Wdzięczność pomaga budować bliskość - mówi nam Marita Woźny, psycholożka

Dzień Doceniania Męża, który w tym roku świętujemy 18 kwietnia to odpowiednik obchodzonego we wrześniu Dnia Doceniania Żony. O tym, jak docenianie wpływa na nasze poczucie bezpieczeństwa i bliskości w związku i co się dzieje w relacji, kiedy przestajemy się wzajemnie zauważać - rozmawiamy z Maritą Woźny, psycholożką, psychoterapeutką, autorką podcastu "Żywiołowe związki".

Wdzięczność pomaga budować bliskość - mówi nam Marita Woźny, psycholożka

Marita Woźny, psycholożka, psychoterapeutka, autorka podcastu „Żywiołowe związki”.

Foto: Arch. prywatne

Marita Woźny jest twórczynią marki "Między Parami" - przestrzeni psychoedukacyjnej, w której pokazuje, jak budować lepsze relacje ze sobą i z innymi oraz jak doświadczenia z dzieciństwa wpływają na dorosłe życie i związki. Jest także wykładowczynią w Instytucie Psychologii na Uniwersytecie Wrocławskim.

Posłuchaj audycji Trójki:

O co chodzi w docenianiu? Czym ono jest?

- Wiele osób rozumie docenianie, jako pochwałę - czyli: "super, że to zrobiłeś", "świetnie ci wyszło", "jesteś cudowna" - mówi Marita Woźny i dodaje, że tego rodzaju komunikaty są raczej powierzchowne. - Być może działają one jak szybki zastrzyk i przez chwilę dają nam przyjemność, ale w dłuższej perspektywie nie budują niczego trwałego - przyznaje psycholożka i podkreśla, że dla niej docenianie jest czymś innym.

- Rozumiem je jako mówienie, jak mi z czymś jest, co jest dla mnie ważne, jako dostrzeganie czyjegoś wysiłku, intencji, obecności albo starań - wyjaśnia ekspertka. - To będą wypowiedzi typu: "Zwróciłam uwagę, że się zatrzymałeś i nie przerwałeś mi, chociaż wiem, że to było dla ciebie trudne" albo "Wiem, że zwykle zareagowałbyś ostrzej, ale tym razem tego nie zrobiłeś. Doceniam to" - wymienia psychoterapeutka i podkreśla, że chodzi o zauważenie drugiego człowieka i drobnych gestów, które wykonuje, bo to buduje bliskość.

Poczucie bezpieczeństwa

Jeśli partnerzy przestają się zauważać, maleje poczucie bezpieczeństwa w związku. - Nie mamy czym tej relacji zasilać - mówi Marita Woźny. - Często przytaczam metaforę sformułowaną przez Johna Gottmana, eksperta w dziedzinie terapii par. Mówi ona o tym, że związek jest jak emocjonalne konto bankowe. Ja posługuję się terminem emocjonalny bankomat. Jeśli wpłacamy do niego wszystko to, co się dobrego między nami na co dzień wydarza - to sprawia, że w momentach kryzysu, łatwiej nam sobie z nim poradzić - przyznaje psychoterapeutka. - Jeśli jednak tego nie robimy, nie wpłacamy, to później nie mamy z czego czerpać. W konsekwencji między partnerami tworzy się emocjonalny dystans, oddalają się od siebie, pojawiają się wątpliwości, lęk - wyjaśnia ekspertka i dodaje, że wraz z tymi emocjami niknie motywacja do dawania czegoś od siebie. - Bo skoro ty nie mówisz mi miłych rzeczy, nie robisz ze mną czegoś, co ja lubię, no to ja też nie będę się starać - podaje przykłady. - Przestajemy chcieć dawać sobie wzajemnie coś dobrego i to poczucie bliskości spada - podkreśla.

Wzorce kulturowe

- Sporo jest przekazów kulturowych, które pokazują, że mężczyzny nie powinno się za bardzo chwalić, bo urośnie w piórka i odfrunie. Wiele kobiet krytykuje swoich partnerów, bo mają wdrukowane, że jako "Matki Polki" muszą wszystko i wszystkich kontrolować, poprawiać i że zawsze mogą zrobić coś lepiej - tłumaczy Marita Woźny i dodaje, że to jest bardzo krzywdzące dla obu stron. - Taka kobieta nie potrafi odpuścić i zadbać o siebie, czuje się zmęczona ciągłym zarządzaniem domem, jej frustracja rośnie, a on z kolei czuje się niekompetentny w wielu obszarach - dodaje ekspertka. - W gabinecie mężczyźni często skarżą się, że dostają od partnerek komunikat, że cokolwiek zrobią z dzieckiem, robią źle. Nie czują się przez to wartościowymi ojcami, chociaż bardzo starają się nimi być. Niejednokrotnie mówią o doskwierającym im poczuciu samotności. Zazwyczaj są bardzo wzruszeni, gdy z drugiej strony pojawia się informacja o tym, ile znaczą i co dobrego wnoszą do relacji - zaznacza psycholożka.

