Agnieszka Taborska "Bez skóry". Życiopisanie, terapia, poradnik, surrealizm
Agnieszka Taborska jest znawczynią surrealizmu. Teraz jednak napisała książkę o śmierci, stracie, żałobie. I życiu. To właśnie o niej rozmawiała z Maksem Cegielskim w audycji "Plik Tekstowy".
Agnieszka Taborska gościnią Maksa Cegielskiego w audycji "Plik Tekstowy"
Foto: KFP/REPORTER
Agnieszka Taborska nie może dodzwonić się do męża. Nigdzie nie ma jego samochodu. Później zostaje przesłuchana przez policję w charakterze podejrzanej. A potem słyszy najgorsze… Zaczyna pisać kilka godzin po tym, jak dowiaduje się o śmierci męża. Początkowo te zapiski to jedyna terapia, o jakiej może myśleć. Rodzi się z nich intymna i przewrotna proza o tym, czego boimy się najbardziej, i o żałobie na własnych zasadach. Co nas drażni po stracie bliskiej osoby, a co daje nam siłę? Czemu parskamy śmiechem w domu pogrzebowym? Jak zachwycać się światem w pojedynkę? W swojej najbardziej osobistej książce pisarka, historyczka sztuki i specjalistka od surrealizmu, kreuje erudycyjną autofikcję najwyższej próby, dołączając do takich twórców jak Joan Didion czy Roland Barthes. "Bez skóry. Jak rozmawiać z ludźmi w żałobie" wyrasta z bólu, jednak zamiast o śmierci, mówi o życiu. I o tym, co pomaga nam poczuć się mniej samotnie. To także szczególny poradnik dla tych, którym trudno rozmawiać z ludźmi w żałobie.
Upiorna, surrealistyczna sytuacja
"Bez skóry" zaczyna się jak kryminał. Było to zamierzone, bo żałoba autorki zaczęła się właśnie od sytuacji w zasadzie kryminalnej. Co spowodowało, że Agnieszka Taborska od razu zaczęła pisać po śmierci męża?
- Z jednej strony to zupełnie upiorna i w jakiś sposób surrealistyczna sytuacja, kiedy, jak piszę, szukam go, nie znajduję. Wreszcie ktoś z lecznicy oddzwania, kieruje mnie na komendę. I na tej komendzie, zupełnie bez grama empatii, dostaje wiadomość że on nie żyje… Kiedy wróciłam do domu, to był dzień po jego śmierci, odwiedziła mnie Ewa Kuryluk, która się dowiedziała o tym dzień przed powrotem do Paryża. Przyjechała i ja jej powiedziałam, że mam wielką potrzebę pisania z dwóch powodów. Raz, żeby zapisywać na gorąco to, co się dzieje nie tylko we mnie, ale i u mnie - reakcje ludzkie i to co się dzieje, działo na policji (którą w książce nazywam milicją). A z drugiej strony chęć dzielenia się z kimś, w tym przypadku kartką papieru czy ekranem komputera - opowiada Agnieszka Taborska. - Ta książka oczywiście nie jest poradnikiem. Jak ludzie piszący wiedzą, z tytułami jest największy problem. Długo myślałam o tytule "Ruchomej piaski", bo rzeczywiście ciągle miałam wrażenie, że mi się grunt usuwa spod nóg. Drugim pomysłem było "Nagle sama" - jest Fundacja Nagle Sami, pomagająca właśnie ludziom, którzy nagle stracili bliskich. A potem redaktorka Znaku, Agata Pieniążek, która wyrwała ode mnie i przeczytała ten jeszcze nie był skończony tekst, stwierdziła, że bardzo często się pojawia hasło "bez skóry" i ja tak opisuje swój stan - tłumaczy genezę tytułu swojej książki.
- Agata wyciągnęła też krótki, żartobliwy akapit, że moją poprzednią książką była "Świat zwariował. Krótki poradnik surrealistyczny, jak przeżyć". Więc puszczam oko do czytelników, którzy ją znają, i mówię, że może teraz napiszę poradnik żałobny. Po czym, oczywiście, żadnego poradnika nie będzie. To zapis sytuacji, mojego stanu i tego co wokół mnie. Ten tytuł mi się spodobał, choć nie wiem czy nie jest mylący - dodaje.
Agnieszka Taborska "Bez skóry. Jak rozmawiać z ludźmi w żałobie" Żałoba i strata wciąż są tabu
Jeszcze wcześniejszą książką Agnieszk Taborskliej była "Człowiek, który czeka. Pandemia na mansardzie", jak się można łatwo domyślić, swoisty pamiętnik z czasów zamknięcia przez COVID. Czy takie życiopisanie, z odniesieniami do kultury, literatury, filmów to jest autorki sposób na życie? I na śmierć?
- Ostatnio na pewno tak. Książkę "Człowiek, który czeka. Pandemia na mansardzie", która jest oczywiście odwołaniem do książki Georgesa Pereca "Człowiek który śpi", pisałam w czasie trzech miesięcy: tę książkę, o której rozmawiamy, pisałam przez trzy lata. "Człowieka, który czeka…" pisałam bardzo systematycznie, chronologicznie, czyli dzień po dniu. Też w odwołaniu do literatury, filmów: zrobiliśmy sobie z Marcinem prywatny festiwal filmów dotyczących epidemii. W pewnym sensie to była terapia, bo wszyscy tutaj byliśmy w jakiejś czarnej dziurze w czasie pandemii - wyjaśnia rozmówczyni Maksa Cegielskiego. - Teraz ta terapia była mi dużo bardziej potrzebna. I szczególnie początek jest bardzo chaotyczny chronologicznie (…) ale nie zmieniałem tego, bo ta książka oddaje mój rozchwiany stan ducha. Także one są w jakimś stopniu podobne – są także odwołania do literatury i do filmów. Anda Rottenberg, która napisała jeden z blurbów, obliczyła że tych książek jest sto ileś tam i 50 filmów. Oczywiście mogło być więcej, ale na tej liczbie się zatrzymałam. I nadal uważam, że książek o stracie nie ma tak wiele. Jest mnóstwo o miłości, a żałoba, strata, jest ciągle w jakiś stopniu tematem tabu - stwierdza.
Całej rozmowy można wysłuchać »TUTAJ«.
Piotr Radecki