Jan Komasa: zawsze moją wyobraźnię zasilały duchy, demony, horror i mrok

Już za 10 dni zaczyna się 51. FPFF w Gdyni. Wśród filmów, które będą w Konkursie Głównym walczyć o Złote Lwy jest "Dobry chłopiec" Jana Komasy. I właśnie o tym filmie rozmawia z Ryszardem Jaźwińskim.

Jan Komasa: zawsze moją wyobraźnię zasilały duchy, demony, horror i mrok

Jan Komasa

Foto: Artur Zawadzki/REPORTER

19-letni Tommy (Anson Boon) żyje jak wielu w jego wieku: z dnia na dzień, mocno imprezując, czasami awanturując się, bez myśli o przyszłości. Pewnego dnia zostaje porwany i budzi się w piwnicy położonego na uboczu domu. Chris (Stephen Graham) wraz z Kathryn (Andrea Risenborough) tworzą dysfunkcyjną, by nie powiedzieć - patologiczną, rodzinę i próbują z Tommy’ego uczynić tytułowego "dobrego chłopca". Jednak metody, jakie stosują w swojej resocjalizacji są, delikatnie mówiąc, specyficzne…


Polski film zanurzony w brytyjskości

"Dobry chłopiec" na 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni będzie prezentowany w Konkursie Głównym i walczył o główną nagrodę, czyli Złote Lwy. - Jesteśmy z tego z panem Jerzym Skolimowskim, ojcem założycielem tego projektu, bardzo z tego zadowoleni. To on na początku myślał o reżyserii tego filmu, ale potem zaczął chyba pracować nad "IO" i uznał, że chce "Dobrego chłopca" robić kreatywnie, więc tym razem wcielił się w producenta. (…) Film jest zanurzony jest w Wielkiej Brytanii, ale wyjątkowo jest większościową produkcją polską (…) Całość scenografii od A do Z powstała w Warszawie, w studiu Sękocin. Tam wybudowaliśmy całe wnętrze domu rekonstruując co do milimetra to, co mieliśmy w głowie. Tak, żeby scenografia, trochę jak w "Parasite", służyła kamerze: mieliśmy w całości system odsuwanych ścian. Widzowie, którzy widzieli "Dobrego chłopca", zrozumieją, dlaczego te architektura jest taka ważna - opowiada Jan Komasa o powstawaniu swojego filmu. - No i mieliśmy fantastycznych polskich twórców. Michała Dymka, który zrobił przepiękne zdjęcia. Nagraliśmy fantastyczną muzykę Abla Korzeniowskiego: zależało mi, aby tu był bardzo silny element wypełniony polskim, ale też analogowym, brzmieniem. Żeby nie wchodzić w elektronikę, tylko użyć żywych instrumentów, dać filmowi oddech - wylicza.

- I wszystkie te elementy spięły się w "Dobrym chłopcu" pod batutą Jerzego Skolimowskiego, który nas wszystkich zebrał - ocenia.


Francuzi nie rozumieją, ale wreszcie biorą

"Dobry chłopiec" mimo, że jest niewielką, niezależną produkcją, wciąż funkcjonuje w obiegu kinowym. Na dniach powinien mieć premierę kinową w Czechach, wchodzi też do kin we Francji. W tym drugim wypadku z rocznym opóźnieniem, gdyż wcześniej dystrybutorzy znad Sekwany nie byli filmem zainteresowani. - Uznali, że to jest "film niemoralny, gdyż nie wskazuje wyraźnie, kto jest dobry, a kto jest zły" - cytuje ich argumentację rozmówca Ryszarda Jaźwińskiego. - To spowodowało, że on we Francji nigdzie nie był. Ale teraz, kiedy przeszedł z sukcesem przez kina brytyjskie, gdzie zarobił bardzo dużo pieniędzy, świetnie poradził sobie na platformach - na przykład miał drugie miejsce na brytyjskim - Francuzi pomyśleli o "Dobrym chłopcu" bardziej biznesowo, niż moralnie. I powiedzieli "Ok, nie rozumiemy, ale bierzemy" - stwierdza.

Fascynujący strach

W rozmowie pojawił się też temat fascynacji mrokiem, horrorem i kinem gatunkowym. - To jest we mnie od dziecka. Kiedy miałem 5-7 lat, rysowałem komiksy: tam są głównie duchy, potwory, bestie, jest dużo krwi. Kiedy zobaczyłem pierwszy horror, "Noc żywych trupów", miałem chyba 10 lat i pamiętam, jakie wrażenie to na mnie zrobiło. Jakie wrażenie zrobił na mnie Michael Jackson zamieniający się w wilkołaka w "Thrillerze"! Od zawsze uwielbiałem "Ptaki" Hitchcocka, które zobaczyłem chyba za wcześnie. Nie mogłem spać, a jednocześnie nie mogłem tego zapomnieć! Fascynowało mnie to, co poczułem, czyli strach (…) Więc mrok, horror, thriller, duchy, demony i demonologia - to jest to, co zasilało moją wyobraźnię - zdradza reżyser "Dobrego chłopca". - A potem, w szkole filmowej, zacząłem kombinować, jak zrobić coś mrocznego. Wymyśliłem "Salę samobójców", która de facto była mrocznym gotyckim thrillerem. Marzę, by przenieść na ekran kilka opowiadań Lovecrafta, by pobawić się z Edgarem Alanem Poe. Zacząłem też mocno researchować polski horror z XVIII-XIX wieku: to w ogóle nierozpoznane terytorium. Uważam, że tak naprawdę horror jest bardzo intymnym gatunkiem. Więc mam w sobie taką fascynację, która nie w każdym kraju jest pożądana. Francuzi na przykład, ale również kraje śródziemnomorskie, mają duży problem z tego typu pojętym mrokiem. Poza Hiszpanią, która jest bardzo dobra w horrorze. I "Dobry chłopiec" bardzo się tam podobał - wskazuje.

- My, Polacy, też mamy za mało horrorów w naszym kinie. Więc chciałbym się temu przyjrzeć. Jeden z moich ulubionych filmów, jest zrobiony przez Polaka. To "Dziecko Rosemary", które mnie bardzo ukształtowało. Chciałbym zrobić horror, który w pewnym sensie byłby kontynuacją "Dziecka Rosemary". Ale nie samej książki - również by opowiadał o macierzyństwie, tylko późniejszym. Kiedy dziecko ci dorasta, to też może być dla ciebie horror… - dodaje.

Całej rozmowy można posłuchać »TUTAJ«.

 

 

Piotr Radecki