"Musimy teraz zrobić coś kolorowego". Rozmowa z twórcami filmu "Ojczyzna"

"Ojczyzna" Pawła Pawlikowskiego domyka wyjątkową trylogię czarno-białych dramatów historycznych reżysera, do której należą także "Ida" i "Zimna wojna". O najnowszym filmie w audycji „Trójkowo, Filmowo” opowiedzieli jego współtwórcy: Ewa Puszczyńska, producentka reprezentująca polską stronę międzynarodowej koprodukcji, oraz Łukasz Żal, autor zdjęć do filmu.

"Musimy teraz zrobić coś kolorowego". Rozmowa z twórcami filmu "Ojczyzna"

O filmie "Ojczyzna" w "Trójkowo, filmowo"

Foto: screen/youtube.com/KinoSwiatPL

W audycji "Trójkowo, filmowo", prowadzonej przez Ryszarda Jaźwińskiego, przy okazji polskiej premiery „Ojczyzny” w reżyserii Pawła Pawlikowskiego – międzynarodowej koprodukcji - rozmawialiśmy z twórcami filmu. Wśród gości Ewa Puszczyńska, producentka ze strony polskiej, oraz Łukasz Żal, autor zdjęć do filmu, nominowany do Oscara za zdjęcia do wcześniejszych filmów Pawła Pawlikowskiego: "Idy" i "Zimnej wojny".

"Każdy to zobaczy, jak będzie chciał"

Jak mówi Puszczyńska, "Ojczyznę" rzeczywiście można traktować jako domknięcie trylogii Pawła Pawlikowskiego.

- Każdy to zobaczy, jak będzie chciał. Ja od początku miałam skojarzenie, że ten film może być trzecią częścią trylogii, zamykającą pewien etap twórczości Pawła, ale może o tym, o czym opowiada i jak opowiada. Być może następny film nie będzie czarno-biały, a kolorowy, nie wiem - mówi Ewa Puszczyńska.

Producentka podkreśla, że praca z Pawlikowskim jest dla niej bardzo rozwijająca - również od strony czysto ludzkiej.

- Jestem przeszczęśliwa, ja uwielbiam z Pawłem pracować. Od "Idy", kiedy się poznawaliśmy, myślę, że teraz znamy się dobrze, możemy przewidzieć swoje reakcje na różne rzeczy. Dlatego ja lubię z Pawłem pracować, bo się bardzo dużo uczę, ja się sama rozwijam, pracując z człowiekiem. Dla mnie to sens, kiedy ja jako człowiek, nie tylko jako producent, przy ciężkiej pracy mogę się rozwinąć - mówi gościni audycji.

Jak zaznacza Puszczyńska, nie może zdradzać fabuły filmu. Podkreśla jednak, że widzowie mogą spodziewać się bardzo dobrego kina.

- Nie mogę niczego zdradzać. Tylko to, że zobaczą kolejny czarno-biały film w formacie akademickim. Każdy musi ten film zobaczyć i go przeżyć sam. Każdy musi w tym filmie zobaczyć swoje emocje, swoje poglądy na świat, swoją wrażliwość musi odnaleźć. Nie mogę powiedzieć, czego mogą się spodziewać. Mogą się spodziewać bardzo dobrego kina - mówi producentka.

Film został wyróżniony w Cannes za reżyserię i - jak podkreśla gościni "Trójkowo, filmowo" - spotkał się tam z bardzo dobrym przyjęciem.

-  Ten film został bardzo dobrze przyjęty w Cannes. On był do końca, mimo że dostał tylko i aż nagrodę za reżyserię, do samego końca najwyżej utrzymał się w dziennikarskich rankingach i miał chyba najlepsze recenzje ze wszystkich filmów - puentuje Puszczyńska.

Posłuchaj audycji w Trójce:

"Musimy teraz zrobić coś kolorowego"

O domknięciu trylogii mówi także Łukasz Żal, sugerując, że kolejny film Pawlikowskiego może być już zrealizowany w kolorze.

- Paweł zawsze nas może zaskoczyć, ale myślę, że tak. Musimy teraz zrobić coś kolorowego, stawiać pierwsze kroki w kolorze - mówi Łukasz Żal.

Mimo podobieństw do "Idy"  i "Zimnej wojny", najnowszy film Pawlikowskiego ma - zdaniem autora zdjęć - zupełnie inny wymiar. Tym, co łączy te obrazy, jest jednak swoista "medytacja o życiu".

- Jest wizualnie film czarno-biały, w formacie 4:3. Myślę, że to jest jakiś rodzaj trylogii. Zamyka trylogię. Staraliśmy się, żeby ten film był inny, bardziej reporterski, chropowaty, bardziej komponowany. Gdzieś szukaliśmy i myślimy, że udało nam się zrobić film, który jest trylogią, ale jest inny. Tematyka też jest inna, dotyka innych spraw. Co je łączy - myślę, że każdy z nich jest medytacją o życiu – mówi autor zdjęć.

Żal przyznaje, że obserwował film już na etapie montażu. Dopiero jednak seans gotowego obrazu wywołał w nim wyjątkowo silne emocje.

- Ja już go widziałem, jak powstaje, bo Paweł zawsze montuje filmy w trakcie zdjęć. Jeden dzień wolny, Paweł montuje. Przychodząc do montażowni, widziałem, jak ten film powstawał. (...) Widziałem go w procesie, ale jak zobaczyłem go na koniec – a szczególnie kiedy poszliśmy w Cannes go obejrzeć w nocy o godzinie 3:30, robić testową projekcję i poszliśmy tam w kilka osób, i w tym wielkim kinie obejrzeliśmy film, to poczułem takie naprawdę niezwykłe uczucie, takiego wielkiego szczęścia, że to jest coś pięknego, to jest realizacja marzenia. To jest dotknięcie czegoś, co tak uskrzydla, że potem nie mogłem zasnąć aż do świtu, bo było to gdzieś aż tak mocne uczucie, że jestem we właściwym miejscu, że jestem wdzięczny losowi, że mogę coś takiego robić - mówi Żal.