"Chcę rozwijać się muzycznie". Szczyl gościem radiowej Trójki
- Nie czuję się raperem, ponieważ chciałbym kiedyś móc o sobie powiedzieć, że poszedłem dalej. Szukam teraz nowych rozwiązań i chcę rozwijać się muzycznie - zaznacza Szczyl w "Zbiórce z Podwórka".
Szczyl był gościem "Zbiórki z Podwórka"/ Foto: East News/Piotr Jedzura
Tym razem gościem Filipa Kalinowskiego był Szczyl - wychowanek polskiej Florydy, dumny hiphopkryta i raper, dla którego ścisłe ramy gatunkowe są za wąskie, a główny nurt zbyt rwący i zdradziecki, żeby się w nim bezmyślnie pławić. W tym roku mogliśmy go zobaczyć w filmie "Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej". Niedawno z kolei ukazał się jego nowy album, "przedwczoraj, dzisiaj, pojutrze". W "Zbiórce z Podwórka" artysta opowiedział o tej płycie, ale też o rapowaniu pod zagraniczne bity i robieniu swoich własnych, o byciu tu i teraz (i nudzie, która idzie z tym w parze), o pierwszych wyjściach do restauracji i tym momencie, kiedy wreszcie czujesz się tam komfortowo; o intermediach, języku polskim i magicznej wartości słów, podwórku i zbieraniu się z niego.
Polecane audycje
Rap jako forma ekspresji
- Dla mnie hip-hop, i rap w ogóle, jest jakąś metodą na powiedzenie tego co czujesz bez wielkiego backgroundu muzycznego. Przynajmniej dla mnie jakoś tak to się rodziło: możesz wyrazić się muzycznie nie mając tych wszystkich narzędzi, które często mają ludzie po szkołach muzycznych. Jest to jakaś forma takiej ulicznej, codziennej poezji i przedłużenia jej na dzisiejsze czasy - opowiada Szczyl w Trójce. Twórca zaznacza jednocześnie, że rap pozostaje dla niego cennym gatunkiem. - Dużo przyswajałem muzyki rapowej. Z biegiem czasu to się mocno zmieniło, bo też zacząłem poznawać dużo muzyki; przez to, że ją robię. Robię ją też z muzykami, którzy grają na instrumentach, a oni czasem mają do pokazania dużo więcej niż ludzie z mojego stricte podwórkowego środowiska - tłumaczy gość "Zbiórki z Podwórka".
Artysta przyznał też w rozmowie z Filipem Kalinowskim, że nie czuje się do końca raperem. Wynika to jednak z chęci rozwoju. - Wiem po sobie, że szukam teraz nowych rozwiązań i chcę rozwijać się muzycznie, jako muzyk nie stricte rapowy. Chcę szukać czegoś nowego, co może nie jest dla mnie wygodne albo jest dalej od rzeczy, które kiedykolwiek robiłem. Czyli nie zawsze jest słowem takim melorecytowanym, a częściej pojawia się śpiew, próba nowych rozwiązań, produkcja, czy gra na instrumencie - wyjaśnił rozmówca Filipa Kalinowskiego.
Przez nudę do kolejnego albumu
Tegoroczne "przedwczoraj, dzisiaj, pojutrze" to drugi solowy album od Szczyla. Ukazał się pięć lat po jego debiutanckiej "Polskiej Florydzie". Okazuje się jednak, że kolejny krążek miał trafić do fanów wcześniej. - Już raz próbowałem wrócić. Nagrałem nawet swój materiał, z którego byłem bardzo zadowolony na tamten czas; to było około dwa lata temu. Chciałem go wydawać, ale tworzyłem go głównie z zagranicznymi producentami. Finansowo mnie złożyli, jeśli chodzi o kwestię ich wynagrodzenia za instrumentale - opowiada Szczyl. - Nie patrzę na siebie jako na osobę, która skąpi ludziom za ich pracę, ale tam już kwoty rzędu 25 tysięcy złotych za jedną piosenkę mnie przerosły. To była pierwsza próba, po której trochę zostałem w zgliszczach. Nic ode mnie nie wychodziło, a kiedy znowu spróbowałem to zrobić to wszystko poszło w piach - wspomina gość Trójki.
W końcu do artysty odezwał się przyjaciel i współpracownik, Olaf, z propozycją wynajęcia pomieszczenia na wspólną przestrzeń twórczą. Jemu też raper w ogromnej mierze zawdzięcza stworzenie nowego albumu. - Z początku to studio było takim miejscem, do którego przychodziłem posiedzieć. Zdarzało się, że obejrzałem tam film, czytałem książkę albo słuchałem muzyki. Aż do momentu, kiedy to było moje takie miejsce do uciekania z domu. (...) Potem częściej, w niekomfortowych momentach w życiu, tam się znajdowałem. I towarzyszyła też temu często nuda. A z tej nudy urodziło się klikanie w ikonkę Abletona (program do produkcji muzyki - red.) i kombinowanie czegoś - wyjaśnia Szczyl.
- Dlatego tak dużo myśli poświęcam tej nudzie bo czuję, że gdyby nie ona to ta płyta nie powstałaby w takim formacie - zaznacza artysta. - Nuda jest czymś takim, że dochodzisz do momentu, w którym za bardzo nic nie kminisz. Puszczasz lejce, twój mózg robi trochę co chce, bo się nudzisz. Czuję, że na tej płycie też nie było żadnego motywu przewodniego. Nie było tak, że założyłem sobie z góry wielki powrót, określone brzmienie albo tematykę. Zaczęły ze mnie te rzeczy wychodzić; zupełnie naturalnie i bez trzymania lejców - dodaje.
Polecane artykuły
Źródło: Zbiórka z Podwórka
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Autor
Redaktor
Redaktor serwisu internetowego radiowej Trójki. Z Polskim Radiem związany od 2020 roku, pracę w mediach rozpoczynał jako redaktor i reporter w "Dzienniku Bałtyckim" dla Żuław i Mierzei Wiślanej. Na portalu odpowiada za wydawanie strony internetowej oraz przygotowanie artykułów, przede wszystkim o tematyce muzycznej.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Aby być na bieżąco z informacjami Trójki, obserwuj nas na Facebooku oraz w Wiadomościach Google.