Podlaska Godzilla, czyli wielka kura, społeczne protesty i wojenna trauma
Film "Co do… kury?" był pokazywany m.in. podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego 2025 i został bardzo dobrze przyjęty. A teraz trafia do tzw. eventowej dystrybucji. Z twórczyniami tego dokumentu Ryszard Jaźwiński rozmawiał w audycji "Trójkowo, Filmowo".
"Co do... kury?", reż. Joanna Deja
Foto: mat. prasowe
Łukasz Puczko to jeden z najbardziej cenionych polskich twórców superrealistycznych lalek. Kiedy w pobliżu jego rodzinnej miejscowości planowana jest budowa przemysłowej fermy drobiu, mieszkańcy, w tym Łukasz, postanawiają zaprotestować. Jedni piszą oficjalne pisma, pozwy, odwołania, a on robi to w sposób, który jest mu najbliższy - konstruując dwumetrową kurę. Tuż po wybuchu wojny w Ukrainie, mężczyzna otwiera swój dom dla rodziny uchodźców. Wśród nich jest nastoletnia Sabina, która w pracowni lalkarza stopniowo odnajduje przestrzeń bezpieczeństwa i twórczej ekspresji. Z czasem staje się jego asystentką i kontynuatorką unikalnego rzemiosła. Ich relacja - oparta na zaufaniu, cierpliwości i wzajemnej ciekawości - przeradza się w międzypokoleniową współpracę artystyczną. Razem wyruszają na tournée po europejskich festiwalach lalkarskich, niosąc ze sobą nie tylko swoje dzieła, ale i głęboko humanistyczne przesłanie o wspólnocie, sztuce i sile działania.
Pandemiczny kryzys, pomoc uchodźcom i wielka kura
W niewielkiej wsi na Podlasiu mieszka jeden z najbardziej znanych i cenionych polskich lalkarzy. Chociaż to, co robi i konstruuje, niezbyt pasuje do popularnych skojarzeń z niewielkimi lalkami sterowanymi za pomocą sznurków. A szczególnie jego kura…
- Kiedy zaczęliśmy zdjęcia, trwała pandemia. To był trudny moment dla Łukasza, gdyż był całkowicie odcięty od środków finansowych. On zarabiał głównie dzięki temu, że jeździł na festiwale lalkarskie po całym świecie i tam występował ze swoimi lalkami. Na dodatek przed wybuchem pandemii wydał wszystkie swoje oszczędności na remont pracowni. Więc został bez pieniędzy i poznajemy go właśnie w tym trudnym dla niego momencie - mówi Joanna Deja, reżyserka dokumentu "Co do… kury?". - Asia zgłosiła się do nas już po realizacji kilku tygodni zdjęciowych, miała przygotowany też trailer. I to było idealnie w punkt: Łukasz budował swoją wielką kurę, wielką lalkę, a Aśka musiała jak najszybciej jechać na Podlasie, aby go obserwować. Kiedy zobaczyliśmy trailer i Łukasza siedzącego z zarysem tej kury, zobaczyliśmy że w małej Podlaskiej wsi siedzi lalkarz, który ma w planach w budowanie coś tak gigantycznego i tak imponującego, stwierdziliśmy, że absolutnie nie możemy przejść obok tego obojętnie - dodaje producentka Justyna Kluczewska z firmy produkcyjnej Raban.
Lalki, które pomogły w walce z wojenną traumą
W pewnym momencie do filmu, w sposób absolutnie nieplanowany, wkracza wielka historia. - Wybucha wojna w Ukrainie, a Łukasz decyduje się przyjąć pod swój dach uchodźców, mimo że sam ma bardzo słabą sytuację. I przybywa do niego matka z dwójką dzieci: Władzikiem i nastoletnią Sabiną. Niespodziewanie ta dziewczyna staje się jego asystentką, z którą tworzy tę swoją kurę. Budowanie tej wielkiej, 2-metrowej mechanicznej kury, było długotrwałym procesem i trwało aż dwa lata. Myślę, że dla Sabiny to była taka nietypowa forma terapii - stwierdza rozmówczyni Ryszarda Jaźwińskiego. - Bo na początku ona przez miesiąc w ogóle nie wychodziła z pokoju: pełna izolacja, z nikim nie rozmawiała. Mam wrażenie, że ciekawość, co robi Łukasz w pracowni, powolutku wyciągnęła ją z tego pokoju. Na początku z daleka, z dystansu obserwowała, co tam się dzieje i powoli, powoli wchodziła w ten świat lalek. Mam wrażenie, że te lalki pomogły jej w walce z wojenną traumą, z tym co tam widziała. Pomogły ułożyć sobie to wszystko w głowie … - tłumaczy gościni Ryszarda Jaźwińskiego.
Symbol walki z przemysłowymi farmami drobiu
Kura, która zbudowal Łukasz Puczko powstała jako wyraz protestu przeciwko wielkiej, przemysłowej budowli, której powstanie mogłoby zniszczyć nie tylko przyrodę, ale także zagrozić ludzkiej egzystencji. I po blisko sześciu latach sprawa budowy wielkiej fermy drobiu nadal jest w toku, ponieważ po pierwszym wyroku wspierającym mieszkańców, inwestor się odwołuje, wymyślając nowe kruczki prawne. - Kura Łukasza stała się symbolem walki z fermami, bowiem jest wypożyczana do innych tego typu akcji. Przyciągnęła też media i zwróciła uwagę na ten problem nie tylko na Podlasiu – wskazuje Joanna Deja.
Całej rozmowy można wysłuchać »TUTAJ«.
Piotr Radecki