Tomasz Szerszeń: podczas rejsu transatlantykiem czas płynie inaczej
Rejs transatlantykiem swego czasu był wydarzeniem ważnym, znaczącym. A dzisiaj to raczej ekscentryczny kaprys. O książce, która jest owocem takiej podróży rozmawia Max Cegielski w "Pliku tekstowym".
Tomasz Szerszeń/ Foto: PAP/Rafał Guz
Tomasz Szerszeń to eseista, fotograf, antropolog kultury. Autor kilku książek, z których "Architektura przetrwania" otrzymała wyróżnienie w konkursie Fotograficzna Publikacja Roku, "Wszystkie wojny świata" były nominowane do Nagrody Literackiej Gdynia, a "Być gościem w katastrofie" znalazła się w finale Nagrody im. Marcina Króla.
Polecane audycje
Przez Atlantyk wbrew Gombrowiczowi
Wielu czytelniczkom i czytelnikom, kiedy słyszą słowo "Atlantyk", a tym bardziej tytuł "Atlantyk-trans", przychodzi do głowy Gombrowicz. Jednak książka Tomasza Szerszenia nie jest bynajmniej o Gombrowiczu, chociaż jego podróż jest pewnym punktem odniesienia.
- Wydaje mi się, że w Polsce funkcjonujemy w micie gombrowiczowskim i każda morska podróż będzie się z nim kojarzyła. I chyba od tego nie uciekniemy. To jest też taka niesamowita zdolność Gombrowicza do zawłaszczenia: nie tylko usunięcia Oceanu na drugi plan, ale też zawładnięcia "Chrobrym" i tą opowieścią. Zależało mi na tym, żeby, tak trochę przekornie, zmierzyć się z Gombrowiczem w tej nierównej walce - stwierdza pisarz ze śmiechem. - Ale też, zmieniając akcenty, chciałem płynąć w odwrotną stronę tego słowa. Pokazać, jak wiele rzeczy nagle wychodzi na pierwszy plan - przede wszystkim Atlantyk jako przestrzeń tak ważna, istotna, podmiot świata współczesnego, a jednocześnie zapomniana. Która domaga się uwagi na nowo. Z drugiej strony zależało mi na wybiciu słowa "trans", które ma różne znaczenie: od transu podróży, przez tranzytywność doświadczenia, tranzytywność biografii postaci, które opisuję, po trans oceanu ale też trans opowieści - wskazuje.
- Bo dla mnie ta książka jest też przesunięciem pisania bardziej w stronę narracyjną. I to, może wewnętrznie, ale jest dla mnie też taki trans pisania - dodaje.
Atlantyk-trans/ Foto: mat. prasowe/Karakter
Gombrowiczowska figura "ja" i odzyskiwanie "Batorego"
W "Tranatlantyku" Gombrowicza najbardziej akcentowane jest "ja" autora, ono rozbrzmiewa najgłośniej. Max Cegielski zwraca uwagę, że w swoim "Atlantyku trans" Tomasz Szerszeń też pozwala sobie na akcentowanie własnego "ja" silniejsze, niż we wcześniejszych swoich książkach.
- Na pewno. Po rejsie miałem to poczucie, że to "ja" musi być częścią opowieści. Inaczej byłaby to opowieść o ludziach, naturze, ale nie byłaby to podróż prawdziwa. Chciałem też wpleść tę opowieść wątek o pisaniu, pamięci, o odzyskiwaniu. Żeby to wszystko tam istniało. Poza tym ta figura "ja" daje możliwość przejścia przez różne stany emocjonalne które chciałem, żeby gdzieś dyskretnie się odbijały w tej książce. Od nudy po pewną formę ekscytacji, od melancholii po mikroelementy nawet groteski, które też się tam pojawiają - wymienia Trójkowy gość. - Ale też oczywiście ten układ dni też jest gombrowiczowski. I na końcu jest historia "Chrobrego", ale bez Gombrowicza. Można więc powiedzieć, że trochę go odzyskujemy - stwierdza.
"Na transatlantykach czas płynie inaczej"
Rejs transatlantykiem, mimo że dzieje się w XXI wieku, okazuje się - na wielu, czasami bardzo zaskakujących, poziomach - prawdziwą wyprawą w czasie. A może nawet poza czasem?
- W historii wątek transatlantyków był bardzo żywy od połowy XIX wieku, kiedy pojawiły się pierwsze takie statki. I istniały do lat 60./70. XX wieku, jako podstawowy środek transportu przez ocean. Znikają, kiedy rozwija się lotnictwo transkontynentalne i kiedy kryzys ekonomiczny dobija wielu armatorów. Moja podróż w sumie była bardzo banalna - jedynym właściwie pływającym na linii Nowy Jork - Southampton transatlantykiem, który bardziej jest ciekawostką, niż realnym sposobem przemieszczania się - opowiada rozmówca Maksa Cegielskiego. - To było dla mnie bardzo ciekawe, że na transatlantykach ten czas faktycznie płynie inaczej. Ten rejs jest rodzajem kapsuły, gdzie różne czasy się ze sobą łączą. Kultura współczesna bardzo stawia na natychmiastowość, nie możemy już sobie pozwolić na takie długie podróże. A tutaj - odzyskujemy ten czas, bo jesteśmy w takiej bocznej odnodze czasu. I to jest fascynujące, że są takie nieliczne przestrzenie, gdzie możemy doznać innego doświadczenia czasu - tłumaczy.
"Dziwne doświadczenie: banalne ale i ekscentryczne"
Rejs transatlantykiem, owa swoista wyprawa w czasie, czasami owocuje zaskakującymi sytuacjami, ocierającymi się o groteskę. Jak problem braku odpowiedniej marynarki pokładowej.
- Na statku niewiele się dzieje, niezależnie od tego, co to jest za statek - po prostu głównym doświadczenie jest po prostu doświadczenie nudy. A kultura współczesna bardzo wystrzega się nudy, lęka się introspekcji, lęka się każdej straty czasu, bo ten czas musi być maksymalnie zorganizowany, sensownie wykorzystany. Oczywiście, ja, mając w głowie pomysł na książkę, tej nudy tak nie doświadczałem. Zorganizowałem to sobie wokół pisania - zdradza Tomasz Szerszeń. - Jednak realnie rzecz biorąc, jest to bardzo dziwne doświadczenie morskiej podróży. Bo jesteśmy w środku natury, ale mierzymy się z pewną formą jej nieprzejrzystości. To wszystko jest bardzo dziwne: ten sposób zakrzywienia czasu, doświadczenia, które jest na swój sposób banalne, a w inny sposób - ekscentryczne i nietypowe - opisuje.
Redakcja poleca
Źródło: Plik Tekstowy
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Redaktor
Redaktor portalu internetowego Programu Trzeciego Polskiego Radia. Od zawsze zajmuje się szeroko pojętą kulturą, a szczególnym wskazaniem na kino, teatr i telewizję, chociaż nieobca jest mu również tematyka historyczna i polityczna. Pracę w mediach zaczynał wraz z Radiem ZET, by później współpracować z prasą, telewizją i portalami internetowymi. Z Polskim Radiem związany jest od pięciu lat.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Aby być na bieżąco z informacjami Trójki, obserwuj nas na Facebooku oraz w Wiadomościach Google.