"Dużo myślałem o apokalipsach". Georgi Gospodinow gościem Trójki
"I wszystko stało się księżycem" to zbiór 19 opowiadań Georgiego Gospodinowa, wydany 1 lipca 2026 roku nakładem Wydawnictwa Literackiego. Bułgarski autor był gościem Festiwalu Góry Literatury, a zapis jego spotkania z publicznością pojawił się w audycji "Wszystkie Książki Świata". Rozmowa poświęcona była nie tylko najnowszej polskiej premierze pisarza, ale także lękom i powracającemu koszmarowi, który przed laty skłonił go do postawienia pierwszych kroków w literaturze.
Georgi Gospodinov we "Wszystkich Książkach Świata".
Foto: JOEL SAGET/AFP/East News
"I wszystko stało się księżycem" to książka Georgiego Gospodinowa, napisana w 2013 roku, lecz wydana w Polsce dopiero w lipcu 2026 roku. Bułgarski pisarz był gościem Michała Nogasia w audycji "Wszystkie Książki Świata". Opowiedział nie tylko o powstawaniu publikacji, ale także o dziecięcym koszmarze, który stał się dla niego początkiem drogi do pisania.
"Pisałem tę książkę w klasztorze"
Jak wyjaśnia Gospodinow, "I wszystko stało się księżycem" powstało podczas jego pobytu w klasztorze franciszkańskim. Ważnym źródłem inspiracji były wówczas rozważania o apokalipsie, którą autor postrzega nie jako widowiskową katastrofę, lecz osobiste doświadczenie dotykające ludzi każdego dnia.
- Pisałem tę książkę w klasztorze franciszkańskim, w którym spędziłem około sześciu miesięcy. I dużo myślałem o apokalipsach, no bo co może robić człowiek, kiedy jest w klasztorze? Ale wówczas apokalipsy wydawały się fikcją, literaturą. Dziś już nie. Chciałem stworzyć opowieści, w których pojawia się to przeczucie końca. I przypomnieć, że apokalipsa to nie wybuchy, fajerwerki, krew i ogień. Apokalipsa to coś bardzo osobistego, co wydarza się codziennie różnym ludziom. (...) Więc tak, był to świat, w którym istniało przeczucie, że coś się wydarzy, ale było bardzo delikatne, prawie niemożliwe do wychwycenia - mówi Gospodinow.
Strach odgrywa istotną rolę w twórczości pisarza. Jak przyznaje, pierwszym zapisanym przez niego tekstem była historia oparta na powracającym koszmarze z dzieciństwa. Ponieważ nie chciał o nim opowiadać, postanowił przenieść go na papier.
- To dziwne, bo ja sam jestem pełen strachu. Tak naprawdę pierwszą rzeczą, jaką spisałem, była historia inspirowana koszmarem, który śniłem nieprzerwanie. Chciałem opowiedzieć ten koszmar babci, ale ona powiedziała, że nie mogę tego zrobić, bo opowiedziany koszmar zamienia się w coś, co ma ciało i krew. Ale ponieważ cały czas śniłem ten sen i chciałem go z siebie wyrzucić, wpadłem na genialny pomysł, genialny, jak tylko sześcioletnie dziecko może wpaść: zapiszę ten sen. Zapisałem go krzywym pismem, dużymi drukowanymi literami, bo tak umiałem wtedy pisać. I wydarzyły się dwie rzeczy – ten sen już nigdy więcej się nie powtórzył, ale już nigdy go nie zapomniałem. (...) Tak to jest z lękiem: kiedy zapisujesz go, nie zapominasz o nim, ale go oswajasz - mówi gość audycji.
Posłuchaj audycji w Trójce:
"Zrozumiałem ten sen"
Koszmar przedstawiał rodzinę pisarza uwięzioną na dnie studni, podczas gdy on sam pozostawał na zewnątrz. Gospodinow zrozumiał jego znaczenie dopiero wiele lat później, po śmierci ojca i podczas pracy nad książką "Ogrodnik i śmierć".
- Moja mama, tata i brat są na dnie studni. Nie mogą wyjść, ja jestem na zewnątrz. I odczuwam podwójny lęk – pierwszy to strach i lęk o nich, że zostaną tam na zawsze. A drugi to lęk i gniew, że mnie zostawili. Zrozumiałem ten sen dużo później, kiedy pisałem
"Ogrodnika i śmierć", 50 lat później. Kiedy był pogrzeb mojego ojca i na linach spuszczano trumnę pod ziemię, przypomniało mi się, że mój ojciec wielokrotnie na linach był spuszczany do studni. I nagle ta historia się domknęła - mówi bułgarski pisarz.
Czytaj także:
- Szekspir dla zabieganych: wszystkie dzieła mistrza dramatu szybko, lekko i przyjemnie
- "Bóg mi powierzył humor Polaków". 50 lat temu zmarł Antoni Słonimski
- Poezja, teatr, filozofia, jazz. 4. Festiwal Sztuki CARPE DIEM w Czarnolesie
Mateusz Wysokiński