"Cliff Booth" ma kłopoty: David Fincher robi dokrętki, Brad Pitt wraca na plan

Film "The Adventures of Cliff Booth" miał mieć premierę w Wenecji, a nie trafił do programu festiwalu. Teraz wiadomo dlaczego: bo po prostu nie był gotowy. Skąd to opóźnienie? Bo David Fincher nie jest zadowolony i w sierpniu wraca na plan z Bradem Pittem i nowym operatorem. Czy zdążą na planowaną premierę w listopadzie?

"Cliff Booth" ma kłopoty: David Fincher robi dokrętki, Brad Pitt wraca na plan

Brad Pitt jako Cliff Booth w filmie "Pewnego razu... w Hollywood"

Foto: Sony Pictures/BEEM/Beem/East News

Cliff Booth - kaskader, wojenny weteran i człowiek od zadań specjalnych z "Pewnego razu... w Hollywood" Quentina Tarantino, powraca w filmie "The Adventures of Cliff Booth". W tę postać znowu wciela się Brad Pitt, ale tym razem za reżyserię odpowiada nie Tarantino, a David Fincher ("Mank", "Zaginiona dziewczyna", "Siedem", "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona"). 


Sześć miesięcy zdjęć, osiem miesięcy montażu. I to nie koniec

Po sześciu miesiącach zdjęcia do "The Adventures of Cliff Booth " zostały zakończone w styczniu 2026 roku. I od tamtej pory David Fincher siedzi nad nim w montażowni. Reżyser słynie z tego, że potrafi spędzić w sali montażowej tyle samo czasu, ile zajmują mu zdjęcia. Jednak tym razem najwyraźniej osiem miesięcy postprodukcji nie wystarczyło.

Alberto Barbera, szef festiwalu w Wenecji, przyznał, że pierwotnie był plan, by premiera odbyła się właśnie na Festiwalu. Jednak film po prostu "nie był gotowy". Teraz portal The Playlist ujawnia kulisy: Fincher "nie był zadowolony z tego, jak wyszedł film " i naciskał na duże "dokrętki", które wiązałyby się ze "znacznymi kosztami". Netflix - producent i dystrybutor filmu - najpierw odmówił, ale ostatecznie zgodził się na "kilka dni" dodatkowych zdjęć w sierpniu. Kilka dni na planie, ale, jak się okazuje, połączone z odbudowaniem dużych dekoracji. A to już nie jest mała korekta.


Messerschmidt nie ma czasu, więc wraca Cronenweth

Dodatkową komplikacją jest zmiana operatora. Erik Messerschmidt - który nakręcił "Manka" i główną część "The Adventures of Cliff Booth" - nie ma czasu, gdyż jest zajęty na planie "Batmana: Część II" Matta Reevesa. David Fincher sięgnął więc Jeffa Cronenwetha, operatora z którym pracował przy "Podziemnym kręgu", "The Social Network", "Dziewczynie z tatuażem" i "Zaginionej dziewczynie". Duet Fincher-Cronenweth to jeden z najważniejszych duetów reżyser-operator w ciągu ostatnich 30 lat. Nie pracowali razem od 12 lat, więc ich obecna współpraca sama w sobie jest już wydarzeniem.

Czy ta zmiana operatora tylko na czas dokrętek, będzie widoczna w gotowym filmie? Fincher jest perfekcjonistą, który zawsze niezwykle dbał o spójność wizualną swoich filmów, więc odpowiedź na to pytanie dostaniemy dopiero podczas seansu.


Duże pieniądze, ale czas krótki

"The Adventures of Cliff Booth " to produkcja z budżetem przekraczającym 200 milionów dolarów, a w obsadzie obok Brada Pitta zobaczymy m.in. Timothy'ego Olyphanta, Elizabeth Debicki, Scotta Caana, Carlę Gugino, Yahyia Abdul-Mateena II, Petera Wellera i Holta McCallany'ego.

David Fincher miał w tym roku poważne komplikacje osobiste, przez które, bez podawania szczegółów wczesnym latem wstrzymał prace montażowe. Przy takich opóźnieniach, przesunięcie premiery na rok 2027 roku nie byłoby żadnym zaskoczeniem i media już spekulują na ten temat. Na razie jednak Netflix oficjalnie wciąż trzyma się pierwotnie ustalonych terminów. Film ma zadebiutować 25 listopada 2026 roku w ekskluzywnym dwutygodniowym oknie IMAX-a, a na platformie pojawić się 23 grudnia.

To daje reżyserowi niespełna cztery miesiące na zrobienie dokrętek i zakończenie postprodukcji. Sierpień pokaże, czy Fincher zdoła skończyć film na czas, czy kolejny raz pokaże, że jest twórcą, który robi wszystko tak długo, jak uważa za stosowne.

 

Piotr Radecki