęboko zranić. "Wizje" zdarzeń, które niekoniecznie miały miejsce, przedstawiające niekiedy drastycznie cierpienie ofiary, nie pomagają. Mogą natomiast zostawić głęboką traumę.
- Analizowałem kilkadziesiąt spraw, w których spotkałem się z opiniami jasnowidzów czy osób deklarujących zdolności paranormalne. Żadna z tych "wizji" się nie potwierdziła - podkreśla Tomasz Kołada.
Dlaczego niektóre rozwiązania pojawiają się dopiero po latach?
- Sprawy sprzed lat są skomplikowane, bo gdyby były proste, zostałyby wtedy rozwiązane - cytuje Richarda Waltona, amerykańskiego eksperta w dziedzinie kryminalistyki Tomasz Kołada i dodaje, że główną przyczyną - obok poziomu skomplikowania - są współczesne możliwości techniczne. - Myślę, że 90 proc. spraw wyjaśnionych przez Archiwum X zostało rozwiązanych dzięki wykorzystaniu nowoczesnych metod badawczych. Na początku lat 90-tych podstawowym badaniem było badanie krwi w układzie A B 0, plus do tego dochodziło jeszcze kilka różnych markerów, ale w dalszym ciągu to była wyłącznie identyfikacja grupowa. Pozwalała ona wyeliminować podejrzanego, ale nie pozwalała na to, żeby przypisać mu sprawstwo i winę - zaznacza.
Są sprawy, w których śladów DNA brakuje. - Tu nawet nie chodzi o to, że zostały źle pobrane. Po prostu uległy degradacji. Samoistnie. Tak się dzieje - mówi oficer operacyjny. Bywa też, że akta z niezrozumiałych powodów giną, jak to miało miejsce w przypadku Darii Relugi, maturzystki z Gdańska, która wyszła pobiegać, a została zaatakowana w lesie, zgwałcona i zamordowana. - Nie jestem w stanie sobie tego wytłumaczyć. Akta zaginęły w drodze pomiędzy jednym z instytutów a Komendą Wojewódzką Policji - przyznaje Tomasz Kołada. - Wiem, że koledzy z dużą pieczołowitością je odtworzyli. Jest też materiał biologiczny - mówi. - To jedna z tych spraw, które nie dawały mi spokoju. Bardzo to przeżyłem. Młoda dziewczyna, miała całe życie przed sobą. Wyszła pobiegać, a spotkała ją bezsensowna śmierć - dodaje po chwili.
Czy zbrodnia doskonała istnieje?
Podobno sprawca znajduje się zazwyczaj w pierwszym tomie akt. Zdaniem Tomasza Kołady ta niepisana zasada często się potwierdza, chociaż zdarzają się wyjątki. - Przykładem jest właśnie sprawa Izy Strzałkowskiej. Podejrzanego nie było w ogóle w materiałach - mówi. - Znamy natomiast przypadek, w którym sprawca został opisany bodajże na szóstej stronie akt. Niestety niesłusznie został skazany człowiek, który przesiedział 18 lat. Mówię tutaj o Tomaszu Komendzie - wtrąca oficer operacyjny.
A zbrodnia doskonała? Czy istnieje? Tomasz Kołada nie ma wątpliwości. - Nie - podkreśla. - Sprawcy oczywiście robią wszystko, żeby zamaskować swoje działania i utrudnić ich wykrycie. Niekiedy drobiazgowo planują przestępstwo a i tak ostatecznie ponoszą porażkę - mówi.
Zdarza się, że osoba, która dokonała w przeszłości przestępstwa, żyje zgodnie z prawem, starając się być niewidoczna dla Policji. - Miałem taki przypadek - zabójca pilnował się do samego końca. Śledztwo dotyczyło morderstwa 15-letniej Aniki z Łodzi w 1988 roku. Sprawca został wytypowany, okazało się jednak, że już nie żyje. Jego winę potwierdziły badania DNA syna - opowiada Tomasz Kołada. - Nie mógł uwierzyć, co zrobił jego ojciec - dodaje.
