O "Syrence Picassa" i "Czasie, który nie nadszedł". Maciej Musiał w Trójce
Maciej Musiał odwiedził Ryszarda Jaźwińskiego, by opowiedzieć o roli w "Syrence Picassa" Janusza Zaorskiego. O kulisach filmu objętego patronatem Trójki mówił na żywo w audycji "Trójkowo, Filmowo".
Maciej Musiał gościem audycji "Trójkowo, Filmowo"/ Foto: screen/youtube.com/Kino Helios Polska
Maciej Musiał i Andrzej Seweryn jako jeden bohater w filmie "Syrenka Picassa". W najnowszej produkcji Janusza Zaorskiego aktorzy wcielają się w Stefana Radomskiego na dwóch różnych etapach jego życia. O pracy nad postacią, fascynacji filmami kostiumowymi i niezwykłej historii rysunku Pabla Picassa Musiał opowiedział Ryszardowi Jaźwińskiemu w audycji "Trójkowo, Filmowo". W rozmowie pojawił się również temat filmu "Czas, który nie nadszedł".
Polecane podcasty
Trójkowo, filmowo
Kultura
Wszystko Wszędzie Teraz
Kultura
O graniu tej samej postaci z Andrzejem Sewerynem
Jedna postać, dwóch aktorów i dwie perspektywy czasowe. W "Syrence Picassa" Maciej Musiał gra młodego Stefana Radomskiego, natomiast w jego starszą wersję wciela się Andrzej Seweryn. Jak wyjaśnił Musiał, Januszowi Zaorskiemu zależało nie tyle na podkreślaniu podobieństw między bohaterami, ile na pokazaniu zmian, jakie zaszły w Radomskim na przestrzeni lat. Reżyser zwracał jednocześnie uwagę na elegancję ruchów młodszego bohatera.
– Mamy dwie przestrzenie czasowe - współczesność i ten czas dawny. (...) I chcieliśmy pokazać wręcz różnicę między tymi dwoma bohaterami. To znaczy ten bohater w dzisiejszym świecie, teraz już bez energii, bez siły do walczenia o własne marzenia. Jakiś taki zawiedziony życiem. A ta jego młodsza wersja – wciąż pełna werwy, łobuzerki, walczy o marzenia, walczy o miłość. I ma pewne zdolności, i ta różnica była dla nas interesująca. Więc zamiast szukać tych punktów wspólnych, szukaliśmy różnic. Ale Janusz Zaorski, ikona, reżyser, chciał, żebym dbał o elegancję ruchu - mówi Musiał.
Polecane podcasty
Praca nad "Syrenką Picassa" pozwoliła aktorowi również zanurzyć się w realiach minionej epoki. Musiał przyznał, że szczególną przyjemność sprawia mu występowanie w produkcjach kostiumowych. Eleganckie garnitury, kapelusze i starannie przygotowana scenografia pomagają mu przenieść się do świata przedstawionego na ekranie.
- Można ubrać ten piękny kostium, te garnitury wspaniałe, założyć kapelusz, mieć wąsa. Cudowne. I nagle wchodzisz na plan, gdzie wszyscy są tak pięknie ubrani, to tak jasno się człowiekowi robi w środku, ciepło. Mnie to sprawia dużą przyjemność, przenoszenie się w czasie do takich czasów - mówił Musiał.
Punktem wyjścia do fabuły filmu stała się niezwykła historia związana z wizytą Pabla Picassa w powojennej Warszawie. Słynny malarz pozostawił wówczas na ścianie jednego z mieszkań rysunek syrenki. Maciej Musiał przyznał, że wcześniej znał tę opowieść jedynie pobieżnie. Dopiero udział w produkcji pozwolił mu odkryć szczegóły wydarzenia, które z czasem obrosło legendą.
- Coś jakoś słyszałem, na zasadzie: idziesz na spacer, na randkę i ktoś ci opowiada. Ale nie znałem szczegółów. Zaskoczyła mnie ta historia i jej przebieg. Że Picasso przyjechał do Warszawy, bo miał przyjaciół Polaków (...) Ta dwójka przyjaciół, Polaków z Paryża, powiedziała, że buduje się bardzo ciekawe architektonicznie osiedle na Woli. On powiedział: dobra, pojadę, jak takie ciekawe. To jest ciekawe, że on był taki głodny inspiracji. Jesteś Pablo Picasso, jedziesz do innego kraju i słyszysz, że jest interesujące osiedle modernistyczne. I spontanicznie wszedł do czyjegoś mieszkania i narysował tę Syrenkę. (...) Syrenkę z młotkiem, bo Warszawa miała wtedy dużo budów - mówi Musiał.
Polecane artykuły
Choć film Zaorskiego nie jest wierną rekonstrukcją historycznych wydarzeń, nawiązuje do rzeczywistych losów słynnego rysunku. Jak przypomniał Musiał, obecność dzieła Picassa w prywatnym mieszkaniu stała się dla jego lokatorów poważnym utrudnieniem. Nieustanne wizyty osób chcących zobaczyć syrenkę sprawiły, że codzienne życie mieszkańców zostało podporządkowane zainteresowaniu niezwykłym malowidłem.
- Prawdą jest dalej, że ludzie, którzy zamieszkali tam, w mieszkaniu, mieli prawny obowiązek wpuszczać wszystkich, którzy chcieli ją zobaczyć. To była dwójka normalnych ludzi, którzy jedli śniadania, uprawiali miłość, przeżywali święta i każdego dnia przychodziło od kilkudziesięciu do kilkuset osób, łącznie z wycieczkami zagranicznymi, które pukały. Prawdziwa historia kończy się tak, że nie dali rady i po kilkunastu latach tę Syrenkę skuli, bo mieli już dość. I to jest punkt wyjścia do tej historii - mówi aktor.
O "Czasie, który nie nadszedł"
Podczas rozmowy z Ryszardem Jaźwińskim Maciej Musiał wspomniał także o swoim udziale w filmie "Czas, który nie nadszedł". Choć na planie spędził zaledwie jeden dzień, a jego rola obejmowała dwie sceny, aktor z uznaniem wypowiadał się o twórczyniach produkcji. Szczególne wrażenie zrobiła na nim ich determinacja w wieloletnich staraniach o realizację polskiego filmu science fiction.
- Miałem tam małą rolę, to był jeden dzień na planie, dwie sceny. Ale taką interesującą rzeczywiście. (...) Bohater bliżej siedemdziesiątki, który wziął terapię antygeriatryczną, bo to jest polskie science fiction (...) Ogromny szacunek z mojej strony dla scenarzystki, producentki i reżyserki, które przez lata, chyba dziesięć lat, starały się, żeby ten film powstał. Ktoś poświęca potężny kawał życia - mówi Musiał.
Polecane artykuły
-
Źródło: Trójkowo, Filmowo
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Autor
Redaktor
W Polskim Radiu od 2025 roku, przedtem w "Super Expressie". Na portalu Trójki zajmuję się głównie opisywaniem świata muzyki - od gitarowych brzmień klasyków rocka i metalu, po elektroniczne beaty i rapowane wersy. Miłośnik podróży, kina, literatury, popkultury, sztuki i piłki nożnej.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Aby być na bieżąco z informacjami Trójki, obserwuj nas na Facebooku oraz w Wiadomościach Google.