Przyszłość naszych dzieci nie zależy od ocen - mówi nam dr Magdalena Śniegulska
O tym, z jakimi wyzwaniami psychicznymi mierzą się dzieci wracające do szkoły po ponad dwumiesięcznych wakacjach i jak pomóc im ponownie odnaleźć się w tej rzeczywistości - rozmawiamy z dr Magdaleną Śniegulską, psycholożką, autorką książki "Dziecko w rodzinie patchworkowej" oraz licznych publikacji naukowych dotyczących wychowania dzieci i problemów rozwojowych.
Świadectwo z czerwonym paskiem. Zdjęcie ilustracyjne.
Foto: Wojciech Olkusnik/East News
Dr Magdalena Śniegulska jest też członkinią-założycielką i wieceprezeską Stowarzyszenia "Wspólne Podwórko" a także wykładowczynią Uniwersytetu SWPS. Od lat swoją wiedzą i doświadczeniem wspomaga organizacje wspierające rozwój i edukację dzieci i młodzieży.
Czy ja sobie poradzę? Jak to będzie?
- Dwa miesiące dla dzieci, niezależnie czy mówimy o szkole podstawowej, czy liceum, to długi okres, często pełen wyzwań. Zdarza się więc, że po takiej przerwie do zespołu klasowego trafiają zupełnie nowe dzieci, z nowymi doświadczeniami i nowym obrazem siebie - wyjaśnia dr Magdalena Śniegulska i dodaje, że nierzadko towarzyszy im niepokój. - Pojawiają się pytania, jak to będzie? Czy sobie poradzę? - wymienia ekspertka.
Nie wszyscy jednak czują się podobnie. - Dla wielu dzieci wrzesień to paradoksalnie czas ulgi, powrotu do pewnego rytmu, przewidywalności - tłumaczy psycholożka. - Są takie, które właśnie w wakacje wchodzą z napięciem i czekają na powrót do szkoły jako ten moment, który nadaje strukturę ich życiu - dodaje. W tej grupie znajdują się także te dzieci, dla których szkoła oznacza bezpieczną przestrzeń, z dala od patologicznego domu.
Odporność psychiczna dziecka – jak ją budować?
Zdaniem dr Magdaleny Śniegulskiej początek roku może być dobrym na to momentem, szczególnie w przypadku dzieci, które przynajmniej rok nauki mają za sobą. - Gdy u dziecka pojawia się niepokój, można odwołać się do doświadczeń, które już ma - wyjaśnia psycholożka. - Świadomość, że złe momenty kiedyś przeminą, że można wymyślić strategię poradzenia sobie z nimi, ale także to, że nie jest się w tym samemu, bo są rówieśnicy i dorośli, na których pomoc można liczyć - jest jak posiadanie skrzyneczki z narzędziami, do której dziecko może sięgnąć - podkreśla.
Jak przyznaje kluczowym sygnałem, po którym możemy poznać, że dana sytuacja była dla nas rozwijająca, a nie zatrzymała nas w miejscu jest poczucie, że to już za nami. - Coś się wydarzyło, stanowi część naszej tożsamości, ale już minęło. Nie rozpamiętujemy tego - tłumaczy ekspertka. Ważne jest też wewnętrzne przekonanie, że sobie z tym poradziliśmy i że mogliśmy liczyć na wsparcie. - Wiemy, że są osoby, dla których jesteśmy ważny i do których potencjalnie możemy się zgłosić po pomoc - dodaje.
Jak nie wzmacniać w dziecku lęków?
Niektórzy rodzice mają bardzo dobre intencje, mogą jednak swoim zachowaniem nieświadomie wzmacniać lęki dziecka. Jak tego uniknąć? Zdaniem ekspertki warto patrzeć na dziecko jak na oddzielną osobę, a nie młodszą wersję samego siebie. - Bywa, że rodzic traktuje lęki dziecka, jak swoje własne. Wydaje mu się, że je rozumie, bo też tak miał. A tymczasem nasze dzieci to jednak nie my. I nawet, jeśli się zachowują tak samo, albo doświadczają podobnych emocji, to pod spodem mogą być bardzo różne rzeczy - wyjaśnia dr Magdalena Śniegulska.