Rodzina nie jest niczemu winna - to koniec także ich świata
Zabójca Izy Strzałkowskiej również prowadził normalne życie. Chodził do pracy, uprawiał sport, miał przyjaciół, żonę, dzieci. Na pierwszy rzut oka - zwykły facet. Po jego aresztowaniu, na niego i jego najbliższych w social mediach wylała się fala hejtu. Internauci publikowali zdjęcia z jego profilu, nazywając go potworem. Atakowano jego znajomych, którzy kilka lat wcześniej złożyli życzenia pod postem ze zdjęciem z jego ślubu. Jego żona zmuszona była usunąć swoje konta z portali społecznościowych. A przecież ci ludzie najprawdopodobniej nie wiedzieli o niechlubnej przeszłości oskarżonego - nikt raczej nie chwali się znajomym, że zabił człowieka. Dla nich był po prostu Michałem - kolegą, przyjacielem, mężem, ojcem, synem.
- To co mnie przeraziło, to fakt, że ludzie zupełnie bezkrytycznie zachowują się w sieci. Zwróciłem się do administratora z prośbą o usunięcie tych treści - zaznacza Tomasz Kołada. - Nie można w taki sposób dehumanizować sprawcy - kimkolwiek by on nie był. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, co nim kierowało, dlaczego tak zrobił. A te okoliczności mogą być różne i dopiero wyrok sądu będzie w stanie cokolwiek na ten temat powiedzieć. Nie chodzi tu o to, żeby bronić sprawców, ale o to, żebyśmy się powstrzymali z osądami, bo może się okazać, że zrobimy krzywdę zupełnie komuś innemu, kto nie miał z tym nic wspólnego - zaznacza st. specjalista. - Przecież ta żona prawdopodobnie będzie musiała wyprowadzić się z miejsca, w którym mieszka, zmienić nazwisko, bo ludzie nie dadzą jej żyć - dodaje.
O 6 rano… puk puk
Praca w Archiwum X wymaga kreatywności, nieszablonowego myślenia i przede wszystkim - odporności psychicznej. - Analizę sprawy zaczynamy od drobiazgowej analizy zdjęć z miejsca zdarzenia. To pokazuje nam w jaki sposób sprawca działał, jakich użył narzędzi, w jaki sposób popełnił ten czyn. Bardzo dużo informacji można wyczytać z takiego materiału, ale niestety trzeba go obejrzeć - przyznaje Tomasz Kołada i dodaje, że to pozostawia w człowieku ślady. - Każdy na swój sposób to przeżywa. To jest coś o czym cały czas się myśli, co nie daje spokoju - mówi.
To zajęcie, które też wiele uczy. - Mnie akurat nauczyło skrupulatności i niebrania rzeczy za pewnik - wymienia oficer operacyjny. Tomasz Kołada z kolei pogłębił swoją wiedzę z zakresu genetyki sądowej. - Bardzo mnie ten temat wciągnął. Uważam, że jest to przyszłość, jeśli chodzi o rozwiązywanie spraw. Dobrze podsumował to prokurator, który prowadził postępowanie w sprawie Izy Strzałkowskiej, że mając na uwadze obecne możliwości badawcze możemy śmiało powiedzieć do sprawców: idziemy po was - mówi.
- Zostawmy tych złoczyńców w takiej niepewności - podpowiada oficer operacyjny.
- Że nie znają dnia ani godziny - wtrąca Tomasz Kołada.
- O 6 rano… puk puk do drzwi - śmieje się jego kolega.
Polecane audycje
Redakcja poleca
Źródło: Rozmowa z ekspertami
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Redaktorka
Zajmuje się głównie problematyką społeczną. W centrum jej zainteresowań stoi człowiek i jego historia. Nie boi się tematów trudnych, kontrowersyjnych, bolesnych. Wierzy, że właśnie o nich należy rozmawiać. Oswajać je, bo one nie znikną tylko dlatego, że odwrócimy wzrok. Do dziennikarstwa wróciła po kilku latach przerwy. Wcześniej pracowała w redakcji zagranicznej dziennika „Rzeczpospolita”. Specjalizowała się w sytuacji politycznej na Bałkanach, w szczególności w B. Jugosławii. Mówi m.in. w j. serbskim.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Aby być na bieżąco z informacjami Trójki, obserwuj nas na Facebooku oraz w Wiadomościach Google.