Anna Augustyniak: poza historykami nikt o tragedii Zieleniaka nie mówił

Anna Augustyniak jest nagradzaną pisarką, dziennikarką, poetką. Max Cegielski w audycji „Plik Tekstowy” rozmawia z nią o książce „Zieleniak” poświęconej zapomnianej zbrodni Powstania Warszawskiego.

Anna Augustyniak: poza historykami nikt o tragedii Zieleniaka nie mówił

Anna Augustyniak

Foto: mat. prasowe/gdd

W sierpniu 1944 roku, podczas Powstania Warszawskiego, Niemcy przekształcili teren hali targowej przy ulicy Grójeckiej w Warszawie w obóz przejściowy. Przez Zieleniak, otoczony ceglaną ścianą i nadzorowany przez żołnierzy SS RONA, przeszło kilkadziesiąt tysięcy cywilów wypędzonych z domów. Książka Anny Augustyniak oddaje głos tym, które do tej pory pozostawały w cieniu w oficjalnej narracji o Powstaniu Warszawskim. Zieleniak zapisał się w historii jako jedno z miejsc masowych gwałtów, tortur i mordów - często dokonywanych dla rozrywki. Autorka, łącząc dokumentalną precyzję z literacką wrażliwością, przywraca zapomnianym ofiarom godność i miejsce w polskiej świadomości historycznej. To ważny głos w dyskusji o tym, jak - i kogo - pamiętamy.

Czym był Zieleniak, czym były oddziały RONA

Zieleniak funkcjonował od 4 do 20 sierpnia. Stworzony przez Niemców, był nadzorowany przez oddziały SS RONA. To były jednostki pochodzące z Republiki Łokockiej, której Niemcy pozwolili istnieć w latach 1941-1943, składające się z Rosjan walczących z wojskami sowieckimi. Ich dowódcą był Bronisław Kamiński. Po rozbiciu przez Sowietów, w 1943 roku RONA (Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa) została przerzucona na Białoruś i wzmocniona jeńcami, kryminalistami, a potem przerzucona pod Częstochowę. Po wybuchu Powstania Warszawskiego Himmler zdecydował, że jednostki mają być przerzucone do Warszawy, by tłumić powstanie. 4 sierpnia, dokładnie o godz. 10 rano od strony Okęcia 1700 żołnierzy RONA wkroczyło na Ochotę. Cel był tylko jeden: zastraszyć ludność Warszawy. - Te dwa lata w Republice Łokockiej, gdzie mordowali, gwałcili, przygotowało ich do tego, co miało się dziać tutaj, w Warszawie. Oni nawet nie weszli jak wojsko: weszli z pustymi torbami, koszykami, wózkami - po to, aby szabrować - mówi Anna Augustyniak.

Czuwanie, żeby nie zapomnieć

Anna Augustyniak przez wiele lat mieszkała na Ochocie, ale nie nic nie wiedziała o tragedii Zieleniaka, o tym, co tam się wydarzyło. - Wiele lat mieszkałam na Ochocie, przy ulicy 1 sierpnia, która jest niedaleko Zieleniaka. I nawet piszę we wstępie do swojej książki, że to był "mój" bazar: robiłam tam zakupy, kupowałam warzywa, owoce. I nie miałam świadomości, co tam się działo, co się pod tą ziemią kryje - wspomina. O tym dowiedziała się m.in. z publikacji Sylwii Chutnik.

- Halina Bortnowska, która przeszła przez Zieleniak, napisała swego czasu o tym na facebooku i napisała "żebyśmy pamiętali, żebyśmy nie zapomnieli o tym". Bo tak naprawdę nikt o Zieleniaku poza historykami nie mówił. I do dzisiaj tak jest… A Ewa Podleśna, psychoterapeutka, aktywistka znana w środowisku Warszawy, postanowiła, że 4 sierpnia każdego roku będzie przychodziła na to targowisko, na Zieleniak, i zapraszała na czuwania, czyli takie milczenie, wspominanie tych kobiet i tragedii, która tam się zdarzyła. Od dwóch lat Agnieszka Przepiórska, odtwórczyni monodramu "Ocalone" o Zieleniaku, przychodzi i odczytuje apel. Apel, który kończy ten monodram, odczytuje właśnie na Zieleniaku. I wzywa te kobiety zgwałcone, żeby stawiły się na tym apelu… - opowiada.

- Nawet teraz, kiedy to mówię, mam dreszcze. Za każdym razem to jest wstrząsające - dodaje.

Przemilczane cierpienie dziewczynek i kobiet

Książka "Zieleniak" to wg autorki swoista hybryda: książka historyczna zderzona z reportażem oraz z materiałami archiwalnymi. Jej bohaterką jest Alicja, służąca państwa Czosnowskich, która także trafia do obozu przejściowego, gdzie była spędzana i zamykana ludność Ochoty. - Chciałam pokazać różne klasy społeczne, które tam, na targowisku, na Zieleniaku, były całkowicie zrównane, niezależnie, kim byłaś przed wojną. Teraz będziesz się czuła tylko człowiekiem i tylko płeć będzie cię definiowała - tłumaczy.

- Przemilczana zbrodnia Zieleniaka - nie byłaby tak nieznana, gdyby nie dotyczyła cierpienia kobiet i dziewczynek - wreszcie przedziera się (z trudem) do świadomości społecznej. Książka Anny Augustyniak przywołuje straszne doświadczenie najzwyklejszych ludzi, bez laurek, brązownictwa, bohaterszczyzny. Tym mocniej wybrzmiewa niesprawiedliwość i bezkarność tej zbrodni, która - widzimy to dziś dojmująco - może się powtórzyć wszędzie i zawsze - mówi Agnieszka Holland o książce "Zieleniak".

Całej rozmowy można wysłuchać »TUTAJ«.

 

Piotr Radecki