Przy Okrągłym Stole. Kobiety czasów przełomu
Renata Grochal zaprosiła do rozmowy uczestniczki wydarzeń z 1989 roku. Zdarzenia, które doprowadziły do pierwszych wolnych (choć nie w pełni) wyborów wspominają Barbara Labuda - działaczka opozycji, a następnie ministra w Kancelarii Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, Małgorzata Niezabitowska - rzeczniczka rządu Tadeusza Mazowieckiego i Grażyna Staniszewska - jedna z zaledwie dwóch kobiet uczestniczących w negocjacjach przy Okrągłym Stole, reprezentantka strony opozycyjnej.
Gościnie audycji "Przy Okrągłym Stole" w studiu radiowej Trójki
Foto: Polskie Radio
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Proszę Państwa, 4 czerwca skończył się w Polsce komunizm – powiedziała 28 października 1989 roku w głównym wydaniu Dziennika Telewizyjnego Joanna Szczepkowska
- W tym roku Polacy obchodzą 37. rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów parlamentarnych, które doprowadziły do obalenia komunizmu
- 24 sierpnia 1989 roku zaprzysiężony został rząd Tadeusza Mazowieckiego, pierwszego od końca wojny niekomunistycznego premiera
OGLĄDAJ. Przy Okrągłym Stole
4 czerwca 1989 roku odbyły się w Polsce pierwsze powojenne, częściowo wolne wybory. Wydarzenie było pokłosiem negocjacji Okrągłego Stołu z udziałem przedstawicieli władz Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, demokratycznej opozycji oraz stron kościelnych. Wśród 58 głównych uczestników rozmów plenarnych zasiadały zaledwie dwie kobiety - Grażyna Staniszewska oraz prof. Anna Przecławska.
Barbara Labuda w swojej książce przyznała, że bardzo chciała zasiąść przy Okrągłym Stole, do czego próbowała przekonać Jacka Kuronia. Nie wzięła jednak udziału w obradach, a tworzyła biuletyn, w którym opisywała negocjacje. - Ale wywalczyłam Grażynkę - przyznała. - Powiedziałam wtedy Jackowi, że któraś z nas musi być. W sytuacji, gdy wy będziecie gadać z czerwonymi - mówię naszym dawnym językiem - a my brałyśmy bardzo czynny udział i organizowałyśmy wszystko w podziemiu, gdy wy siedzieliście w więzieniu (...), byłyśmy szefami tych struktur, my je wymyślałyśmy i nimi dowodziłyśmy, to jest nie do pomyślenia, aby żadna z nas z różnych części Polski w tym nie uczestniczyła - relacjonowała.
Bez kobiet? To byłby skandal
Małgorzata Niezabitowska stwierdziła, że konieczność walki o obecność jednej kobiety podczas obrad Okrągłego Stołu było sytuacją "skandaliczną". - W samej Solidarności jeszcze w 1981 roku, w naszym wielkim ruchu wolnościowym, gdzie było prawie 10 milionów osób, 54 procent stanowiły kobiety. Oczywiście później była Solidarność podziemna, ale w niej również (…) odgrywały one wielką rolę. Po tym wszystkim jest walka o jedną kobietę. Naprawdę to było bardzo przykre - tłumaczyła.
Grażyna Staniszewska - po zakończeniu negocjacji - razem z Lechem Wałęsą zabrała głos i podsumowała dwumiesięczne obrady Okrągłego Stołu. - Zgodnie z ustalonymi zasadami, każda ze stron miała tylko dwa wystąpienia, ponieważ całość była transmitowana i należało pilnować czasu (...). Wtedy odbyły się dwa wystąpienia: główne, polityczne wygłosił Lech Wałęsa, natomiast ja miałam wystąpienie uzupełniające, dotyczące sytuacji ekonomicznej ludzi i ogólnej kondycji kraju. Zależało mi na tym, żeby podkreślić znaczenie problemów społecznych i ekonomicznych, które dotykały zwykłych obywateli oraz uwydatnić, jak istotne jest, aby podczas historycznych negocjacji nie zapominać o realnych potrzebach Polaków - wspominała.
Zauważyła również, że kwestia obecności wyłącznie dwóch kobiet podczas negocjacji, nie była poruszana w trakcie rozmów. - Cały czas zajmowaliśmy się Polską, sytuacją całego społeczeństwa i to było kluczowe - zaznaczyła. - Miałam poczucie, że tamta strona oraz my wciąż drepczemy w jednym miejscu i nie możemy przeskoczyć jakiejś niewidzialnej bariery. Mimo wszystko dzięki tym wyborom to właśnie udało się przeskoczyć, co dla mnie było zaskoczeniem, ponieważ myślałam, że nie mamy zbyt wielkich szans - zdradziła. - Wybór i wysoka wygrana dla mnie była ogromnym zdumieniem, ale też podniosła mnie na duchu, że warto było i że teraz ważne jest, co zrobimy z tym zaufaniem społecznym oraz czy sprostamy nadziejom - wyjaśniła.