Dlaczego docenianie sprawia nam tyle trudności?

- Docenianie jest trudne bez względu na płeć - przyznaje Marita Woźny. - Po pierwsze dlatego, że nikt nas tego nie nauczył. W domach rzadko słyszeliśmy zdania typu: "fajnie, że to zrobiłeś", "widzę, że się postarałeś". I teraz, gdy partner czy partnerka robi coś dla relacji, to druga osoba nawet jak to zauważa, to nic nie mówi, bo nie ma takiego nawyku - wyjaśnia psychoterapeutka i dodaje, że częściej byliśmy korygowani, krytykowani, a pochwała pojawiała się dopiero, gdy zrobiliśmy coś super. - I to musiało być rzeczywiście super. Zazwyczaj nie zwracano uwagi na to, że może na tle innych wypadamy średnio, ale dla nas samych to są już wyżyny. Niekoniecznie zauważano nasz trud i starania. Częściej słyszeliśmy: "to jest źle, popraw" niż "widzę, że zrobiłeś w tym postęp" - wymienia. - Pojawiało się mało konstruktywnych komunikatów i dziś powtarzamy ten schemat - dodaje.

Bywa, że docenianie kojarzy nam się z rozpuszczeniem. - Pojawia się lęk, że jak ją/go pochwalę, to przestanie się starać - przyznaje psycholożka. Jej zdaniem docenianie wiele mówi także o odsłanianiu naszych własnych potrzeb. - Wymaga ono kontaktu ze sobą, umiejętności nazwania własnych przeżyć, uczuć - czyli innymi słowy, jeśli ja chcę kogoś docenić, to muszę ujawnić, że coś było dla mnie ważne, albo że czegoś potrzebuję - tłumaczy Marita Woźny. - Tymczasem nierzadko boimy się, że druga strona może wykorzystać przeciwko nam te informacje, że zyska nad nami kontrolę, bo dowie się, gdzie może nas zaboleć - zauważa.

- Często też myślimy, że coś jest oczywiste. Np. "przecież wiadomo, że ją kocham", "po co to mówić, skoro przyniosłem kwiaty/ugotowałem obiad". To się wydaje logiczne - skoro robię coś dla ciebie, to znaczy, że mi zależy. Ale to nie jest logiczne, a my potrzebujemy tych dobrych słów - podkreśla ekspertka. - Gdy rozmawiam z parami zwracam uwagę, że rzeczy, które są dla nas raniące i krzywdzące jesteśmy sobie w stanie wypominać regularnie a tych, które są dla nas przyjemne, nie ujawniamy - przyznaje psychoterapeutka.

Czytanie w myślach

- Wielu kobietom wydaje się, że mogą pochwalić partnera dopiero wtedy, gdy domyślił się, czego pragną - mówi Marita Woźny i wyjaśnia, że związane jest to z wyobrażeniami o fantastycznej miłości, w której ludzie są tak dopasowani, że mają także telepatyczną więź. - Czyli mogę go pochwalić, gdy się domyśli. Nie mam natomiast przestrzeni na to, aby ucieszyć się, że ugotował obiad, bo zrobił burgery a nie spaghetti, na które akurat miałam ochotę, ale nie powiedziałam - śmieje się psycholożka i zwraca uwagę na feedback.

- Informacja zwrotna jest bardzo istotna. Skoro staram się dla drugiej osoby i robię dla niej coś, to chciałabym wiedzieć, że to jej autentycznie sprawia przyjemność. Bywa, że ludzie latami są sztucznie chwaleni za coś, a później okazuje się, że dla przykładu mąż kupował żonie tulipany, a ona kochała róże - dodaje.

Miłość za zasługi

- Zdarza się, że docenianie traktujemy jako coś podejrzanego, bo w naszych domach ciepło i uwaga rodzica pojawiały się, kiedy spełnialiśmy jakieś kryteria - taka miłość za zasługi - mówi Marita Woźny. - W konsekwencji trudno jest nam powiedzieć coś dobrego bez większego powodu albo wtedy, gdy nie jest idealnie, bo w głowie pojawia się myśl: "ale za co mam go docenić?" - wyjaśnia mechanizm ekspertka.