- Nie jest też dobrze, gdy rodzice od razu wymyślają rozwiązanie, albo starają się zabezpieczyć dziecko, aby w ogóle nie dopuścić do trudnej sytuacji. - Warto być obserwatorem swojego dziecka, być go ciekawym - wymienia ekspertka. - Niekiedy lepiej jest go wysłuchać i zapytać: a jakby taki problem jak ty, miała twoja przyjaciółka, albo najlepszy kolega? To co byś mu doradził? - sugeruje psycholożka i przyznaje, że zmiana perspektywy pozwala dziecku sięgnąć do własnych zasobów - tej skrzyneczki z narzędziami.
Zdarza się, że opiekunowie bagatelizują problem, bo wydaje im się, że jak go umniejszą, to dziecku będzie łatwiej. - Mówienie: "nie ma się czym przejmować" nie pomaga - zwraca uwagę psycholożka. - Także sytuacja, w której młody człowiek opowiada nam o tym, co jest dla niego trudne, a my stwierdzamy: ja to dopiero mam trudno i zaczynamy mówić o naszych problemach, nie powoduje, że dziecko się uczy, jak sobie z tą trudnością poradzić. Tylko raczej ma poczucie, że jego uczucia nie są ważne - dodaje.
Czasem dobrze jest też pozwolić dziecku się pomartwić. - To nie może być obezwładniające, ani na dłuższą metę zaburzać jego funkcjonowania, ale warto na to pozwolić. Bo tym większa jest radość z poradzenia sobie - zaznacza.
Dr Magdalena Śniegulska, psycholożka, autorka książki „Dziecko w rodzinie patchworkowej”, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS. Fot. Arch. prywatne.Jak rozmawiać z dzieckiem, żeby chciało się na nas otworzyć?
Uważność to podstawa dobrej relacji, ale ona nie wystarczy, jeśli dziecko z nami nie rozmawia. Jak mówić do naszych dzieci, aby chciały nam opowiedzieć o swoich trudnościach? - Ciekawość ułatwia komunikację - podkreśla dr Magdalena Śniegulska i dodaje, że nie zawsze jednak jest gwarancją sukcesu. - Są dzieci, u których dużo się dzieje, ale nie chcą o tym mówić rodzicom z różnych powodów. Czasem dlatego, że ich chronią, czasami dlatego, że bardzo być chcieli, aby rodzice mieli o nich dobre zdanie, a czasami dlatego, że obawiają się, że ten rodzic zaraz znajdzie rozwiązanie i dziecko będzie musiało je zastosować - wymienia.
- W takiej sytuacji pomocne mogą być osoby trzecie - dodaje psycholożka. Nie bez powodu mówi się, że do wychowania dziecka potrzebna jest cała wioska. - Warto zbudować sobie takie zaplecze. Czasami będzie to wujek, ciocia, czasami trener albo babcia. To bardzo ułatwia. Myślę, że jest duża mądrość i dojrzałość, kiedy rodzice korzystają z tego zasobu bez poczucia żalu i takiego myślenia: no ale mogłeś powiedzieć mi - przyznaje.
Kiedy "musisz sobie poradzić" jest krzywdzące?
- To zależy od kontekstu. Jeśli np. moje dziecko regularnie zapomina stroju na WF i ja przez jakiś czas je ratuję, bo wiem, że brak stroju oznacza ocenę niedostateczną, to w którymś momencie trzeba powiedzieć: "musisz sobie poradzić". Jeżeli jednak moje dziecko łamie jakąś regułę, na którą się umówiliśmy, ale jej złamanie wiążę się z niebezpieczeństwem, bo np. córce uciekł ostatni autobus, jest 23 a ona stoi na pustym przystanku i prosi, żebyśmy po nią przyjechali, bo się boi, to "musisz sobie poradzić" w takiej sytuacji będzie równoznaczne z "nie zależy mi na tobie", twój stres nie ma dla mnie znaczenia - tłumaczy dr Magdalena Śniegulska.
