"Świata jest za dużo". Olga Tokarczuk o nowej powieści i tożsamości Dolnego Śląska
"Świata jest za dużo" to nowa powieść Olgi Tokarczuk. Tuż przed premierą książki noblistka rozmawiała z Michałem Nogasiem o powieści i Dolnym Śląsku. - Świat jest dla nas wyzwaniem - mówiła pisarka.
Olga Tokarczuk opowiedziała Michałowi Nogasiowi o swojej powieści "Świata jest za dużo"/ Foto: Łukasz Giza/Wydawnictwo Literackie
14 października nakładem Wydawnictwa Literackiego ukaże się najnowsza powieść Olgi Tokarczuk. "Świata jest za dużo" to opowieść o Dolnym Śląsku, o najbliższym dla noblistki miejscu na ziemi. O książce - jeszcze przed jej premierą - Olga Tokarczuk opowiedziała Michałowi Nogasiowi we wrocławskim Domu Literatury. Rozmowę usłyszeliśmy w specjalnym wydaniu "Klubu Trójki".
Polecane audycje
"Świata jest za dużo". Olga Tokarczuk o swojej nowej powieści w Trójce
Książka rozpoczyna się we Wrocławiu. Bohaterowie, których losy będą śledzić czytelnicy, spotykają się w kamienicy, na którą spadła bomba, ale której nie zniszczyła. To z tego miejsca wyruszą dalej - do Wałbrzycha i Wygnanowa, miejsc, w których osiądą. Przy okazji pisarka przybliża ich losy - przesiedleńców z Kresów ocalałych z rzezi wołyńskiej, żołnierzy podziemia, pracowników przymusowych, a także Niemców, którzy przeżyli oblężenie Festung Breslau.
Jak przyznała noblistka, materiały do powieści zaczęła przygotowywać "dawno temu". - Temat do mnie wrócił. Zawsze myślałam, że ta książka musi być swego rodzaju ukoronowaniem mojego pisarstwa, być może zakończeniem tego procesu szukania, wynajdowania tematów. (...) Miałam ją głęboko gdzieś w torbie, nosiłam ze sobą, dopisywałam spostrzeżenia, notatki - opowiadała Olga Tokarczuk.
- Była jeszcze kwestia niepisanej umowy z ludźmi, którzy mogliby być bohaterami tej książki. To byli ludzie z mojej rodziny, to byli przyjaciele i zdałam sobie sprawę z tego, że oni odchodzą - przyznała pisarka.
"Ziemie Odzyskane" i kwestia pamięci
Powieść Tokarczuk opowiada historie ludzi, którzy znaleźli się na tak zwanych "Ziemiach Odzyskanych". To terytoria należące przed II wojną światową do Niemiec, które po 1945 roku włączono w granice Polski. - Na opustoszałym terytorium państwa, które oddało innemu państwu te wszystkie dobra, jego poprzedni mieszkańcy się usuwają, zostają wypędzeni, wygonieni albo próbują się tutaj jakoś wtopić w to "nowe". A "nowe" jest tyglem kulturowym, etnicznym, które tutaj przychodzi i zaczyna budować społeczeństwo. Fascynujące jest to, że się udaje to społeczeństwo zbudować - mówiła Olga Tokarczuk.
Jak przyznała, powieść jest "hołdem dla tych ludzi, którzy, próbując ratować swoje życie i żyć na nowo po II wojnie światowej, (...) próbowali się zakorzenić i tworzyć struktury, które zaczęły funkcjonować".
Redakcja poleca
Dla noblistki istotnym tematem była też kwestia pamięci. - To samo w sobie jest tematem dla książki - co robimy z pamięcią i czego nie robimy z pamięcią. Ale też poruszenie tematu zapominania, który wiąże się z mechanizmami obronnymi - powiedziała pisarka.
"To nie jest powieść autobiograficzna"
Pisarka wsłuchiwała się w opowieści między innymi ojca i teścia. - Muszę zastrzec, że to nie jest powieść autobiograficzna. W żaden sposób nie da się wysnuć takich wątków, które byłyby żywcem wzięte z opowieści. (...) Mój tata zostawił pamiętniki i bardzo uważałam, żeby nie brać z nich całych wątków - co najwyżej jakieś takie ciekawe pojedyncze elementy, które mogłyby być takim klejnotem - tłumaczyła autorka powieści "Świata jest za dużo".
- Od mojego teścia dowiedziałam się bardzo dużo o Wałbrzychu. To były fascynujące opowieści. Wybrałam niewiele z tych jego wszystkich opowieści. (...) Powojenny Wałbrzych składa z kilku kultur, kilku języków. Ludzie mają swoje grupy, mają swoje knajpy, swoje sklepy. Spotykają się na swoich dancingach, mają swoje krawcowe, a jednocześnie następuje wymiana między nimi, wymiana mód, wymiana kształtów, żakietów, fryzur. Potem pojawiają się pierwsze fascynacje, miłości i tu już zaczyna się to wszystko kręcić, zagłębiać - mówiła Tokarczuk.
