Braterstwo, patriotyzm, dyscyplina - hasła, które kształtują dzieci w Ukrainie
Dwie minuty i 31 sekund - tyle zajmuje jedenastoletniemu Artemowi rozłożenie karabinu. Razem ze swoimi rówieśnikami jest na obozie paramilitarnym "Zew Jaru". Dla wielu z nich to wytchnienie od życia pod ciągłym ostrzałem i okazja do oswojenia się z trudami dnia codziennego. Audioreportaż Aleksandra Palikota i Jerzego Sobotty "W cieniu Kozaków - jak wojna zmieniła Ukrainę" w "Klubie Trójki".
Dzieci na obozie szkoleniowym "Zew Jaru", Ukraina.
Foto: fot. Aleksander Palikot
Autorzy audiodokumentu byli gośćmi audycji Anny Dudzińskiej w "Klubie Trójki".
Aktywność na świeżym powietrzu, wiejskie jedzenie, poczucie wspólnoty - to remedium na brutalną codzienność. Dwunastoletni Maksym na własne oczy widział, jak rosyjska rakieta uderzyła w centrum jego rodzimej winnicy w 2022 roku, zabijając 23 osoby, w tym troje dzieci. Jego ciotka leży w masowym grobie w Mariupolu. Rodzina nie wie, jak zmarła. - Nie jest to odosobniony przypadek - mówi Ilija, pseudonim Festiwal, lider obozu. - To dzieci, które w gruncie rzeczy nigdy nie żyły w czasie pokoju. Od dziesięciu lat żyją w kraju, w którym najpierw toczyła się trudna do zrozumienia wojna hybrydowa, a dziś żyją w czasach, gdy nasze państwo walczy o swoje istnienie - podkreśla.
Posłuchaj audycji Trójki:
Stracone pokolenie
Na tym turnusie są dzieci w wieku 9-13 lat. Uczą się nie tylko, jak obchodzić się z bronią. Instruktorzy pokazują im atrapy granatów i min przeciwpiechotnych. Tłumaczą, jak ukrywają je Rosjanie, jakie obrażenia powodują uch odłamki. Wyjaśniają różnice między rakietami balistycznymi, pociskami manewrującymi i bombami kierowanymi KAP. To bardzo praktyczna wiedza. Ukraina to obecnie najbardziej zaminowany kraj na świecie.
Dzieci poznają także zasady udzielania pierwszej pomocy, tajniki przetrwania i historię Ukrainy. Ćwiczą sprawność fizyczną. Największą popularnością cieszy się bieg z przeszkodami. - Idziesz pod ziemią, rzucają granaty. Super - mówi chłopiec o pseudonimie Rakieta.
Instruktorzy duży nacisk kładą na naukę, że broń nie jest zabawką a jej posiadanie oznacza odpowiedzialność. - Zaczynamy w młodym wieku, ale nie mówimy po prostu trzymaj karabin i idź walczyć. Nie. Jestem za tym, by nasi podopieczni nigdy nie walczyli, ale nie dlatego, że nie będą gotowi tylko dlatego, że nie będzie to konieczne. Jeżeli każdy Ukrainiec będzie mógł wystawić karabin maszynowy ze swojego okna, nikt nie zechce na nas napadać - wyjaśnia Festiwal.
- Celem naszej organizacji jest wychowanie odpowiedzialnej młodzieży. Robimy to w oparciu o trzy zasady: Braterstwo, dyscyplina, patriotyzm czy też nacjonalizm. Miłość do swojego suwerennego państwa - to jest właśnie ten zdrowy nacjonalizm, bez zakusów na cudze terytorium, ale z pragnieniem rozwijania własnego. Wierzymy, że każdy naród zasługuje na to, by rozwijać się razem ze wszystkimi i wspólnie dążyć do czegoś lepszego - tłumaczy.
Dzieci na obozie szkoleniowym "Zew Jaru", Ukraina. Bezkompromisowość
Obozy paramilitarne dla młodzieży, stają się coraz bardziej popularne. Wobec powszechnego poboru i niekończącej się wojny, nie jest to niczym dziwnym. Zdaniem niektórych ukraińskich psychologów dziecięcych silna więź z autorytetami może być korzystna, poczucie przynależności do grupy i dyscyplina pozwala na zwalczenie poczucia izolacji i bezradności.