- Byłoby dobrze, gdyby słowa "musisz sobie poradzić” były poprzedzone sprawdzianem, czy to dziecko rzeczywiście jest w stanie sobie poradzić w takiej sytuacji, czy ono wie co zrobić, jak się zachować, aby uniknąć negatywnych konsekwencji swoich decyzji - podkreśla ekspertka. - Czyli ja nie musze go od razu chronić, nie muszę mu prostować drogi, ale mogę go w tym ponoszeniu konsekwencji wspierać i powiedzieć: razem sobie poradzimy, tak czasem jest, że człowiek robi głupoty i trzeba po sobie posprzątać - dodaje.
Dobre oceny to nie wszystko
Dzieci w szkole żyją pod nieustającą presją ocen, porównań, oczekiwań, których czasem - mimo najlepszych chęci - nie da się spełnić. Jak wspierać dzieci nie ucząc ich jednocześnie unikania odpowiedzialności?
- Człowiek jest w stanie przyjąć ograniczoną ilość negatywnych informacji na swój temat. Bywa jednak, że porażki uczą wyuczonej bezradności. Tzn., jeśli nasze dziecko dostało się do wymarzonego liceum, uczy się, ale mimo to słyszy: tu się nie wyrabiasz, tam się nie wyrabiasz, w tym jesteś beznadziejny, to w pewnym momencie trzeba mu powiedzieć: tak nie da się żyć. I albo myślimy wtedy o zmianie szkoły, albo świadomie decydujemy, że może da radę to przetrzymać, bo na przykład klasa jest bardzo fajna i warto - tłumaczy dr Magdalena Śniegulska i dodaje, że to co wielu rodzicom i uczniom przynosi w takich chwilach ulgę to świadomość, że w dorosłym życiu nikt potem nikogo nie pyta, co miał z fizyki w liceum. To naprawdę nie ma znaczenia - podkreśla. - To są dwa światy: świat ocen i tego, co dziecko potrzebuje - zaznacza i dodaje, że warto spierać młodego człowieka w poszerzaniu swoich umiejętności i luzować tę perspektywę szkolno-ocenową.
- Moim zdaniem to wyobrażenie, że przyszłość naszych dzieci zależy od ocen, trzeba schować do szuflady. Bo co to znaczy pójść na dobre studia? Znam wiele młodych ludzi, którzy kończą szkołę i dają sobie czas, aby się wreszcie poznać. I nie raz znajdują sobie niszę, do której nie potrzebują studiów, a życiowego doświadczenia. Odnajdują się, stają się samodzielni, niezależni, zarabiają pieniądze i są szczęśliwi. Świat naprawdę bardzo się zmienił - mówi ekspertka.
Warto dobrze wypełniać swoje obowiązki
Psycholożka zwraca uwagę, że to na czym starałaby się skupić, to pokazanie młodym ludziom, że warto wypełniać obowiązki najlepiej jak się da. - A to jest zupełnie coś innego niż dobra ocena - zaznacza. - Są sytuacje, w których młody człowiek przez cały rok nie robi nic a na koniec okazuje się, że jego ocena z danego przedmiotu jest bardzo zła. I wtedy angażuje się rodzic, ustala, że trzeba zrobić siedem prezentacji, odpowiedzieć z jednego tematu i nagle ta ocena jest lepsza. Tylko to nie uczy tego, co w życiu jest potrzebne, czyli konsekwencji, przewidywalności, planowania, bycia zdeterminowanym, rozkładania swoich sił w czasie. Uczy natomiast kombinowania i często odbiera poczucie sprawczości, bo to rodzic poszedł i załatwił sprawę. Nie jest łatwo potem z takim doświadczeniem wejść w dorosłość - przyznaje ekspertka.
