Znaleziono niepublikowaną taśmę Ozzy'ego Osbourne'a. 46 lat spędziła na strychu

Niepublikowane dotąd nagranie Ozzy’ego Osbourne’a zostało odnalezione. Kaseta zatytułowana "Ozzie Last Day" przez 46 lat pozostawała w prywatnym archiwum, nigdy wcześniej nie doczekując się publikacji. Dziś, po latach, materiał ujrzał światło dzienne i jak się okazuje, dokumentuje on same początki solowego projektu legendarnego wokalisty.

Znaleziono niepublikowaną taśmę Ozzy'ego Osbourne'a. 46 lat spędziła na strychu

Niepublikowana taśma Ozzy'ego Osbourne'a została odnaleziona po 46 latach.

Foto: Karol Makurat/REPORTER

Ozzy Osbourne swoją solową karierę rozpoczął od jednego z najbardziej klasycznych dla heavy metalu albumów - 'Blizzard of Ozz", na którym znalazły się ponadczasowe hity piosenkarza, takie jak "Mr. Crowley” czy "Crazy Train", czy "I Don't Know", które przez lata były podstawą koncertowych występów "Księcia Ciemności". Okazuje się, że w archiwum jednego ze znajomych wokalisty przetrwało nagranie, które obrazuje początki solowej kariery Osbourne’a jeszcze przed nagraniem debiutanckiej płyty. Kaseta, która przeleżała 46 lat na strychu znajomego muzyka, została odnaleziona.


Początki kariery solowej Osbourne’a na kasecie. 46 lat przeleżała na strychu znajomego muzyka

Znalezione nagranie zatytułowane „Ozzie Last Day” jest zapisem bluesowego jamu w wykonaniu Osbourne’a, gitarzysty Randy’ego Rhoadsa i basisty Boba Daisleya, którzy tworzyli zespół Osbourne’a na debiutanckiej płycie "Blizzard of Ozz".

Kaseta przeleżała prawie pięć dekad na strychu Davida Jolly’ego, który przyjaźnił się ze zmarłym wokalistą Black Sabbath u początków jego solowej kariery.

Posłuchaj audycji w Trójce:

"Gdy to tylko usłyszałem, wiedziałem, że to my"

Autentyczność nagrania potwierdził obecny na nim basista Bob Daisley, który podkreśla, że nie ma wątpliwości, iż jest to zapis początków grupy Ozzy’ego Osbourne’a. Wskazuje także, że możliwe, iż zespół na nagraniu był w trakcie przesłuchań perkusisty. 

- Gdy tylko to usłyszałem, wiedziałem, że to my - to głos Ozzy’ego. Nie wiem, czy rozgrzewaliśmy się przed przesłuchaniem perkusisty, czy po prostu wygłupialiśmy, ale to nie był żaden konkretny utwór - mówi Daisley.

Mateusz Wysokiński