- Jeśli w dzieciństwie dostawaliśmy uwagę rodziców tylko wtedy, gdy zrobiliśmy coś lepiej niż inni, ale nie zauważano naszych wysiłków, to w dorosłości będziemy patrzeć na partnera przez ten pryzmat - podkreśla. - To może być pryzmat zarobków, czy zarabia dużo, czy mało i czy to już jest ten poziom, od którego zaczyna się docenianie. Przez pryzmat osiągnięć - czy ma taką pracę, jaką ja bym sobie życzyła, żeby miał - wymienia i dodaje, że brakuje nam wrażliwości na nasze starania, codzienność, zmęczenia, drobne gesty. Może się też w nas uruchamiać potrzeba rywalizacji. - Nawet, gdy coś zauważymy, słowa uznania mogą nam nie przejść przez gardło, bo trudno nam pogodzić się z faktem, że partner może być w czymś od nas lepszy, szczególnie gdy w przeszłości byliśmy przez bliskich porównywani do innych - tłumaczy.

Pięć języków miłości

Czy można przedobrzyć z wdzięcznością? Zdaniem psycholożki, jeśli robimy to autentycznie, nie ma miejsca na przesadę, tylko na budowanie bliskości. Docenianie jest jednym ze sposobów wyrażania miłości, opisywanym m.in. w koncepcji pięciu języków miłości, według amerykańskiego doradcy małżeńskiego Gary’ego Chapmana.

Według tej teorii każdy z nas posługuje się określonym językiem miłości, czyli odbiera i okazuje miłość w określony sposób. Są to: język afirmacji (słowa, komplementy, uznanie, docenianie), język czasu (wspólnie spędzone chwile, rozmowy), język drobnych gestów (pomaganie, wyręczanie w obowiązkach), język prezentów (dawanie upominków), język dotyku (przytulanie, kontakt fizyczny). Języków, z których korzystamy może być wiele, ale jeden jest dominujący. - Podsumowując robimy względem drugiej osoby to, co sami chcielibyśmy od niej dostawać - wyjaśnia Marita Woźny.

- Jeśli żyjemy z osobą, która posługuje się tymi samymi językami co my, to mamy łatwo. Na takie pary patrzy się, jakby magicznie wszystko umiały, dogadywały się bez wysiłku - tłumaczy. - Jeśli jednak ja cenię sobie czas, a żyję z partnerem, dla którego wyrazem miłości są prezenty, to nie będzie to już dla mnie takie naturalne i będę musiała się bardziej zastanowić, co mam zrobić, aby mu było miło - wyjaśnia ekspertka. - Myślę jednak, że nawet jeśli dla kogoś pochwała słowna nie ma większego znaczenia, to warto jest komunikować, że zauważyliśmy to, co dla nas zrobił. Taka wymiana bardzo nas na siebie otwiera - podkreśla.

Z ręką w nocniku

Nie zawsze dbamy o związki. Nie chodzimy na randki, nie stawiamy siebie na pierwszym miejscu, zamiatamy problemy pod dywan. Słuchamy, ale nie chcemy słyszeć. Tworzymy projekty: projekt dom, projekt rodzina, ale gubimy w nich nas samych, nierzadko żyjąc obok siebie. Walczymy o rację, nie zauważając, że tracimy relację.

- Ludzie bardzo często zaczynają ze sobą rozmawiać wtedy, kiedy są skrajnie sfrustrowani, a nie wtedy, gdy jest stosunkowo mało napięcia - przyznaje Marita Woźny i podkreśla, że to skutkuje wzajemnym obrzucaniem się pretensjami, co tylko pogarsza sytuację. - Nasz mózg funkcjonuje w ten sposób, że jak przekroczymy pewien punkt emocji, to nam się włącza myślenie tunelowe, a wyłącza racjonalne. Nie jesteśmy w stanie w ogóle wziąć pod uwagę perspektywy drugiej osoby - dodaje psycholożka. - To wyłącza nas ze słuchania i uniemożliwia komunikację. Dlatego tak ważne jest, aby nie czekać do kryzysu, tylko na bieżąco dbać o relację, bo może być za późno - podkreśla.

- Zawsze będą rzeczy, które będą nas bardzo denerwować w partnerze. My także mamy w sobie cechy, które działają mu na nerwy. Są konflikty, których nie rozwiążemy w żaden sposób i warto mieć tego świadomość. Różnimy się od siebie. Po prostu - podsumowuje Marita Woźny.

Rozmawiała Magdalena Hejna