"Jako dziecko nie chciałem być pisarzem". Eduardo Mendoza w Trójce

Eduardo Mendoza, jeden z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych pisarzy hiszpańskich, był gościem audycji "Wszystkie Książki Świata". Autor kryminalnych powieści pełnych czarnego humoru i ironii opowiedział Michałowi Nogasiowi o swojej twórczości, dzisiejszym podejściu do pisania oraz początkach kariery literackiej.

"Jako dziecko nie chciałem być pisarzem". Eduardo Mendoza w Trójce

Eduardo Mendoza w Trójce.

Foto: David Zorrakino/Associated Press/East News

Eduardo Mendoza był gościem Michała Nogasia w audycji "Wszystkie Książki Świata". Pretekstem do rozmowy była polska premiera powieści "Trzy zagadki dla Organizacji" - kryminalnej historii pełnej absurdu i charakterystycznego dla autora humoru. Pisarz opowiedział o odzyskanej swobodzie twórczej, początkach swojej kariery oraz wyzwaniu, jakim jest prawdziwe rozbawienie czytelnika.

"Naprawdę wierzyłem, że powinienem przestać pisać"

Mendoza kilkukrotnie zapowiadał odejście od beletrystyki. Nie był to jednak chwyt promocyjny, lecz szczere przekonanie, że jego dotychczasowa droga literacka dobiegła końca. Paradoksalnie właśnie ta decyzja pozwoliła mu pisać z większą lekkością i bez presji.

- To prawda. Ale to nie miało być kłamstwo ani chwyt reklamowy - naprawdę wierzyłem, że powinienem przestać pisać. Nie tyle przestać pisać w ogóle, ile nie pisać już beletrystyki. Chciałem tworzyć eseje bądź wspomnienia, ale potem stwierdziłem, że decyzja o tym, iż nie będę już pisać, była dobra. Tworzyłem wtedy z absolutną swobodą. Powiedziałem sobie: mam teraz czas na dogrywkę. Nie muszę spełniać żadnych oczekiwań, bo moja kariera się zakończyła. Robię to wyłącznie dla siebie. Byłem więc bardzo szczęśliwy. Pisanie przychodziło mi z ogromną łatwością i odkryłem nowy sposób tworzenia. Pomyślałem, że zrobiłem to, co musiałem zrobić, i mam to za sobą. Napisałem swoje książki – najlepsze, najgorsze, dobre, złe, to nie ma znaczenia - mówi Mendoza.

Swoboda nie oznacza jednak lekceważenia pracy. Autor podkreśla, że nawet najbardziej absurdalna i komediowa literatura wymaga rzetelności, dyscypliny oraz dążenia do jak najlepszego efektu.

- Teraz mam swobodę pisania o czymkolwiek zechcę, z jednym zastrzeżeniem – wciąż podchodzę do tego zadania poważnie. (...) Pracuję rzetelnie, dążę do doskonałości. To zabawne książki, pełne humoru i komedii, ale nawet w nich trzeba zachować powagę i dążyć do tego, co najlepsze. Właśnie tak zrobiłem - bez pośpiechu, zobowiązań i presji - mówi pisarz.

Posłuchaj audycji w Trójce:

"Nie miałem żadnego planu"

Droga Mendozy do literatury nie była efektem precyzyjnie zaplanowanej kariery. Od dzieciństwa fascynowały go książki, opowiadania i komiksy, lecz długo nie zakładał, że będzie utrzymywał się z pisania. Pierwsze próby spotykały się z odmową, a sukces przyszedł dopiero po wielu niepowodzeniach.

- Nie miałem żadnego planu, ale towarzyszyło mi przekonanie, że chciałbym pisać. Jako dziecko nie chciałem być pisarzem, ale kochałem pisanie, książki, opowiadania i komiksy, więc postanowiłem to robić. Nigdy nie sądziłem, że będę utrzymywać się z pisania. Z czasem napisałem jednak wiele rzeczy. Jako nastolatek wysyłałem opowiadania do gazet, ale do mnie wracały. Spotykałem się z odmową. Ukończyłem jedną powieść i ją również wysłałem. Później ukończyłem drugą powieść, która nie była idealna, ale dała mi satysfakcję. W końcu została wydana po tym, jak krążyłem od wydawnictwa do wydawnictwa. Odniosła wielki sukces, większy, niż mogłem przypuszczać. Miało to swoje dobre i złe strony, bo pomyślałem, że to poważna sprawa. Skoro potraktowano mnie poważnie, powinienem sprostać oczekiwaniom. Zastanawiałem się, co powinienem zrobić. Potem przyszedł kryzys związany z drugą książką, co jest typową sytuacją - mówi Mendoza.

Z czasem autor odkrył, że jego naturalnym językiem literackim jest komedia. Nie traktuje jej jednak jako prostszego rodzaju twórczości. Przeciwnie – uważa, że napisanie książki, która rzeczywiście wywoła szczery śmiech, wymaga szczególnego wyczucia.

- Nigdy niczego nie planowałem; pisałem po prostu to, co przychodziło mi do głowy. Odkryłem wtedy drugą formę twórczości, jaką jest komedia. Nie chodzi o wplatanie humoru do tekstu, lecz o książki humorystyczne, których pisanie jest wyzwaniem. Czy uda mi się rozbawić czytelników? Czy będę zabawny? Czytelnik musi uznać tekst za zabawny i, jeśli to możliwe, szczerze się zaśmiać, co jest trudnym zadaniem - mówi gość Michała Nogasia.

Czytaj także

Mateusz Wysokiński