Przywitały mnie pingwiny. O nowym "Arctowskim" w "Dobrze Zaprojektowane"
Pierwsza wizyta w stacji i niezwykłe powitanie. Zamiast zniecierpliwionych ekip budowlanych - pingwiny. O swojej podróży na Wyspę Króla Jerzego i projekcie nowego budynku głównego Polskiej Stacji Antarktycznej - opowiada Bartosz Świniarski, ówczesny członek zespołu pracowni "Kuryłowicz & Associates", która jest autorem projektu, obecnie architekt w pracowni "BBGK".
Pingwiny Adeli na górze lodowej.
Foto: ANP Kina/ EastNews
- Podróż zajęła mi około tygodnia. Dwie przesiadki lotnicze, przepłynięcie przez Cieśninę Drake’a na statku marynarki wojennej Chile. Na koniec wysadzono mnie do małej łódeczki, która dotarła wprost na kamienistą plażę - mówi Bartosz Świniarski. Pracownicy stacji spodziewali się jego przybycia, ale nie wiedzieli dokładnie, kiedy to nastąpi. Dlatego na brzegu nikt na niego nie czekał. Prawie nikt. - Przywitały mnie pingwiny - wspomina architekt.
Na Wyspę Króla Jerzego w archipelagu Szetlandów Południowych przypłynął 11 lat temu, w marcu 2015 roku, aby osobiście zapoznać się z warunkami do projektowania i uzyskać, jak najwięcej informacji o potrzebach polarników.
Bartosz Świniarski jest bohaterem drugiego odcinka audycji Anny Dudzińskiej "Dobrze Zaprojektowane" o nowym budynku głównym Polskiej Stacji Antarktycznej. W pierwszym odcinku wypowiadała się prof. Ewa Kuryłowicz, generalny projektant pracowni "Kuryłowicz & Associates", która jest jego autorem
Posłuchaj audycji Trójki:
Niezwykły projekt w niezwykłym miejscu
- Bardzo się do tego przyłożyliśmy. Wiedzieliśmy, że projektujemy właściwie ambasadę Polski w tej Antarktyce - podkreśla Bartosz Świniarski i dodaje, że punktem wyjścia były założenia funkcjonalne obiektu a konkretnie - lista pomieszczeń z bardzo precyzyjnymi wymaganiami.
- Niektóre powinny mieć słońce, niektóre widok na Zatokę, niektóre powinny być zimne, niektóre ciepłe - tłumaczy architekt i dodaje, że projektanci zaczęli je rozkładać zgodnie z tym kluczem a to doprowadziło do tego, że zarysował się trójdzielny układ budynku. - Potem rozpoczęliśmy projektowanie. Powstało pięć, sześć koncepcji. I w ramach tych pomysłów wyłoniliśmy idealny. Idealny wiatraczek - wspomina.
- Od samego początku było założenie, że budynek musi przyjechać na miejsce w takiej formie, aby była możliwość przeniesienia jego poszczególnych części ze statku na amfibię, która służy pracownikom stacji i za jej pomocą na ląd - dodaje projektant. - Założyliśmy, że moduł konstrukcyjny to moduł małego kontenera morskiego. Wszystkie elementy musiały się zmieścić do tych kontenerów, w nich zostać przewiezione, dopiero z nich rozpakowane i złożone na miejscu - podkreśla.
Nowy budynek główny Polskiej Stacji Antarktycznej - fot. Katarzyna Greń
Budowa nowego budynku głównego Polskiej Stacji Antarktycznej- fot. MNiSW
Budowa nowego budynku głównego Polskiej Stacji Antarktycznej - fot. MNiSW Wyzwania i samochody wyścigowe
Co było najtrudniejsze do pokonania, jeśli chodzi o klimat na miejscu? Na myśl przychodzi mróz. Okazuje się jednak, że nie. - Ten budynek nie jest na kontynentalnej Antarktydzie i warunki temperaturowe nie są tam takie dramatyczne. Średnia roczna temperatura wynosi około minus jeden, minus półtora - tak było, gdy to rysowaliśmy - wspomina Bartosz Świniarski. - Największym wyzwaniem okazały się wiatry. Stacja znajduje się na wypłaszczeniu. Za nim jest masyw górski, nad którym znajduje się lodowiec. Z niego zstępują tzw. wiatry katabatyczne, które są bardzo silne. Największym wyzwaniem technicznym było to, że budynek chciał nam odlecieć - mówi architekt i dodaje, że nie był to jedyny problem. - Ponieważ obowiązuje tam Traktat Antarktyczny, który nie pozwala kopać w ziemi, budynek nie mógł mieć klasycznych fundamentów. Stąd pomysł, aby unieść go nad ziemię i tak ukształtować jego bryłę, jego przekrój, żeby wiatr który zstępuje i wieje działał na jego korzyść, czyli przyciskał go do ziemi. Tak, jak to jest z samochodami wyścigowymi - tłumaczy.
Dlatego powstał budynek o kształcie odwróconego śmigła samolotu. - Jest większy na dole niż na górze - mówi architekt i dodaje, że dzięki temu powietrze opływa go szybciej z góry niż z dołu. To powoduje tworzenie się podciśnienia, które zasysa budynek do gruntu.
Magdalena Hejna