Jak być bezpiecznym dorosłym?
Dzieci mierzą się dziś z zupełnie innymi wyzwaniami niż my sami w ich wieku. To nie rzadko utrudnia ich opiekunom odnalezienie się w gąszczu zmieniających się potrzeb. - Czasem, gdy rozmawiam z rodzicami, mam wrażenie, że większość z nich jest przekonana, że okres dorastania jest czasem, w którym muszą zwiększać kontrolę. A tymczasem rozwojowo to jest czas, w którym dziecko ma tworzyć własną tożsamość. Teraz powinniśmy te cugle luzować i pozwalać na popełnianie różnych błędów - podkreśla dr Magdalena Śniegulska.
- Bardzo też przestrzegałabym rodziców przed sarkazmem. Niektórzy uważają, że takie komentarze dziecku łatwiej przyjąć. Być może one je regulują i prostują, ale większość moich pacjentów bierze je dosłownie. Nie mam żadnych dobrych doświadczeń z sarkastycznymi rodzicami - przyznaje psycholożka i zaznacza, że dzieci często mówią, że te słowa w nich mieszkają. - Nawet, gdy wiedzą, że rodzic miał dobrą intencję i że to nie jest prawda, to w sytuacjach trudnych, te słowa sterują ich zachowaniem - podkreśla. - Zamiast szukać swoich mocnych stron, umiejętności, pozytywów, słyszą tamten głos - dodaje ekspertka.
Ważne jest też to, aby rodzice komunikując się ze swoimi dziećmi, odwoływali się do faktów, czyli opisywali to, co dziecko naprawdę potrafi. To jest budowanie tej skrzyneczki z narzędziami. - Nie chodzi o nadmierne chwalenie, nieustający zachwyt, bo też większość dzieci wie, że jeśli ten zachwyt jest pusty, staje się zagrażający. - Jeśli nie mam dowodu, że jest on uzasadniony, boję się, że wydarzy się coś, co sprawi, że mój rodzic przestanie się mną zachwycać i świat na zewnątrz także - tłumaczy schemat myślenia dziecka psycholożka.
Niewskazana jest także nadmierna krytyka. - Jeśli rozumiem wychowanie dziecka tylko jako wskazywanie tego, co jest nie tak, to bardzo trudno na tej podstawie nauczyć się, co jest tak - dodaje.
Kiedy zgłosić się po pomoc do specjalisty?
Po czym poznać, że moje dziecko potrzebuje wsparcia nie tylko rodzica, ale rozmowy z psychologiem? - Myślę, że poznamy to po sobie. Jeśli ja, jako rodzic, czuję się bezradna, jeśli mam poczucie, że próbowałem różnych ścieżek, a jest tylko gorzej, to jest dobry moment, żeby to skonsultować z psychologiem i zastanowić się, co jeszcze mogę zrobić i czy moje dziecko wymaga już wsparcia specjalisty - wyjaśnia dr Magdalena Śniegulska. - Naprawdę w większości przypadków rodzice są wspaniałym wsparciem dla swoich dzieci i niejedno mogą osiągnąć zanim wprowadzą profesjonalną pomoc - podkreśla psycholożka.
Jeśli potrzebujesz profesjonalnego wsparcia, zadzwoń:
- 116 111 - Bezpłatny, poufny telefon zaufania dla Dzieci i Młodzieży Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę;
- 800 100 100 - Bezpłatny telefon dla dorosłych w sprawie bezpieczeństwa dzieci poniżej 18 roku życia;
- 800 12 12 12 - Dziecięcy telefon zaufania Rzecznika Praw Dziecka;
Rozmawiała Magdalena Hejna