- Ukraińcy stali się bardziej bezkompromisowi - wyjaśnia filozof Wołodymyr Jermołenko, filozof, pisarz, dziennikarz. - Pojawił się etos wojownika. W Europie muszę to ciągle wyjaśniać. Zdrowe społeczeństwo potrzebuje równowagi pomiędzy etyką wojny, czyli bezkompromisową walką, konfrontacją a etyką agory, czyli rozmową i dialogiem. Powinno opierać się na obu tych filarach. Europa jest przekonana, że całkowicie przepracowała swoją przeszłość, ale jednocześnie nie wystarcza jej ducha walki - mówi prezes ukraińskiego PEN Clubu. - Europa za bardzo uwierzyła w wieczny pokój. Musimy odejść od tej dychotomii: albo budujemy społeczeństwo na armii albo na dialogu. Musi być jedno i drugie. Agora, czyli miejsce wymiany doświadczeń, handlu towarami, rozwoju gospodarki, ale potrzebujemy też muru, by je chronić. Jeśli nie będzie murów, zdolności do samoobrony, to ktoś przyjdzie i zniszczy tę naszą agorę - podkreśla.
Szkolenia z obsługi dronów
Także dorośli chcą mieć poczucie wpływu na rzeczywistość. W centrum Kijowa, w specjalnie do tego przystosowanej hali fabrycznej, ćwiczą obsługę dronów FPV. - Uczymy najbardziej podstawowych rzeczy. Z czego składa się dron FPV, jak naładować baterie, jak pilotować - tłumaczy jeden z instruktorów. - Najpierw zdaje się egzamin na symulatorze, potem przechodzi się na prawdziwego drona i w końcu zdaje na nim egzamin. Uczymy zarówno cywilów, jak i wojskowych - potwierdza. Szkolenie trwa siedem dni. Tylko w ciągu ostatniego roku przeszło je około dwóch tysięcy osób - są bardzo popularne w Ukrainie.
Z analiz zachodnich instytutów wynika, że drony odpowiadają za ponad 70 proc. rosyjskich strat - to oznacza dziesiątki tysięcy zabitych i rannych miesięcznie. - Staram się nauczyć, jak maksymalnie zabijać wrogów, bo drony są obecnie najbardziej efektywne. Są znacznie skuteczniejsze niż wszystkie poprzednie metody prowadzenia wojny. Przyszłość należy do nich - wyjaśnia jeden ze szkoleniowców, ma 18 lat. Kilka dni wcześniej wrócił z frontu.
- Wojna między Ukrainą i Rosją to wojna egzystencjonalna. Jeśli teraz coś pójdzie nie po naszej myśli, Ukraina zniknie - mówi 42-letni Dmytro, który wrócił z Polski i wstąpił do wojska, bo chciał czuć, że jest we właściwym miejscu. Był w jednostce przeciwpancernej, aktualnie chce przejść na obsługę dronów.
Warunki możliwości Kanta
Chociaż wojna obecna jest w Ukrainie wszędzie i wyznacza jej rytm, zdaniem Wołodymyra Jarmolenki nie można powiedzieć, że doszło do militaryzacji społeczeństwa. - Duża jego część jest nadal bierna -żyje swoim życiem - tłumaczy filozof. - Naszym warunkiem możliwości jest nasza armia. To ona sprawia, że możliwe jest spokojne życie, kultura i wszystko inne - podkreśla. Z tego powodu wspiera wojsko, podobnie jak miliony jego rodaków.
- Pacyfizm rozwiązuje tylko połowę problemu. Odpowiada na pytanie, jak uniknąć zła. To bardzo dobra filozofia, ponieważ musimy umieć zapobiegać złu. Rozumiem zło jako instynkt przemocy, popęd śmierci, o którym mówił Freud. Ale pacyfizm nie odpowiada na pytanie, co zrobić, gdy zło już się pojawiło. Jadą na nas czołgi, grożą wojną jądrową, co mamy zrobić? - pyta retorycznie.
Historia nas motywuje
Jak podkreśla przewodnik po mieście Zaporoże, Kozacy zaporoscy są źródłem ukraińskiej tożsamości. - Zawsze byliśmy narodem wojskowym. Staliśmy się narodem poprzez prawo siły. Kozacy zaporoscy są fenomenem w historii Europy. W XVII i XVIII wieku słowo Kozak i Ukrainiec było tożsame. Kozacy nie uznawali pańszczyzny i uznawali się za ludzi wolnych. Żyli wg egalitarnych, niemal demokratycznych zasad i wdawali się w nieustanne wojny z Tatarami Krymskimi, Imperium Osmańskim, Rzeczpospolitą i Rosją. Dla Ukraińców stali się symbolem wolności, niezależności i ducha oporu -wyjaśnia.
- Ukraińcy są dobrzy w walce. Tak naprawdę nie przygotowywaliśmy się do tej wojny, ale miliony ludzi natychmiast powstały i poszły na wojnę. Wydawało się, że mamy słabą tożsamość narodową, ale wtedy wszyscy przypomnieli sobie hymn narodowy. Historia nas motywuje - dodaje.
Więcej na ten temat w audycji Anny Dudzińskiej "Klub Trójki".
Magdalena Hejna