Jak długo można było walczyć?
Labuda przyznała, że komuniści przystali wtedy na bezkrwawą rewolucję ze względu na ówczesną sytuację ekonomiczną w Polsce, strajki oraz niewydolność systemu. - Był on także spróchniały moralnie oraz politycznie - wskazała. - Z drugiej strony, jak długo można ciągnąć walkę podziemną, będąc ciągle ściganym człowiekiem, w pogotowiu oraz w stresie? - dodała. - Była część działaczy, która nie chciała tego Okrągłego Stołu, ponieważ woleli walkę, na którą my, kierownictwo Solidarności podziemnej, się nie zgadzaliśmy, czyli pogrążenie kraju w kolejnym nieudanym, bohaterskim, krwawym powstaniu - wyjaśniła.
- Do Okrągłego Stołu doszło, dlatego że tamta strona była słaba, ale my też byliśmy coraz słabsi - oceniła Grażyna Staniszewska. - Jeżeli by to porównywać z dzisiejszymi czasami, to nie ma takiej sytuacji. Każdej ze stron wydaje się, że jest mocna i że może wbić przeciwnika w ziemię, zdeptać - oceniła.
Przed 1981 rokiem - jak podkreśliła Niezabitowska - w wielu momentach nastrój wśród społeczeństwa był wyjątkowy. Miało wtedy występować poruszenia wolnościowe, czego nie było czuć w roku 1989. - Nie było tego uniesienia - oceniła. W wyborach wzięło wtedy udział niewiele ponad 62 procent uprawnionych do głosowania Polaków. - To było rozczarowujące - zaznaczyła.
- Była nadzieja. Ludzie wygonili komunę poprzez głosy. Uwierzyli prawdopodobnie w to, co myśmy mówili w tych naszych podziemnych mediach, że twój głos się liczy. Poszli dość tłumnie, ale jednak nie za bardzo tłumnie. Po tych bojkotach to było w pewnym sensie zwycięstwo - stwierdziła Barbara Labuda.
Wielu było przerażonych
Dopiero kiedy została rozbity komunistyczny rząd, można było zacząć tworzyć nowy. - Wtedy było trzech kandydatów: Geremek, Kuroń i Mazowieckiego. Wybrano oczywiście Mazowieckiego - przypomniała Małgorzata Niezabitowską, choć jak zaznaczyła, "zastanawiał się, czy wziąć na siebie tę ogromną odpowiedzialność".
Barbara Luda wskazała, że przejęcie rządów wcale nie było łatwym zadaniem. - Nie tylko w Polsce znaczna część bała się tych naszych rządów, ale na całym świecie. Amerykanie byli przerażeni. Francuzi byli przerażeni. Niemcy byli przerażeni - wspominała. Przyznała, że "ci, którzy przejęli władzę pokojowo w Polsce, wywołali wielki kryzys międzynarodowy". - Nawet straszono III wojną światową - dodała.
Nauka demokracji
Barbara Labuda przypomniała, że wówczas istniała ogromna chęć nauki, czym jest demokracja. - Kiedyś się bałam, że sufit się zawali w jednym z budynków, bo przyszło prawie dwa tysiące ludzi na spotkanie z Kuroniem - wspominała. Nie tylko, jak zaznaczyła, "my byliśmy tymi mędrcami". - Ludzie nas oświecali. Często pierwszy raz mogli wyrazić swoje marzenia polityczne - podkreśliła. - Nie znaliśmy uczucia, jak to jest żyć w demokratycznym kraju - dodała.
Grażyna Staniszewską podkreśliła, że "ludzie mieli dość tego, co było". - Demokracja to było marzenie, zmierzanie ku jaśniejszej przyszłości. Ludzi denerwował też cały ustrój gospodarczy, który panował w Polsce - stwierdziła. Wyznała, że "wszyscy mieli nadzieję na zmiany".
- Rząd zwiększa środki na in vitro. "PiS z ideologicznych przyczyn uznał, że nie warto"
- Ustawa o statusie osoby najbliższej. "Jestem ostatni, żeby zaglądać pod kołdrę"
- Karol Nawrocki jako prezydent. Nowy sondaż pokazuje niemal remis
Źródło: Trójka
Prowadząca: Renata Grochal
Opracowanie: Dominika Główka