Rzeczywistość jest dużo bardziej niewiarygodna niż jakakolwiek fikcja
- Już dawno to odkryłam, że rzeczywistość jest dużo bardziej niewiarygodna niż jakakolwiek fikcja i że po prostu nie starcza nam wyobraźni do tego, żeby sobie upleść takie wydarzenia i takie zbiegi okoliczności, takie historie. W związku z tym zawsze przystępuję do odsłuchiwania, do wysłuchiwania historii ludzkich, prawdziwych, z wielką pokorą - przyznała gościni Trójki.
Tokarczuk: czuję się szczęśliwa, że podjęłam to wyzwanie
- Spójrzmy na to z perspektywy, którą miałam do napisania. Urodziłam w 1962 roku, czyli 17 lat po wojnie. Dzisiaj Wrocław, w którym rozmawiamy, to miasto chyba najbardziej uprzejmych i uśmiechniętych ludzi w Polsce. (...) To miasto kwitnie, jest słoneczne, luzackie, postępowe. Możemy sobie wyobrazić, że 80 lat temu te budynki, w których teraz siedzimy, nie istniały i ścieżki między gruzami prowadziły do jakichś dziwnych miejsc, a wieczorami rozlegały się strzały. W piwnicach były wciąż ciała ludzi, którzy zginęli tam w czasie Festung Breslau. To jest taki kontrast, który tworzy bardzo dużą energię do tego, żeby to opowiedzieć i żeby się z tym skonfrontować - mówiła Tokarczuk.
- W jakimś sensie czuję się szczęśliwa, że weszłam w ten temat i że podjęłam to całe wyzwanie opowieści o tym wszystkim. O tej niesamowitej różnorodności. W mojej książce świetnie dogadują się właśnie chłopak z Radomia, który był robotnikiem przymusowym i Niemiec, który właściwie też brał jakiś udział w państwie hitlerowskim. Dogadują się ludzie, którzy zakochują się w sobie, są ze sobą blisko, potrafią się przyjaźnić - powiedziała pisarka.
- Te wszystkie spotkania leżą u podstaw tego społeczeństwa, które się tutaj pojawiło. Społeczeństwa, które się wzięło z różnorodności i które nie boi się różnorodności. Ten sukces Dolnego Śląska, Wrocławia, Wałbrzycha polega właśnie na różnorodności - uważa Olga Tokarczuk.
Noblistka przyznała też, że choć książka kosztowała ją wiele pracy, to miała też "poczucie frajdy". - Miałam poczucie frajdy, miałam poczucie tego, że tworzę rzecz skomplikowaną, bardzo wzorzystą, która może być czytana z różnych stron i można czerpać przyjemność na różnych poziomach z tej książki - mówiła pisarka.
"Świat jest dla nas wyzwaniem"
- Pierwszy raz żyjemy w takim momencie rozwoju ludzkości, że albo przystosujemy się do tej intensywności świata, który sami stworzyliśmy, albo zginiemy - powiedziała Tokarczuk.
- Świat jest dla nas wyzwaniem - dla naszej inteligencji, dla naszej wrażliwości, ale też niesie ze sobą jakiś dobry rodzaj piękna, kalejdoskopowego bym powiedziała, które dopiero zaczyna się przed nami otwierać - mówiła Tokarczuk w rozmowie z Michałem Nogasiem.
- Dla mnie ta książka jest bardzo pozytywna, jest optymistyczna. Żyjemy w świecie takiego nieznośnego, trudnego do wytrzymania chaosu i lęku, którego doświadczamy na takim zupełnie innym poziomie, bardzo głębokim. Teraz on już zaczyna przybierać konkretne kształty lęku przed wojną, przed zagładą, przed czymś, co jest niewypowiedziane, czego nie rozumiemy, przed sztuczną inteligencją, która wychodzi poza nasze możliwości zrozumienia. Ta książka dla mnie pokazuje niesamowite siły życia, siły organizacji się na nowo po wielkiej katastrofie - mówiła Tokarczuk.
- Wydaje mi się, że pierwsza emocja, która przyjdzie po przeczytaniu tej książki, będzie jednak pozytywna. Doda sił i - być może - uskrzydli - powiedziała noblistka.
Redakcja poleca
Źródło: Klub Trójki
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Redaktorka
Redaktorka w portalu internetowym Programu Trzeciego Polskiego Radia, wcześniej związana z redakcją tvn24.pl. Zmieniła politykę na kulturę i dziś najchętniej pisze o literaturze, filmie i teatrze. Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim, ukończyła także studia podyplomowe z filmoznawstwa na Uniwersytecie SWPS.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Aby być na bieżąco z informacjami Trójki, obserwuj nas na Facebooku oraz w Wiadomościach Google.